Przed Sądem Rejonowym w Zakopanem wygłoszono mowy końcowe w procesie przeciwko właścicielowi wypożyczalni pojazdów off-road, który w styczniu 2025 roku, w Poronienie, zaatakowali nożem ludzi broniących swoich gruntów przed rozjeżdżaniem. Prokuratura oraz oskarżyciele posiłkowi domagają się bezwzględnej kary pozbawienia wolności, wskazując na skrajną demoralizację sprawcy i chuligański charakter czynu. Obrona z kolei domaga się wyroku w zawieszeniu, argumentując, że oskarżony Stanisław G. działał pod wpływem silnych emocji wywołanych bezprawną blokadą jego klientów, a po zdarzeniu przeprosił i przeszedł głęboką przemianę odbywając m.in. pielgrzymkę.
Historia, która swój finał znajdzie na sali sądowej, rozegrała się w styczniu ubiegłego roku w Poroninie. To wtedy grupa zdesperowanych właścicieli pól postanowiła osobiście interweniować w jednej z wypożyczalni quadów. Ich cel był prosty: powstrzymać niszczenie prywatnych nieruchomości przez ryczące maszyny. Właściciel wypożyczalni, będący pod wpływem alkoholu, zaatakował jednego z przybyłych mężczyzn niebezpiecznym narzędziem...Rozpoczynając mowę końcową, prokurator szczegółowo opisała przebieg dramatycznych wydarzeń z początku 2025 roku, kiedy to na granicy Zakopanego i Poronina doszło do awantury. - Zanim przejdę do oceny karnoprawnej, chciałabym podkreślić, jak tak naprawdę niewiele brakowało do tego, aby faktycznie proces toczył się w zupełnie innej kwalifikacji prawnej czynu, mianowicie od przyjęcia usiłowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu do spowodowania takiego uszczerbku, a nawet usiłowania zabójstwa. To tylko i wyłącznie zachowanie pokrzywdzonego, jego mechanizm obrony, a przede wszystkim umiejętności związane ze sztukami walki i samoobrony spowodowały, że obecnie ten proces toczy się w takiej kwalifikacji, jaka została przyjęta. Nietrzeźwy sprawca udał się na miejsce zdarzenia, mając w ręku nóż. Udał się z premedytacją, z zamiarem zaatakowania osoby, z którą był skonfliktowany od dłuższego czasu, a co było związane z nielegalnymi przejazdami przez nieruchomości. Do pokrzywdzonego podszedł z zamaszystym krokiem, pełną impulsywnością. Ten nóż nie był dla nikogo widoczny, dopiero w ostatniej chwili wszyscy zorientowali się, że jest w ręku - punktowała oskarżyciel publiczny.
Zdaniem prokuratury motywem napaści były wyłącznie pieniądze.
- Motywem są tylko i wyłącznie kwestie finansowe, mianowicie zabezpieczenie swojego interesu finansowego. I ten interes finansowy, tylko i wyłącznie uzyskanie korzyści majątkowej, było powodem ataku na życie i zdrowie ludzkie, które jest najwyżej chronionym dobrem w całym naszym systemie i wartości. To tylko i wyłącznie pieniądz stał za tym atakiem. Ta duża dysproporcja pomiędzy błahością, niegodziwością działania sprawcy, a dobrem, które zostało zagrożone, świadczy o tym, że ten występek ma charakter chuligański - mówiła prokurator.
Prokuratura zażądała dla Stanisława G. kary łącznej 7 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności oraz 21 tysięcy złotych nawiązki, natomiast dla drugiego oskarżonego, Kamila T., wniosła o warunkowe umorzenie postępowania na okres 2 lat próby i 3 tys. zł nawiązki.
Do tych żądań przyłączył się pełnomocnik pokrzywdzonego Tomasza Guta, który sprzeciwił się próbom usprawiedliwiania agresji oskarżonego przez zakopiańskie realia.
- Wysoki Sądzie, cywilizacja nie kończy się na Porońcu i pomimo różnych publicystycznych trendów wciąż pozostajemy w Rzeczypospolitej Polskiej, demokratycznym państwie prawa, w europejskim kręgu kulturowym, gdzie już od kilkunastu wieków nie załatwia się tego rodzaju konfliktów nożem, a tym bardziej przez groźbę pozbawienia życia. Tutaj nie obowiązują zasady jeszcze tak starożytne: życie za oko, życie za ząb czy później oko za oko, ząb za ząb. Byliśmy niejednokrotnie świadkami prób relatywizacji, na którą nie ma zgody. Obrona lansowała znaczenie tez o tym, że istotne jest wyciąganie kluczyków, ustawianie wjazdu, czynienie przeszkód w legalny sposób, bo w celu ochrony swojej własności. Nie godzi się, żeby eksponując te wszystkie okoliczności, usprawiedliwiać, że ten konflikt próbowano załatwić nożem. Konfliktów tutaj nie załatwiamy nożem. To było celowe zachowanie ukrytym nożem, który gdyby nie zachowanie pana Tomasza Guta w jego sztukach walki, w technikach samoobrony, gdyby nie to, mógł tutaj stracić życie - mówił mecenas, wnosząc o zasądzenie 20 tysięcy złotych zadośćuczynienia.
