NOWY TARG. Szymon Fatla wybrany został przewodniczącym Rady Miasta pod koniec lutego br. zastępując na tym stanowisku Jana Siękę. Po czterech miesiącach pytamy go m. in. o współpracę z radnymi, urzędnikami, jego nieobecność w "przestrzeni publicznej", a także o najnowszy pomysł - pod którym też się podpisał - czyli utworzenie miejskiej spółki sportowej.
- Jak by Pan określił swój styl prowadzenia obrad i przewodniczenia Radzie.- To inni powinni go określać, raczej nikt nie powinien być recenzentem własnego stylu, czy działań. Myślę, że inni radni powinni to ocenić. Ja staram się prowadzić obrady nie pospieszając nikogo - w sposób konkretny, sprawny. Staram się być bardziej moderatorem, niż bardzo aktywnym uczestnikiem dyskusji. Aczkolwiek są tematy dla mnie istotne i wtedy głos zabieram. - Udaje się radnych utrzymać w ryzach?
- Nie wszystkich.
- Jakiś sposób na poprawę dyscypliny?
- Będę nad tym pracował...
- Skoro to inni mają recenzować, to ja spróbuję. Wykluczył się Pan z funkcji publicznych, nie widać Pana ani na imprezach, ani na posiedzeniach komisji.
- Obowiązki przewodniczącego są liczne. Przewodniczący RM, który chce rzetelnie i dość szybko reagować na wszystkie sprawy, które trafiają do Biura Rady - musi być w urzędzie dosłownie codziennie. Staram się na bieżąco sprawy dopinać i przekazywać do odpowiednich miejsc. Z mojej perspektywy uważam, że to układ bardzo dobry. Ja bardziej zajmuję się organizacją pracy Rady, niż aktywnym uczestnictwem w komisjach, które są jak wiemy - dość mocno czasochłonne. Natomiast jeśli chodzi o uroczystości - to nie jest żadną tajemnicą, że nigdy nie byłem radnym, który chciałby stać na świeczniku i chodzić na obchody. Generalnie unikałem takich miejsc, lepiej się czuję w merytorycznej pracy, organizacyjnej, a gorzej na takich imprezach. Jedynym wyjątkiem, który zrobiłem - i to nie ma co ukrywać - z przyjemnością, to 680-lecie Miasta i uroczysta sesja. Sprawiło mi dużą satysfakcje, że mogłem poprowadzić tę sesję.
- Czyli dobrze mieć reprezentacyjną wiceprzewodniczącą...
- Ewa Garbacz jest bardzo pomocna. Na bieżąco mnie informuje o tym w jakich bierze udział uroczystościach. Jest wiele tych zebrań, spotkań związanych z kulturą, czy lokalnymi organizacjami, na których ona bywa i jestem jej za to bardzo wdzięczny. Mam do niej pełne zaufanie jeśli chodzi o reprezentację.
- Nową funkcją jest też przewodniczenie Kapitule Honorowej. Czy zgodnie z nadszarpniętą nieco tradycją - w tym roku, 11 listopada będą przyznawane statuetki zasłużonych dla Miasta oraz dla kultury?
- Kapituła się jeszcze nie zebrała, ale do 11 listopada mamy jeszcze sporo czasu. Będą odznaczania w obu tych kategoriach, wstępne kandydatury już spływały do mnie.
- Są stałe tematy, ale i tzw. wrzutki. Ostatnia narobiła nieco zamieszania. Może Pan w czterech żołnierskich zdaniach opisać sens projektu utworzenia komunalnej spółki hokejowej?
- Mogę w pięciu? (śmiech) Przede wszystkim to rozwiązanie wzorowane na wielu miastach w Polsce, gdzie istnieją spółki miejskie - niektóre nie tyle reprezentują jeden klub ale np. zarządzają całym miejskim sportem. W naszym przypadku po wielu latach - z perspektywy kibica - mówimy o kilkunastu latach takiej sinusoidy, kiedy drżeliśmy o to czy klub wystartuje w kolejnym sezonie czy nie, dwa razy spadliśmy do I ligi, więc ciągle były niewiadome, brak stabilizacji związany z niestabilną sytuacją finansową i ze zbyt niedbałym zarządzaniem. Dlatego uważam, że taka spółka może dać impuls do tego, by to uporządkować te kwestie raz a dobrze - i dlatego też podpisałem się pod tym projektem uchwały.
