"Zrobiliśmy to !!!kolejne patoschronisko zamknięte !!!" - napisała w mediach społecznościowych piosenkarka i celebrytka Doda.
Już od marcowego protestu pod schroniskiem na Kokoszkowie, w którym udział wzięła m.in. Laluna, Doda angażowała się w mediach społecznościowych w akcję przeciwko schronisku w Nowym Targu, nie szczędząc mu krytyki. Dziś, gdy pojawiła się informacja o tym, że p. Pawluśkiewiczowie, po nagonce i hejcie, który się na nich wylał, zdecydowali się zamknąć obiekt i zakończyć działalność, Doda ogłosiła, że to m.in. jej zasługa. Piosenkarka poinformowała o spotkaniu w Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podczas którego poruszono sprawę schroniska dla bezdomnych zwierząt w Nowym Targu.Jak napisała, bezpośrednio po przylocie spotkała się z sekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta, Mateuszem Koteckim, a także z prawnikami kancelarii - Małgorzatą Kuczerą i Arkadiuszem Goławskim. Według Dody, osoby te od wielu miesięcy angażują się w działania na rzecz zwierząt.
Artystka przekazała, że podczas rozmów pilnie zajęto się sytuacją schroniska w Nowym Targu. We wpisie określiła placówkę mianem "pato schroniska" i zarzuciła jej "gotowanie zwierząt na śmierć" oraz zamykanie drzwi przed adopcjami i wolontariatem w czasie największych upałów.
Doda poinformowała również, że głównym tematem spotkania były prace nad projektem ustawy dotyczącej ochrony bezdomnych zwierząt. Jak napisała, dokument jest przygotowywany od zimy, a jego celem jest zmiana - jak określiła - "archaicznego prawa i bezdusznego systemu". Według artystki projekt ma zostać upubliczniony do końca miesiąca i będzie efektem wielomiesięcznej pracy osób zaangażowanych w jego przygotowanie.
oprac. r/





lewactwa. To podręcznikowy przykład moralności środowisk, które na sztandarach niosą hasła tolerancji
i empatii, dopóki nie zderzą się one z ich własną wygodą. Warto zadać fundamentalne pytanie:
kto odpowiada za dramat bezdomności zwierząt?
Odpowiedź jest prosta - człowiek. To my stworzyliśmy schroniska, które dla wielu stały się wygodnym
narzędziem do pozbywania się odpowiedzialności za żywe istoty, gdy te po prostu przestają pasować do planów
życiowych. Jaskrawym tego przykładem jest zachowanie euro posłanki Nowej Lewicy, Joanny Scheuring-wielgus.
W 2016 roku, tłumacząc się przeprowadzką, oddała swoje dwa adoptowane psy, Czarną i Mambę, do schroniska
w Toruniu. Wywołało to uzasadnioną falę oburzenia społecznego i ostrą krytykę organizacji pro zwierzęcych.
Trudno o większy cynizm u osoby, która wcześniej budowała swój kapitał polityczny na walce o prawa zwierząt.
Rozwiązanie tego problemu jest jednak w zasięgu ręki.
Wystarczy wprowadzić obowiązkowe czipowanie psów i kotów z przypisaniem ich do centralnej bazy danych
właścicieli. Sam zabieg wstrzyknięcia mikroczipa pod skórę zwierzęcia jest szybki i bezbolesny, a wymaga
jedynie aktualizacji danych przy zmianie adresu lub właściciela. Gdyby prawo nakładało na właściciela
pełną odpowiedzialność finansową za utrzymanie porzuconego zwierzęcia aż do momentu jego naturalnej
śmierci, problem bezdomności diametralnie by zmalał. Ukróciłoby to również działalność niektórych
fundacji, dla których walka o dobrostan bywa jedynie narzędziem do medialnego lansu i zdobywania funduszy.
Dlaczego takie przepisy wciąż nie obowiązują? Być może dlatego, że ich wprowadzenie odebrałoby przestrzeń
do medialnego zaistnienia postaciom pokroju Doroty Robaczewskiej znanej z reality show "Bar", którzy na
współczuciu budują swoją obecność w przestrzeni publicznej.
Jej nazwisko brzmi - Rabczewska.
Moderator.