Kompletnym brakiem wyobraźni wykazali się kierowcy, którzy postanowili spędzić niedzielę na tatrzańskich szlakach. Pomimo wyraźnych znaków zakazu, rozciągniętych taśm ostrzegawczych oraz rozstawionych pachołków drogowych, kilkadziesiąt samochodów zostało zaparkowanych wzdłuż drogi na Zazadniej - bezpośrednio na terenie prowadzonego remontu. Na powracających z gór kierowców czekają już mundurowi.
Zazadnia to jeden z popularniejszych punktów startowych dla osób udających się na Wiktorówki oraz Rusinową Polanę. Z powodu trwających na drodze prac remontwych, parking wzdłuż jezdni został oficjalnie wyłączony z użytku. Drogowcy zabezpieczyli teren biało-czerwonymi taśmami oraz pachołkami, które miały uniemożliwić wjazd pojazdów na modernizowany odcinek.Dla wielu kierowców bariery nie stanowiły jednak żadnej przeszkody. Taśmy zostały zerwane lub przesunięte, a w niedozwolonym miejscu stanęło kilkadziesiąt samochodów. Pozostawione pojazdy nie tylko utrudniają prowadzenie prac remontowych, ale stwarzają też realne zagrożenie w ruchu drogowym.Sytuacja szybko spotkała się z reakcją służb. Na Zazadniej pojawił się patrol policji. Funkcjonariusze na bieżąco legitymują i rozliczają ze złego parkowania kolejnych turystów, którzy schodzą ze szlaków do swoich aut. Za ignorowanie znaków drogowych i parkowanie na placu budowy kierowcy muszą liczyć się z mandatami karnymi.
e/s







