Na wysokim wiadukcie w Lasku doszło do wypadku, na miejscu pracują służby - słychać syreny karetek, wozów straży pożarnej i policji. - To był ogromny huk, nie wiedziałam co się dzieje - mówi przerażona mieszkanka pobliskiego domu.
Jak relacjonuje nam asp. szt. Łukasz Burek, oficer prasowy nowotarskiej policji, do kolizji doszło około godz. 20:30. Mieszkaniec Jabłonki jadący osobowym samochodem w stronę Krakowa nagle stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w bariery energochłonne. Szczęśliwie nikomu nic się nie stało, jednak samochód nie nadaje się do dalszej jazdy.Służby zakończyły działania, trwa jeszcze oczekiwanie na lawetę. Ruch odbywa się bez przeszkód.- Z uwagi na trudne warunki atmosferyczne apelujemy do kierowców o ostrożną jazdę, tym bardziej jeśli ktoś nie zmienił opon i jeździ na zimówkach - podkreśla rzecznik policji.
Skończyło się na strachu. Ten jednak w większej mierze ogarnął mieszkańców domów położonych niemal pod samym wiaduktem. Jeszcze zanim droga została oddana do użytku domagali się ekranów akustycznych i większej ochrony. Jednak nadal żyją w strachu i nieopisanym hałasie.
- W długi weekend motocykle tutaj wydawały takie dźwięki, że nie szło wytrzymać. Dzieci po nocach nie spały. Tu się nie da żyć - irytuje się kobieta, której głos słychać także na nagraniu, prosi jednak o zachowanie anonimowości.
fi/





Dzięki, trochę mam rozjaśniony obraz sytuacji. Czyli mogli się wykupić, ale nie chcieli. Może za mało dawali, a może ojcowizna. Zamiast racjonalne myślenie, no to teraz śnieg w zimie, piach, hałas i samochody spadające na dach domu. Jedno mnie zastanawia - dlaczego ta anonimowa osoba pozwala fotoreporterowi robić te same ujęcia spod wiaduktu od prawie dwóch lat. Przecież wszyscy w Lasku i Klikuszowej wiedzą, że nie jest anonimowa. Po co znowu ten kabaret.