- Warto spojrzeć na inne miasta gdzie utworzono takie spółki miejskie i wniosły one dużo dobrego. U nas sytuacja jest nieco inna. Musimy patrzeć na nasze lokalne realia. Wielu sponsorów zraziło się do hokeja z uwagi na ciągłe zawirowania, nie chcieli inwestować swoich środków w hokej i wielokrotnie podkreślali, że gdyby powstała taka miejska spółka - to oni będą mieli zaufanie i będą w stanie swoje środki zainwestować.
- Pozostaje otwarte pytanie: kto będzie prezesem tej miejskiej spółki. Myślę, że powinien zostać ogłoszony konkurs i porządna rekrutacja na prezesa. Pozostaje jeszcze wiele innych pytań, ale to na kolejnym etapie. Uważam, że to dobry krok, w dobrą stronę, żeby zapracować na stabilność. Mówiliśmy o tym od kilkunastu lat - temat się przewijał w dyskusjach - że taka spółka, która w dodatku by miała po stronie dochodowej środki związane z wynajmem przestrzeni lodowiska, przestrzeni reklamowych, czy czerpała zyski z parkingu pod halą lodową - to wszystko może w końcu spowoduje, że my jako samorząd nie będziemy już co roku dawali dotacji, podpisywali umowy na promocję miasta, co miało być realizowane przez klub, czy przyznawali stypendia sportowe - tylko w końcu byśmy mieli sytuację jasną: klub ma z tego, i z tego, iż tego dochody, klub jest miejski, a pozostałe zyski dla klubu ma przynieść prezes, który będzie - mam nadzieję - profesjonalnym menadżerem, który będzie się zajmował klubem i spółką w oparciu o wynagrodzenie. Bo powinniśmy też już skończyć z tym, że mamy do czynienia ze społecznikami, z ludźmi robiącymi to w ramach wolnego czasu, często nie mogąc godzić obowiązków z innymi sprawami, bądź próbując w inny sposób sobie zrekompensować dochody. Więc: profesjonalny menedżer z normalnym wynagrodzeniem - byłby to najczystszy i najlepszy układ do dalszego funkcjonowania hokeja.
- Wydaje mi się, że w takim przypadku powinniśmy ze stypendiów zrezygnować - jeśli chodzi o seniorski hokej. Ewentualnie stypendia zostawić tylko dla najzdolniejszych, młodych zawodników.
- Miasto chce oddać spółce: pomieszczenia pod wynajem, powierzchnie reklamowe, parking - to nie za dużo? Czy Miasto nie jest zbyt hojne?
- Patrząc na to ile przez ostatnie kilkanaście lat zostało włożone, uważam że to będą rocznie nawet mniejsze dochody, niż to co Miasto wkładało w formie dotacji i stypendiów.
- Mówił Pan, że pomysł spółki miejskiej przewija się od nastu lat, czyli temat radnym jest znany. Czy to znaczy, że rękę "za" utworzeniem "Podhale Nowy Targ sp. z oo" podniesie więcej, niż tych 12 radnych, którzy podpisali się pod projektem uchwały?
- Myślę, że niewielu więcej. To wynika może z mojej małej wiary (śmiech).
- Jak się Panu układa współpraca z klubami radnych?
- Na razie nie zauważam większych komplikacji, a co do wszelkich - że tak powiem sytuacji konfliktowych, czy "niedogadania się" to wolę się do tego nie odnosić. Raczej staram się pracować na bieżąco, by te relacje były w porządku.
- A relacje Rada - burmistrz oraz z urzędnikami. Pytam w kontekście skarg radnych, że mają problemy z uzyskaniem informacji z UM.
- Nieco się poprawiły. Jest w tym zasługa także dwóch pierwszych lat tej kadencji, kiedy dużo było emocji, wydaje mi się, że może niepotrzebnych - ale wpłynęły one pozytywnie na tę współpracę. Ale wciąż jest dużo do zrobienia. Przykład z ostatniej sesji to pokazuje, kiedy nie mogliśmy się doprosić odpowiedzi na bardzo proste pytanie radnej Ewy Pawlikowskiej o inwestycje: które nie zostały zrealizowane i z jakiego powodu - i nie dostała konkretnej odpowiedzi. Czyli - jest wciąż dużo do poprawy. Nadal wyrażam publicznie takie oczekiwanie, że osoby odpowiedzialne za różne sprawy w UM będą obecne na sesji i będziemy otrzymywali odpowiedzi na bieżąco, na sesji.
Rozmawiała Sabina Palka





Przypomnę że cokolwiek pod przymusem jest z mocy prawa nieważne a tu twierdzenie że nie chciał? Więc czemu jest? Ktoś na muszce go trzyma? Czy jakieś haki są????