Prokuratura postawiła zarzuty mężczyźnie podejrzanemu o pobicie 25-letniego Pawła Ziętkowicza, druha OSP z Białego Dunajca, który zmarł w sierpniu 2024 roku. Choć od tragicznych wydarzeń w tamtejszej remizie minęły niemal dwa lata, śledczy dopiero teraz zdecydowali o pociągnięciu do odpowiedzialności Władysława M. Pozostali świadkowie zdarzenia, którzy jedynie przyglądali się zajściu, nie usłyszeli żadnych zarzutów.
Śledczy podjęli kluczowe decyzje wobec mężczyzny podejrzanego o pobicie młodego strażaka. Jak wyjaśnia Justyna Rataj-Mykietyn, rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu prokurator przedstawił zarzuty mężczyźnie i zastosował wobec niego wolnościowe środki zapobiegawcze. - Najbliższym czasie zostanie sporządzony akt oskarżenia, o ile strony nie będą składały jakichś nowych wniosków dowodowych - mówi Justyna Rataj-Mykietyn.Podejrzanym w sprawie jest Władysław M. Prokuratura postawiła mu dwa zarzuty.
- Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy nieumyślnego spowodowania śmierci pokrzywdzonego, a drugi dotyczy spowodowania u niego średnich obrażeń ciała - informuje rzecznik prokuratury.
Władysław M. nie przyznaje się do winy i nie współpracuje ze śledczymi. Zastosowano wobec niego środki wolnościowe.
- Po przesłuchaniu prokurator zastosował wobec niego środki zapobiegawcze w postaci dozoru, zakazu opuszczania kraju, a także poręczenia majątkowego w kwocie dziesięciu tysięcy złotych - dodaje Justyna Rataj-Mykietyn.
Z ustaleń wynika, że zarzuty usłyszała tylko jedna osoba. Prokuratura uważa zgromadzony materiał za wystarczający do zamknięcia sprawy i nie planuje pociągać do odpowiedzialności innych obecnych wówczas w remizie osób.
Przypomnienie tragedii w Białym Dunajcu
Do tego tragicznego w skutkach zdarzenia doszło w nocy z 1 na 2 sierpnia 2024 roku w remizie Ochotniczej Straży Pożarnej w Białym Dunajcu. Druhowie spotkali się tam, aby omówić przygotowania do zbliżającego się odpustu parafialnego oraz ustalić, kto będzie niósł sztandar w procesji. Paweł Ziętkowicz nie brał udziału w spotkaniu od początku, dotarł tam dopiero później, dowożąc na prośbę kolegów jedzenie. W budynku wywiązała się sprzeczka pomiędzy nim a starszym strażakiem, która szybko przerodziła się w bójkę zarejestrowaną przez kamery monitoringu.
Około godziny drugiej w nocy ranny 25-latek został przyprowadzony pod swój dom przez mężczyznę, który go pobił. Paweł krwawił, ale był jeszcze przytomny. Przekazał matce, że został pobity oraz że zostawił w remizie kluczyki i telefon, po czym postanowił po nie wrócić.
Zaniepokojone matka i siostra ruszyły za nim. Odnalazły go leżącego na ziemi, opartego o żywopłot niedaleko remizy. Z relacji matki wynikało, że jej syn miał wówczas zmasakrowaną głowę, był sam i nikt z obecnych w remizie nie udzielił mu pomocy ani nie wezwał pogotowia. Służby ratunkowe wezwała dopiero matka poszkodowanego. Paweł Ziętkowicz trafił na oddział neurochirurgii szpitala w Nowym Targu. Po kilkunastu dniach walki o życie, 11 sierpnia 2024 roku, młody strażak zmarł. Śledztwo przez blisko dwa lata prowadziła zakopiańska prokuratura rejonowa, nie podejmując w tym czasie decyzji o zatrzymaniach ani przedstawieniu zarzutów.