Sam pokrzywdzony, Tomasz Gut, odrzucił twierdzenia, jakoby od lat żyli w konflikcie.
- Ja ze Stanisławem G. znam się ponad trzydzieści lat bardzo dobrze. Konflikt powstał w momencie, kiedy oni zaczęli niszczyć moje pola. Moje i moich sąsiadów. I tylko na tym polega ten konflikt, bo prowadzą nielegalną działalność polegającą na niszczeniu pól ludziom. Każdy z nich był informowany wielokrotnie, że to są prywatne pola, że nie ma tam żadnej drogi. Tłumaczenie, że oni nie wiedzieli, to wszystko jest bzdura. Oni wymyślili sobie, że będą zarabiać na nielegalnych przejażdżkach, niszczeniu pól. Mamy łanie na drogach, mamy niedźwiedzie na drogach, bo oni wyganiają te zwierzęta z pól - zeznał przed sądem poszkodowany góral.
- Od samego początku tego postępowania mój klient się przyznaje do popełnienia przestępstwa. Co więcej, na tej sali przeprosił pokrzywdzonego, wyraził skruchę. Powiedział, że ma pełną świadomość, że mężczyzna w wieku ponad sześćdziesięciu lat, ojciec trójki dzieci, nie powinien w taki sposób się zachować. Kodeks karny przewiduje pewne zasady dotyczące wymiaru kary. Są okoliczności łagodzące i obciążające. Kwalifikując czyn poprzez przestępstwo chuligańskie, należy się zastanowić nad tym, czy te działania były działaniami bez powodu albo z oczywiście błahego powodu. Obrona usiłowała pokazać, że po dwóch stronach istnieje konflikt. Pokrzywdzony Tomasz Gut przed tym zdarzeniem i po tym zdarzeniu zachowywał się w stosunku do osób w relacjach z panem Stanisławem G. w taki sposób, iż te osoby mogły się poczuć zagrożone. Jeżeli ktoś te osoby zatrzymuje na polu, wychodząc na nie z siekierą, grożąc im, kląc na nie, ubliżając im, to dla mnie nie ulega wątpliwości, że to nie było zachowanie bez żadnego powodu. 19 stycznia przyjechała grupa ludzi na prywatną działkę należącą do rodziny oskarżonego i uniemożliwili wyjechanie skuterami śnieżnymi osobom, które się na nich znajdowały, wyciągnęli kluczyki. Te osoby popełniły co najmniej dwa przestępstwa: naruszenie miru domowego i pozbawienie wolności. Twierdzimy, że wzburzenie osoby, która przyjeżdża na miejsce, gdzie klienci rodziny są w taki sposób traktowani, że piętnaście minut siedzą i nie mogą wyjechać, jest w pełni uzasadnione. Gdyby ktoś przyszedł do mojego domu i zabronił mojej żonie wyjścia, to ja też byłbym wzburzony. Dlatego brak podstaw do kwalifikacji chuligańskiej - przekonywał obrońca.
Adwokat położył też ogromny nacisk na to, że zachowanie oskarżonego to był jednorazowy wybryk. Zarówno przed 19 stycznia 2025 roku, jak i po zajściu z nożem Stanisław G. nie miał konfliktów z prawem. Kolejnym argumentem świadczącym o przemianie była pielgrzymka, z której nie uciekł aby się ukrywać, tylko wrócił do kraju.
- Jak proszę wysokiego sądu jechał na wakacje, na pielgrzymkę. Zwróciliśmy prośbę do prokuratury o to, proszę wysokiego sądu, żeby prokuratura uchyliła ten środek polegający na zakazie opuszczania kraju. Proszę wysokiego sądu. Pojechał, wrócił - mówił obrońca.
W opinii obrony jednoznacznie dowodzi to jego głębokiej resocjalizacji i wyklucza potrzebę stosowania kary bezwzględnego więzienia.
Mimo toczącego się procesu i deklaracji o skrusze, poszkodowani mieszkańcy Podhala informują, że problem z wypożyczalniami na polach drastycznie narasta, a bezkarność rodzi kolejną agresję.
- Myśleliśmy, że po akcji z nożem coś się zmieni, ale widać niedaleko padają jabłka od jabłoni. Zaledwie dwa tygodnie temu próbowałem zablokować grupę quadów jadącą polną drogą wbrew zakazom. Z odległości dziesięciu metrów prysnął mi prosto w oczy gazem pieprzowym. Straciłem wzrok na godzinę. Oni są po prostu niebezpieczni, my się ich obawiamy, bo nie wiadomo, co wyciągną z tych maszyn. My idziemy na spacer bronić swojego, a oni nas atakują. Złożyliśmy już w tej sprawie kolejne doniesienie karne i pozew cywilny - ujawnił Tomasz Gut, zapowiadając, że górale nie zaprzestaną ochrony swoich ojcowizn przed rozjeżdżaniem przez quady, z których czysty, często nieopodatkowany zysk z jednego tylko wyjazdu grupy wynosi kilka tysięcy złotych.
Sąd zamknął przewód sądowy, a ogłoszenie wyroku w sprawie napaści z nożem nastąpi w przyszłym tygodniu. W trakcie mów końcowych oskarżeni nie byli obecni na sali sądowej.
e/r




