18.07.2022, 15:20 | czytano: 4852

Nośwarniyjso Górolecka: "To są moje dwie ulubione rzeczy na świecie, czyli taniec i śpiew"

Regina Gąsienica Giewont. Fot. Marcin Szkodziński
Tuż po koronacji udało nam się przeprowadzić wywiad z Reginą Gąsienicą Giewont, tegoroczną Nośwarniyjsom Górolecką. - Nie spodziewałam się takiego werdyktu, dlatego było to dla mnie bardzo miłe zaskoczenie - mówiła. Z góralską „miss” rozmawiał Marcin Szkodziński.
Konkursom zazwyczaj towarzyszy stres związany z konkurencja i chęcią, aby wypaść jak najlepiej. Po Tobie nie było go widać. Jak udało Ci się z tym poradzić?
- Do konkursu podeszłam bardzo spokojnie. Nie stresowałam się. Dlatego było to dla mnie bardzo miłe zaskoczenie i dla mojej rodziny na pewno też. Wszyscy się bardzo cieszymy i wszyscy mi cały dzień kibicowali. Był to dla nas bardzo przyjemny dzień.

Co najbardziej podobało Ci się w konkursie na Nośwarniyjsom?

- Spasowało mi to, że uczyłyśmy się wcześniej pleść na drutach, że przybacowałyśmy sobie i naszym rodzicom i babkom. Oni bardzo dobrze pamiętają jak to jest pleść na drutach. Bardzo mi się podobało, że z moją mamą mogłam iść i pograbić. Teraz już tego się tak nie robi. Na potrzeby konkursu poszłyśmy sobie pograbić. Też pośpiewałyśmy dużo w chałupie. Te przygotowania bardzo mnie cieszą.

Czy obawiałaś się jakiejś konkurencji, a może któreś z zadań sprawiło Ci trudność?

- Żadnej konkurencji się nie obawiałam. Wszystkie były dość przyjemne i nawet jak na jakąś nie byłam przygotowana, to były to takie rzeczy, które robimy na co dzień. Konkurencją niespodzianką było prasowanie góralskiej koszuli. Troszkę się w chałupie prasuje, zwłaszcza koszule. Nie był to dla mnie żaden problem.

Która z konkurencji była dla Ciebie najłatwiejsza, a która sprawiła największą radość?

- Najwięcej przyjemności sprawiło mi śpiewanie i tańczenie. To, że mogłam wyjść i zaśpiewać z moją mamą. To było dla mnie bardzo duże wyróżnienie, że mama też chciała ze mną zaśpiewać. No i że mogłam zatańczyć z moim narzeczonym solówkę. To są moje dwie ulubione rzeczy na świecie, czyli taniec i śpiew. Jeszcze granie na kozie, ale to na pewno mnie jeszcze uwidzicie jak będę grała.
Czy w związku z koroną Nośwarniyjsej masz już jakieś plany?

- Nie spodziewałam się takiego werdyktu, dlatego też nie mam ułożonych planów. Myślę, że Natalka i moje poprzedniczki mi pomogą i powiodą, żebym dobrze reprezentowała Nośwarniyjsom Górolecke w tym roku. Na pewno będziemy organizować imprezę charytatywną, a resztę zobaczymy co Bóg da.

Ci co Ciebie nie znają, zastanawiają się co robisz na co dzień. Zastanawiają się też co z biletem do USA.

- Mam 20 roków i siedzę we Witowie, w Roztokach. Dużo czasu spędzam teraz w Krakowie. Tam siedzę od poniedziałku do piątku, bo studiuję farmację na Uniwersytecie Jagiellońskim Collegium Medicum. Do Stanów na pewno polecę. Wizę już mam i moja chrzestna matka jest w Stanach. Cieszę się, że będę mogła odwiedzić Polaków i naszych górali w Stanach.

Rozmawiał Marcin Szkodziński
Może Cię zainteresować
zobacz także
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl