01.07.2026, 08:00 | czytano: 4876

Opowiadania Andrzeja Finkelstina na Podhale24.pl: "Inteligentny szlak ku zatraceniu"

Portret Andrzeja Finkelstina autorstwa Sylwii Marszałek-Jeneralczyk
Z urodzenia nowotarżanin, od 30 lat zakopiańczyk. Na Podhale24.pl zakończyliśmy publikację powieści Andrzeja Finkelstina pt. "Melina Lenina, czyli o tym jak Wacek odrabiał wojsko w Poroninie". Wraz z autorem, zachęceni reakcją czytelników, publikujemy kolejne utwory Andrzeja Finkelstina - wybrane opowiadania z tomów pt. "Nokaut" i "Moje podróże autobusikiem". Są to swobodne opowieści i spostrzeżenia na różne tematy społeczne i psychologiczne w formie opowiadań, często czarno-humorystycznych, zazwyczaj mające drugie dno i morał. Kolejne opowiadania publikujemy co wtorek na Podhale24.pl. Dziś pt. "Inteligentny szlak ku zatraceniu".
Nokaut. Wiktoryn i Zorian
Część 3 tryptyku. Inteligentny szlak ku zatraceniu

/Fantástico Chico Blanco/

Wiktoryn i Zorian stali przed bramą Tatrzańskiego Parku Narodowego, gdzie tradycyjną budkę z biletami zastąpiła potężna, automatyczna bramka z udziwnieniami technologicznymi i gapili się na ten wynalazek jak dzieci. Konstrukcja z matowego tytanu wyposażona była w laserowe skanery, które z góry na dół omiatały sylwetki turystów zielonym, pulsującym światłem. Nad wejściem widniał neonowy napis: "TOPR-AI: Twoje bezpieczeństwo jest naszym algorytmem".

- Imponujące - powiedział Wiktoryn, poprawiając na nosie okulary z rozszerzoną rzeczywistością, które zakupił na krupówkowym straganie od autonomicznego bota. - Koniec z nieodpowiedzialnymi ignorantami w klapkach na Sarniej... System weryfikuje wszystko.

- Raczej pojebane -szepnął Zorian.

Zorian, ubrany w dobre, choć wysłużone skórzane podejściówki - niegdyś kultowej wśród taterników marki, której doskonała konstrukcja korzeniami tkwiła jeszcze w ubiegłym wieku - z powątpiewaniem spoglądał na migające czujniki. Wreszcie się odezwał:

- Mam dziwne przeczucie, Wiktorynie, że ten szlak zaraz zmierzy poziom mojego entuzjazmu i uzna go za niezgodny z normą unijną - i zachichotał z własnego żartu.

Wiktoryn podszedł do śluzy jako pierwszy. Skaner zaśpiewał melodyjnie.

- Wykryto: obuwie trekkingowe z membraną oddychającą najnowszej generacji. Kurtka z inteligentnym, solarnym systemem termicznym. Poziom nawodnienia i elektrolitów: optymalny. Status: Turysta Klasy Premium. Życzymy miłego zdobywania szczytów - zakomunikował aksamitny głos z głośnika, a tytanowe wrota "niebios" rozsunęły się z dostojnym sykiem.

Wiktoryn przeszedł dumnie, odwracając się do przyjaciela z triumfującym uśmieszkiem.

- Widzisz? Czysta, matematyczna selekcja. Twoja kolej, tradycjonalisto.

Zorian westchnął i wkroczył w zielone snopy skanera. Urządzenie natychmiast wydało z siebie dźwięk przypominający syrenę alarmową na tonącym okręcie, a nad bramą rozbłysły czerwone światła.

- Zagrożenie! Wykryto anomalie sprzętowe! - zaryczał syntezator, tracąc cały swój dotychczasowy aksamit. - Obuwie skórzane: brak certyfikatu cyfrowego oraz modułu GPS. Kurtka bawełniana: wysoka podatność na przemakanie. Sweter wełniany: przestarzały element garderoby typu retro. Ryzyko wystąpienia zadyszki przed osiągnięciem szczytu: dziewięćdziesiąt dwa procent. Dostęp zablokowany.

Zorian chwycił za tytanowe pręty śluzy, potrząsając nimi z furią.

-Jak to zablokowane?! - wrzasnął Zorian. - Moje buty przeszły całe Gorce, Bieszczady i Alpy, kiedy twój procesor był jeszcze puszką po piwie! Puszczaj mnie, bezduszna maszyno!
- Zorianie, nie dyskutuj z oprogramowaniem, to obniża twój rating użytkownika i reputację cyfrową w aplikacji parkowej! - nawoływał zza bramy Wiktoryn. - System po prostu dba o statystyki wypadków!

W tym momencie ze specjalnej skrytki imitującej skalną ściankę wysunęło się ramię, trzymające parę jaskraworóżowych, pneumatycznych butów z napisem "Air-Giewont 2026".

- Sugerowana modyfikacja wyposażenia - oznajmił syntetyczny głos. - Wynajem inteligentnego obuwia: dwieście złotych za dobę. Model automatycznie koryguje krok i posiada funkcję antypoślizgową oraz pamięć kształtu stopy.

Zorian, wściekły i zrezygnowany, spojrzał na Wiktoryna, a potem na różowe koszmary bliżej nieokreślonej technologii, bo na pewno już nie obuwniczej i ostatecznie machnął kartą przed czytnikiem.

- Tylko dlaczego różowe? - mruknął pod nosem Zorian.
- Żeby łatwiej było cię znaleźć, w razie czego - odpowiedział krótko zniecierpliwiony Wiktoryn.

