-> Likwidacja nowotarskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt doprowadziła do paraliżu logistycznego na Podhalu. Gminy otrzymały 14 dni na odebranie swoich psów, jednak z powodu agresywnej kampanii medialnej i fali hejtu wywołanej przez aktywistów, inne placówki w kraju masowo odmawiają współpracy.
-> Dyrektorzy schronisk wprost deklarują, że boją się wciągnięcia na "czarną listę" i nagonki.
-> Samorządowcy zwracają uwagę, że organizacje prozwierzęce, które doprowadziły do zamknięcia obiektu, zamiast realnego schronienia oferują jedynie udostępnienia na Facebooku informacji o możliwości adopcji, a ich status prawny uniemożliwia legalne przejęcie czworonogów.
Zdecydowane stanowisko w sprawie likwidacji nowotarskiego schroniska zajął burmistrz Zakopanego, Łukasz Filipowicz, który wskazał na destrukcyjne skutki działań organizacji pro-zwierzęcych. Gmina Zakopane pilnie szuka miejsc dla 18 psów, lecz oficjalne pisma wysyłane do placówek w całym kraju spotykają się z odmowami.- Najbardziej przykre jest to, że taka bezrefleksyjna kampania hejtu i nienawiści doprowadziła do zamknięcia tego schroniska, co powoduje tylko więcej problemów niż korzyści. Piszemy jako Zakopane w zasadzie do całej Polski i na dzisiaj, po tym wszystkim, po tej kampanii hejtu, nienawiści żadne ze schronisk tych zwierząt nie chce wziąć. Między wierszami gdzieś się słyszy, że nie chcą mieć u siebie podobnego festiwalu, jaki miało przed swoimi bramami schronisko w Nowym Targu - relacjonuje Łukasz Filipowicz.-> Dyrektorzy schronisk wprost deklarują, że boją się wciągnięcia na "czarną listę" i nagonki.
-> Samorządowcy zwracają uwagę, że organizacje prozwierzęce, które doprowadziły do zamknięcia obiektu, zamiast realnego schronienia oferują jedynie udostępnienia na Facebooku informacji o możliwości adopcji, a ich status prawny uniemożliwia legalne przejęcie czworonogów.
Burmistrz Zakopanego punktuje również brak przygotowania i bezradność prawną stowarzyszeń, które inicjowały protesty. Zgodnie z wytycznymi wojewody, zwierzęta mogą trafić wyłącznie do podmiotów posiadających oficjalny wpis do rejestru Głównego Lekarza Weterynarii.
- Kolejna bardzo przykra rzecz, że większość tych organizacji, które tak głośno protestowały, nawet tych psów nie mogą przyjąć, bo albo działają nielegalnie, albo są niezarejestrowane w wykazie głównego lekarza weterynarii - dodaje Filipowicz, zaznaczając, że pomoc aktywistów ogranicza się w tym momencie do deklaracji w sieci, podczas gdy realna adopcja ponad 270 psów w dwa tygodnie jest fizycznie niemożliwa.
Problem fikcyjnej pomocy ze strony obrońców praw zwierząt potwierdza wójt gminy Poronin, Anita Żegleń. Urzędnicy, zamiast koordynować akcje adopcyjne, spędzają dni na odpisywaniu na seryjne zapytania prawne.
- Zapytaliście o to, czy współpracują z nami te organizacje. No, właściwie żądają od nas szeregu informacji w trybie dostępu do informacji publicznej, więc moi urzędnicy przez następne dni będą się w zasadzie tylko tym zajmować. Natomiast oferują pomoc internetową na Facebooku. Bardzo dziękujemy za tę pomoc. Pewnie wiele rodzin adopcyjnych zgłosi się dzięki tym kanałom. Natomiast bardzo zła atmosfera, którą utworzono wokół schroniska, powoduje, że w Polsce są schroniska, które boją się przyjąć psy z Nowego Targu, ponieważ boją się tej ścieżki - tłumaczy Anita Żegleń.
Wójt Poronina zaznacza, że agresja opinii publicznej niesłusznie uderzyła w kadrę schroniska i samorządy, pomijając całkowicie nieodpowiedzialnych właścicieli, którzy masowo porzucają zwierzęta w sezonach turystycznych. Jako lekarstwo na tą sytuację wójt wskazuje na rozwiązanie systemowe i konieczność czipowania wszystkich psów i surowych kar finansowych za porzucenie czworonoga.
- Dostaliśmy termin czternastodniowy. Tylko nikt się nie zastanowił, żeby nam pomóc w sytuacji co po tym terminie? Czujemy się trochę pokrzywdzeni tą decyzją. Po pierwsze ten termin jest nieracjonalnie kuriozalnie krótki. No, nie ma tych psów, gdzie przenieść. Schroniska w całej Polsce są przepełnione, a nawet jak są gdzieś, to tak daleko, że nie będziemy przez pół Polski psów wozić, więc zostaliśmy pozostawieni z tym problemem - mówi wójt gminy Bukowina Tatrzańska, Andrzej Pietrzyk.
Starosta tatrzański Andrzej Skupień oraz wójt gminy Kościelisko Roman Krupa określają obecną sytuację jako kryzysową i awaryjną. Samorządy zapowiedziały natychmiastowe rozpoczęcie rozmów roboczych w celu wypracowania nowej strategii. Jedynym racjonalnym rozwiązaniem problemu ma być docelowo budowa nowoczesnego, międzygminnego schroniska finansowanego wspólnie przez lokalne samorządy, co pozwoli na uniezależnienie się od zewnętrznych podmiotów i uchroni region przed podobnymi kryzysami w przyszłości. Problem polega jednak na tym, że zanim znajdzie się odpowiednie miejsce, przeprowadzi konsultacje i stworzy międzygminne schronisko, minie kilka lat, a problem cały czas trwa.
em/r



