16.08.2022, 22:46 | czytano: 3487

Jacek Sowa: Podhalańskich kółek czar. Koszmar...

Jacek Sowa
FELIETON. "Co należy zrobić, aby bezstresowo przeżyć weekend w Nowym Targu? Najlepiej wyjechać z miasta…" - pisze w kolejnym odcinku cyklu "Podhalańskich kółek czar" - dziennikarz rodem z Nowego Targu - Jacek Sowa.
W jeszcze nie tak dawnych czasach, aby odetchnąć od wcale nie tak wielkomiejskiego zgiełku stolicy Podhala, wsiadało się w autobus i jechało do Kowańca, pod Hubę czy Knurów, może i nawet do Zubrzycy i po kilku kwadransach marszu pod górę, rozkoszować się ciszą i czystym powietrzem. Niestety, to było dawno…
Połowa sierpnia obrodziła pod Tatrami kumulacją wszelakich rozrywek, mających na celu głównie drenaż zasobnych kieszeni ceprów, którzy o kryzysie i inflacji słyszeli zapewne w antyrządowej telewizji. Pokaźny pakiet uciech przyciągnął dziesiątki tysięcy rodaków w pudłach tysięcy wehikułów, w większości emitujących tony spalin tańszych o kilka groszy za sprawą wakacyjnej zniżki miłościwie nam panujących.

Sabałowe Bajania, konkurs sikawek, góralskie rodeo, wyciskanie oscypków i kilka podobnych atrakcji zabawiało przez weekend ceprów w sąsiedniej gminie, aż im zabrakło chleba. Miastowy program był niemniej ambitny, ale przerażony wizją drogowego armagedonu postanowiłem zrezygnować z nowotarskich uciech, choć wobec bogatej oferty pokusa była mocna, a jadła było dostatek. Odkurzony po pandemii Jarmark Podhalański niczym nie zaskoczył, otwierali go ci sami prominenci, pokazom motorowym daleko było do Kamieńca na Szaflarskiej, prezentacja naszych „Szarotek” wypadła okazalej na Rynku niż na lodowisku czy stadionie koło dworca, a gwiazdy na estradzie mogły się do woli wydzierać na tłum, który kłębiąc się pod parasolami czekał, kiedy przestanie lać.

Nawet przyjaciel, który doleciał z Ameryki, był nieco zdegustowany i odbył pokutną pielgrzymkę na mszę pod Turbaczem, choć przyciśnięty do muru przyznał, że przy pomocy terenowej toyoty… Ale nawet na prostej drodze miejscowi wierni, zmierzający na coroczne święto do ludźmierskiego sanktuarium nie mieli łatwo, zderzając się z falą zmotoryzowanych, kończących w poniedziałek długi sierpniowy weekend.

Życie nowotarskiego kierowcy nawet w dzień powszedni na Ludźmierskiej czy Szaflarskiej nie jest łatwe, cóż więc mówić o weekendowej zmorze. Cepry, uzbrojone w nawigacje, smartfonowe aplikacje i inne janosiki wycwaniły się już na tyle, że dla swoich nie pozostały już ostatnie furtki ucieczki z tej zatrutej spalinami rzeki pojazdów. O „żółwiu” od Dekady po Klikuszową wiedzą już nawet dzieci z Suwałk, droga przez Ciemny Dunajec też już jest zapchana, więc spryciarze dorwali się do innych, mało znanych dotąd ścieżek i walą na różne skróty Zaskalem, Grelem, przez Trute, Pyzówkę i tak dalej…

Nawet takie niewygody, jak ślimaczące się remonty mostów pod Hubą czy przed Ludźmierzem nikomu już nie wadzą; byle pełznąć naprzód. Wystarczy więc, że jakiś lewostronny motocyklista zostawi w domu rozum i wjedzie w autko na Św. Anny i horror gotowy: Miasto stoi! Tak było niedawno w pewną sobotę w samo południe!
Na temat sytuacji na podhalańskich drogach, a nowotarskich ulicach w szczególności, można by napisać opasłe tomy, ale co z tego, skoro to niczego nie poprawi. Jest to temat rzeka, niestety tak śmierdzący jak Odra pod Ścinawą, mimo to wlazłem doń po kolana, nie bacząc na komentarze. Ale wszelkie uwagi należy kierować pod inne adresy; ich nazwy takie jak Krzywa czy Bolesław Wstydliwy bardzo do tego pasują. Jednak problem jest bardziej złożony, bowiem średnia liczba samochodów, przypadająca na jeden statystyczny góralski kapelusz, jest znacznie wyższa od krajowej. A może by tak w rewanżu pojechać w jakiś weekend kupą do Warszawy czy Łodzi i zapchać im ulice autami z KNT i KTT?

Mieć należy nadzieję, że niebawem jesienne chłody pogonią ceprów spod Tatr i jazda po mieście i okolicy skróci się o całe kwadranse. Oby! Póki co, pozostają inne sposoby lokomocji, z których jeden utkwił mi w pamięci: Nie bądź zerem, jedź rowerem! Bo póki jeszcze lato…

Tekstu celowo nie obarczam zdjęciami ilustracyjnymi; jeśli ktoś chce, niech wyjedzie na miasto i zobaczy to na żywo. I to niekoniecznie w weekend…

Jacek Sowa
Może Cię zainteresować
zobacz także
komentarze
Advocem18.08.2022, 19:21
Jeszcze nie tak dawno Krakusi o nas mówili "chłopaki z Kenthaki,gdy jeżdziliśmy do Carfuera.
Ewa17.08.2022, 08:28
Szczera prawda,
Powinien być podatek środowiskowy 50 zł od cepra dla powiatu i strefy wyznaczone tylko dla miejscowych. Tak sie to kończy że mieszkańcy nigdzie nie chodzą bo wszędzie pełno turystów i każdy odlicza do września.
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl