10.11.2020, 16:33 | czytano: 3741

Sukces linii transgranicznej Bukowina Tatrzańska - Dolny Kubin. Mimo to jest ona zagrożona

Arch. Podhale24.pl
LIST. "Urząd Marszałkowski nadal nie rozpisał nowego przetargu i nie poinformował o swoich planach względem współpracy PL-SK na kolejny rok" - pisze w liście otwartym Jakub Łoginow, koordynator inicjatywy "Polska - Słowacja - autobusy", krytykując brak działań urzędników ws. ponownego uruchomienia linii autobusowej Bukowina Tatrzańska - Dolny Kubin.
Dokładnie rok temu, dzięki decyzjom wicemarszałka Małopolski Łukasza Smółki, ruszyła pierwsza w Polsce transgraniczna wojewódzka linia autobusowa użyteczności publicznej: Bukowina Tatrzańska - Dolny Kubin. Linia połączyła polskie i słowackie Tatry Zachodnie i była od lat wyczekiwana przez mieszkańców i turystów, o czym świadczą m. in. dyskusje na stronie inicjatywy społecznej "Polska - Słowacja - autobusy" (ponad 8700 polubień): www.facebook.com/polskaslowacja Mimo trudnego czasu pandemii, lockdownu i 4-miesięcznego zamknięcia granicy, linia okazała się strzałem w dziesiątkę i wielkim sukcesem frekwencyjnym. Przewiozła ponad 17 tysięcy pasażerów, w okresie letnim i jesiennym (lipiec - październik) mnóstwo ludzi miało w końcu możliwość dotarcia publicznym transportem zbiorowym w rejon słowackich Rohaczy i Siwego Wierchu, w Góry Choczańskie, Małą Fatrę, na Zamki Orawskie, czy skansen w Zubercu.
Na linii transgranicznej skorzystało wielu podhalańskich przedsiębiorców z branży turystycznej i nie tylko. Zamiast nocować na Słowacji, miłośnicy słowackich szlaków wybierali nocleg po polskiej stronie (gdzie jest taniej) i stąd jeździli na jednodniowe wycieczki za bliską granicę. Bardzo popularną opcją był dojazd autobusem na parking Rohacze-Spalena (rejon schroniska na Zverovce), spacer po słowackich szlakach (Rohackie Plesa, Rohacki Wodospad, grań Rohaczy, Tatliakova chata, przełęcz pod Osobitą), wyjście na graniczne szczyty Grześ lub Rakoń i zakończenie wycieczki po polskiej stronie - w Dolinie Chochołowskiej. To jeden z przykładów, kiedy samochód nie jest żadnym rozwiązaniem, bo w takim przypadku trzeba wrócić w to samo miejsce. Z linii korzystali również mieszkańcy słowackich wiosek, którzy przyjeżdżali na zakupy na Krupówki i jarmark pod Gubałówką. To bardzo perspektywiczny kierunek, który warto promować i rozwijać, z korzyścią dla małopolskiej gospodarki.

Obecna linia jest zakontraktowana do 31 grudnia. Zgodnie z ustaleniami, powinien właśnie teraz, w listopadzie, zostać rozpisany przetarg na kontynuację linii na przyszły rok oraz uruchomienie kolejnych: Trstena - Jabłonka, Zakopane - Podbańskie i Nowy Targ - Poprad, w tym zwłaszcza pod kątem dowozu słowackich klientów na targi w Jabłonce i Nowym Targu. Jestem w stałym kontakcie ze słowackimi urzędnikami i samorządowcami z Żyliny, Preszowa, Bratysławy (Ministerstwo Transportu) i słowackiej Orawy, którzy są zachwyceni sukcesem połączenia, popierają rozwój autobusowych linii transgranicznych i oczekują na jakiś kontakt w tej sprawie ze strony Urzędu Marszałkowskiego, tak jak to było ustalone w 2019 roku.

Niestety, mimo olbrzymiego sukcesu, a także poparcia ze strony podhalańskich polityków Prawa i Sprawiedliwości (starosta Piotr Bąk, posłanka Anna Paluch) oraz radnych Sejmiku z PiS (wszystkich), urzędnicy nadal nie rozpisali przetargu, nie kontaktują się ze słowackimi partnerami ani ze stroną społeczną (np. ze mną), zachowują się w tej sprawie w sposób niezrozumiały dla zaangażowanych w projekt środowisk, w tym podhalańskiego biznesu.

Dodam, że linie transgraniczne są kluczowe dla przetrwania branży współpracy polsko-słowackiej, która zatrudnia co najmniej kilka tysięcy osób i mocno ucierpiała na obostrzeniach związanych z covidem. Ostatnie, czego osoby zatrudnione w sektorze polsko-słowackim potrzebują, to niepewność co do przyszłości polsko-słowackich projektów w tak kluczowym obszarze. Przedsiębiorcy, pracownicy, freelancerzy i turyści już teraz planują przyszłość w sezonie zimowym (styczeń-luty) i wiosenno-letnim, kiedy spodziewane jest czasowe odbicie po okresie zbliżającego się lockdownu. Nikt jednak nie wie, jak planować działania marketingowe (przedsiębiorcy) oraz plany wyjazdowe (turyści), skoro na półtora miesiąca przed zakończeniem kontraktu Urząd Marszałkowski nadal nie rozpisał nowego przetargu i nie poinformował o swoich planach względem współpracy PL-SK na kolejny rok.
Jeszcze nigdy te transgraniczne linie autobusowe nie były tak potrzebne, jak w czasie pandemii i związanej z tym niepewności i ograniczeń. Linia transgraniczna była w tym roku ostoją normalności i stabilności w tych niepewnych czasach, tym bardziej niepokojąca jest obstrukcja ze strony niektórych urzędników, którzy tak jakby prowadzili jakąś własną niezrozumiałą antysłowacką politykę, poza plecami Marszałka i Radnych Wojewódzkich.

Jakub Łoginow, koordynator inicjatywy "Polska - Słowacja - autobusy", redaktor portalu www.tatryskate.eu
zobacz także
komentarze
mig10.11.2020, 21:41
max ma na myśli busy bukowiańskie, które wożą powietrze za pieniądze gminy.
obserwuje go od 12 lat10.11.2020, 21:01
kto to jest Łoginow ?
psuj jakich mało
kto mu płaci za ten ferment ?
Stanley Staywsiok10.11.2020, 20:53
Pewnie i by więcej ludzi jeździło, ale mamy w Polsce typowy problem społeczeństw zachłyśniętych zachodnim stylem życia. Polak woli kupić gruchota za pięć tysięcy i jechać nim w trasę niż wsiąść do autobusu i jeździć z plebsem, którym on oczywiście nie jest bo przecież stać go na samochód. Za kilkanaście lat ta mentalność powinna się powoli zmieniać.
max10.11.2020, 19:13
Wozili po kilku pasażerów na krzyż teraz jeżdżą prawie na pusto i jeszcze się do tego dopłaca tylko zlikwidować.
miejscowa10.11.2020, 18:36
Jestem za zlikwidowaniem .Tam gdzie rzeczywiście trzeba było to nie dali .Parę przystanków wcześniej też sie nie dało .Od nas turyści nie mieli jak się dostać w góry .
nie po drodze10.11.2020, 18:21
Widocznie jest to komuś nie na rękę . Tylko tak to można wytłumaczyć .
Zobacz pełną wersję podhale24.pl