Hodowcy z Krośnicy ktoś zastrzelił pięć kóz, a jedną ukradł.
Zdarzenie miało miejsce w sobotę po południu. - Gdy przyszedłem leżały martwe na ziemi. Były jeszcze ciepłe - mówi hodowca. Kozy pasły się na łące w rejonie ulic Ogrodowej i Parkowej. Nikt nie słyszał strzałów. Prawdopodobnie zostały oddane one z broni typu wiatrówka. - W ciele jednej z nich znalazłem sześć śrutów. To były pojedyncze strzały. Zwierzęta męczyły się, wykrwawiały powoli umierając. Ktoś strzelał jak dla zabawy - mówi zasmucony hodowca. Jedna koza została skradziona. r/


