- Była 9:25, gdy to spadło mi na dach, a potem odbiło się i wylądowało na podwórku. Jak to możliwe? Przecież mieszkam ze dwa kilometry od lasu! - irytuje się Marcin Bryniarski, sołtys Trutego.
"To" to przynęta zawierająca szczepionkę na wściekliznę zrzucana w całej Małopolsce, by powstrzymać rozwój choroby wśród lisów. Ma kształt krążka lub wielokąta, pachnie intensywnie, co ma przyciągnąć dzikie zwierzęta, a wewnątrz zawiera plastikowy blister z płynem.Błąd pilota, czy przypadek?
Sołtys zgłosił sprawę do powiatowego lekarza weterynarii w Nowym Targu. Przez telefon usłyszał, by szczepionki nie ruszać, nazajutrz przyjedzie po nią ekipa.W tym roku za rozrzucanie szczepionek odpowiada Aeroklub Podhalański z siedzibą w Łososinie Dolnej. Każdego dnia samolot oblatuje kolejne tereny, by zrzucać szczepionkę dostarczaną przez Wojewódzki Inspektorat Weterynarii.
- Samolot leci po wytyczonej trasie, szczepionkę zrzuca nad polami czy lasami, nigdy nad obiektami budowlanymi czy domami. Mógł się zdarzyć błąd zrzucającego, mogła też jakaś pojedyncza sztuka przykleić się do kadłuba i odpaść tam, gdzie nie powinna. Taki przypadek mógł się zdarzyć, ale z pewnością nie było to celowe działanie - podkreśla Aneta Stanuch z Aeroklubu Podhalańskiego.
Tyle, co pudełko zapałek
O ewentualnym przypadku słyszymy też w Wojewódzkim Inspektoracie Weterynarii w Krakowie. Eksperci uspokajają jednak, że nie ma powodów do paniki. Przynęty nie należy jednak dotykać gołymi dłońmi.- Jeśli widać, że szczepionka jest cała, nic z niej nie wypływa, wystarczy wziąć ją przez folię czy na łopatę i przenieść gdzieś z dala od domu - do lasu czy na pole. Jednak, jeśli rozlana szczepionka miała kontakt ze skórą to najlepiej udać się do lekarza - tłumaczy lek. wet. Olga Kułyk z Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii w Krakowie.
- Nie ma obaw, ona waży tyle, co pudełko zapałek - uspokaja Olga Kułyk. Jest duże prawdopodobieństwo, że szczepienie lisów odnosi efekty i w przyszłym roku szczepionka już nie będzie zrzucana z samolotów.
Józef Figura


