Zakończył się sezon pasterski na Polanie Szymoszkowej w Zakopanem. Stado liczące ponad 500 owiec zostało poprowadzone przez bacę Mariana Barnasia oraz towarzyszącą mu brygadę na Gubałówkę i dalej.
Organizacja codziennej pracy na bacówce opierała się na rygorystycznym harmonogramie, wynikającym z wymogów technologicznych produkcji serów oraz potrzeb stada.- Wstajemy o czwartej, czasem 4.30, a o piątej się doiło. Później klagało, oscypki się robiło. Dojenie trwało około półtorej godziny wieczorem, a w czterech szło szybciej, w godzinę. Dziennie robiliśmy około sześćdziesięciu oscypków - informuje juhas Grzegorz Biniek.Co roku znalezienie osób chętnych do pracy przy owcach jest dużą trudnością. Wynika to z całodobowego charakteru tej profesji. Na Polanie Szymoszkowej tradycja jest jednak kontynuowana wielopokoleniowo.
- Bacuję od dwunastu lat, ale to idzie z pokolenia na pokolenie. Tu trzeba wiedzieć i trzeba chcieć. Praca jest od czwartej rano, ale trzeba to po prostu to lubić. Mamy też dobre psy, które pomagają przy nawracaniu stada - wyjaśnia baca Marian Barnaś.
Procedura zakończenia wypasu wiąże się z przeprowadzeniem czynności pielęgnacyjnych oraz formalnym rozliczeniem się z właścicielami zwierząt.
Po zakończeniu redyku obsada bacówki przechodzi na zimowy tryb pracy, a powrót stada na tatrzańskie hale planowany jest na wiosnę przyszłego roku.
em/s
























