FELIETON. - Habemus Gabrysium Wolskum! Co prawda żal mi radnego Wcisły, ale że teraz będzie Gabryś Wolski, to się cieszę. Rzadki przypadek artysty kochającego hokej. Nie będzie miał typowych dylematów, tzn. na kulturę czy na sport. Trochę ma niewygodną sytuację, bo będzie teraz nadzorował własnych pracodawców, co grozi staffingiem. Ale Gabryś to człek kulturalny w pełnym tego słowa znaczeniu i na pewno wstydzić się za niego nie trza będzie - pisze Maciej Jachymiak, lekarz i nowotarżanin, były samorządowiec i polityk.
- Jak za innego radnego, co mu ostatnio, nie przymierzając, wybiło szambo. Polityka to wielce emocjonujące zajęcie i łacno czasem chlapnąć. Ale najgorsze, jak człowiek się zaczyna tłumaczyć. Lepiej zmilczeć, ludzie zapomną. Tzw. "pamięć społeczna" trwa podobno pół roku. A szamba ciągle biją. Niedawno w naszem szpitalu, a teraz w innych. Co prawda znęcanie się nad chorymi psychicznie nie wywołuje u współobywateli większego oburzenia, ale już zarobki medyków jak najbardziej. Mamy więc kolejny kryzys w tzw. służbie zdrowia. Monopolistycznym potworku, który przetrwał od czasów komuny niewiele zmieniony. Polską medycyną zarządzają nie profesjonaliści, tylko politycy. I to często trzecioligowi, jak np. w przypadku szpitali powiatowych. Te wszystkie zarządy i rady zwykle mają blade pojęcie o leczeniu i zainteresowane są głównie, żeby się bilansowało. No i jeszcze robota polityczna tam jest odwalana, bo to z reguły duże zakłady pracy.Medycyna państwowa w kryzysie. Zawsze była. Z tym, że to nie jest wina lekarzy, co się narodowi wciska. Jak z kułakami czy stonką za komuny. To nie oni podpisują ze sobą kontrakty. To nie oni zalewają kolejne obietnice.
Jest kilka cywilizowanych krajów, gdzie jak u nas jest państwowy monopol ubezpieczeń i leczenia. Np. Anglia. Dużo to kosztuje, ale ich stać. Z tym, że trzymają się zasad, których u nas nie ma. Lekarze w publicznej służbie mają kontrakt na ok. 40 godzin tygodniowo, w tym nauka własna, zakaz pracy gdzie indziej i godny zarobek. I u nas może tak być, o co wielu apeluje. Niestety, gdyby to zrobić zaraz wszystko się zawali. Bo braki są spore. Więc lekarze ciągną po kilka fuch i jest na to zgoda. Publiczna i prywatna medycyna zwarte są w uścisku, nierzadko korupcyjnym. Korupcja za komuny była prosta i przejrzysta. Teraz jest finezyjna. I większa.
Lekarzy usprawiedliwiać nie chcę. Żyjemy w czasach postetycznych i to ich też dotyczy. Niemniej, jak taki doktór wyjeżdża na zachód, to bez problemów się podporządkowuje. No, ale u nas brak zasad. I nadzoru. Kontrola jakości polskiej medycyny to zupełna fikcja. Taka np. sprawa nowotarskiej psychiatrii celnie to pokazuje. Wyjście z sytuacji miało być wprowadzone w latach 90-tych, za AWS. Ale politycy stchórzyli. Koniec monopolu, konkurencja kas chorych, profesjonalne zarządzanie. Za trudne. Więc chyba nie ma co dalej strzępić języka.
Wróćmy do naszego nowego radnego WK Miasta. Owóż jego instytucja wystawiła niedawno litografie Salvadora Dali. Tak się tym nakręciłem, że kopsnęli my się do Girony i Figueres w Katalonii (z Balic tanio jak barszcz). Wspaniałe rzeczy stworzył ów artysta, choć niezły był z niego skurczybyk. A jak już tam byliśmy tośmy jeszcze podskoczyli TGV (dreams come true!) do francuskiej stolicy na Rollanda i kilka wystaw.
I ja od kilku lat pomagam ludziom w omijaniu pewnej kliniki (za chwilę uniwersyteckiej) co stosuje metody jak za króla Ćwieczka. A Leonora przeżyła 94 lata. Namalowała tysiące obrazów. Wychowała dzieci. Dziś ma wystawę w Paryżu i świat ją podziwia. A lekarze nie dawali jej szans. Tak, że proszę się nimi tak nie przejmować.
*
Jako wyrostek robaczkowy zamieszczam naszemu radnemu limeryk, jakim go kiedyś obdarowałem po tym jak nabył koszulę w maki. Daję też nieśmiałą surrealistyczną próbkę pt. "Z odDali"
*
pewien h?artysta w Nowym Targu
koszulę w maki kupił na targu
odlot w niej miał, że hej
Podhale w NHL !
a klub właśnie kona w letargu



Się obudziło czy
Porwikufel
A w sumie zwałjak zwał
Może być i Warchoł