Buty w jego rozmiarze z sykiem zacisnęły się wokół stóp, automatycznie dopasowując tęgość aż do granic bólu. Mężczyzna zaklął pod nosem i wbił palce za cholewki, próbując nieco poluzować ucisk na podbiciu. Ruszyli pięknym, gładkim jak blat stołu asfaltem. Droga w niczym nie przypominała dawnego, cichego traktu pełnego wystających korzeni, skał i kamieni. Co kilkadziesiąt metrów zza świerków wyłaniały się hologramy uśmiechniętych świstaków, które mechanicznym szeptem recytowały ostrzeżenia:

- Uwaga, za trzysta metrów występuje zakręt o nachyleniu dwunastu procent. Rekomendowane zwolnienie tempa marszu.

- Czy to nie jest wspaniałe? - zachwycał się Wiktoryn, choć pot kroplami spływał mu po czole, bo jego inteligentna kurtka uznała, że w Tatrach jest za zimno i włączyła ogrzewanie.
- Pełna kontrola nad ryzykiem. To jest koszmar, Wiktorynie. Czuję się, jakbym szedł wewnątrz arkusza kalkulacyjnego - wydyszał Zorian, którego różowe buty Air-Giewont nagle zaczęły stawiać dziwny opór.
W połowie drogi niebo gwałtownie pociemniało, co w Tatrach jest rzeczą naturalną. Nad szlakiem uniósł się dron-strażnik, migający ostrzegawczym, pomarańczowym światłem.

- Uwaga, zmiana warunków atmosferycznych - oznajmił mechaniczny głos z urządzenia. - Wykryto pojedynczą chmurę deszczową. Zgodnie z paragrafem czwartym regulaminu parku zarządzam natychmiastową ewakuację wszystkich jednostek biologicznych do najbliższego schronu.
- Ale to zaledwie mały kapuśniaczek! - zawołał Zorian, patrząc na pierwsze trzy krople deszczu spadające na asfalt.

Niestety, jaskraworóżowe buty nie znosiły sprzeciwu. Procesor wbudowany w podeszwę odebrał sygnał z drona i przejął całkowitą kontrolę nad nogami turysty, zaciskając cholewki wokół kostek niczym kleszcze. Zanim Zorian zdążył zaprotestować, jego kończyny zaczęły wykonywać rytmiczne, mechaniczne kroki w tył, ciągnąc resztę ciała w stronę wyjścia. Omal nie wylądował na tyłku, a obuwia w żaden sposób nie dało się ściągnąć.

- Wiktoryn! Ratuj! Moje buty uciekają z gór! - wrzeszczał Zorian, machając bezwładnie rękami.

Jego nogi maszerowały w dół szlaku z precyzją pruskiego pułku piechoty, a całość wyglądała jak film puszczony od tyłu. Wiktoryn chciał ruszyć na pomoc, ale jego gogle rozszerzonej rzeczywistości nagle wyświetliły gigantyczny komunikat:

- Krytyczny poziom wilgotności powietrza. Twoje prawo do podziwiania przyrody zostało zawieszone. Powrót do strefy komercyjnej za: pięć, cztery, trzy...

Kurtka Wiktoryna automatycznie napompowała się jak poduszka powietrzna, unieruchamiając jego ramiona i zmuszając go do toczenia się w dół zbocza.

- Ja pierdolę... ...olę ...lę... ę... - powtarzało na szlaku echo.

Kilkanaście minut technologicznego upokorzenia zakończyło się twardym lądowaniem w błocie. Przyjaciele gruchnęli na parkingu przed samym wejściem, tuż obok znajomej budki z jedzeniem. Za ladą krzątały się dwie miłe, uśmiechnięte i pulchne gaździny, przepięknej urody, roznosząc pełne tacki parujące aromatem grillowanych kiełbasek. Inteligentne systemy w odzieży kolegów zgasły, uznając, że niebezpieczeństwo obcowania z naturą zostało zażegnane. Zza baru wyszedł ten sam starszy baca, którego znali z oscypkomatu i cyberkarczmy. W ręku trzymał kubek parującej herbaty z prądem. Spojrzał na leżącego w błocie Wiktoryna, przypominającego ludzika Michelin tyle że obłoconego, a potem na Zoriana, którego różowe buty wciąż jeszcze podrygiwały w rytm algorytmu ewakuacyjnego.

- I jak tam? - zapytał baca, uśmiechając się pod wąsem. - Piękny ten inteligentny szlak, co? Taki bezpieczny. Przynajmniej człowiek się nie zmęczy widokami, bo maszyna zawczasu do domu zawróci.

Zorian z trudem odpiął klamry różowych obuwniczych potworków, rzucając je prosto w błoto.

-Baco - wycharczał z wściekłością. - Dajcie no tej herbaty, ale tak potrójnie. I powiedzcie mi, czy w tych górach zostało jeszcze choć jedno miejsce, gdzie mogę legalnie skręcić kark bez zgody serwera centralnego?

Baca podał mu kubek, mrugając porozumiewawczo.

- Za budką z biletami jest stara, dziurawa siatka. Tamtędy chodzą ci, co wolą prawdziwy deszcz od wirtualnego słońca - szepnął baca. - Ale cicho sza, bo mi drony licencję na oscypki cofną.

Wiktoryn, wciąż uwięziony w napompowanej kurtce, westchnął ciężko, patrząc na chmury nad Giewontem.

- Postęp, Zorianie... postęp jest wspaniały - mruknął.

Zawiesił na chwilę głos, po czym wbił ostrze w swoją kurtkę, żeby wreszcie zeszło z niej uwięzione powietrze.

- Ale czasami dobrze mieć przy sobie stary, analogowy scyzoryk, żeby ten cały postęp po prostu rozciąć.

***
W procesie twórczym wykorzystano wsparcie AI w zakresie przetwarzania i redagowania.
Może Cię zainteresować
zobacz także
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl