8 artystów współpracujących z fundacją VIVA stworzyło kapliczki upamiętniające konie, które uległy wypadkom na drodze do Morskiego Oka. To kolejna odsłona akcji obrońców praw zwierząt mająca zwrócić uwagę na pracę koni w Tatrzańskim Parku Narodowym.
Od kilku lat pomiędzy organizacjami działającymi w obronie praw zwierząt, a wozakami jeżdżącymi z turystami na drodze do Morskiego Oka trwa konflikt. Spór toczy się o to, czy konie pracują w tym miejscu ponad swoje siły iczy należy zlikwidować konny transport w Tatrach. Z narracją fundacji nie zgadzają się wozacy. - Pracuję już 25 lat. Na przełomie tych lat, jak ja tu pracuję, to myślicie, że ja rano wstaję i codziennie tylko myślę jak konia zamęczyć? - pyta się Andrzej Mąka, fiakier z Morskiego Oka. - Konie w dzisiejszych czasach na Podhalu w 90 proc. pracują tylko w turystyce. Nie pracują w lesie, czy w polu. Jak robią to tylko godzinkę dziennie. Wcześniej, to godzinę dziennie odpoczywały w pracy - mówi o zmianach, jakie przez lata zaszły w pracy koni.
Te argumenty nie trafiają do organizacji działających na rzecz praw zwierząt. - Trasa do Morskiego Oka nie jest dla koni. Konie, to nie kozice, nie wspinają się po górach. Ta trasa w takiej formie nie nadaje się dla koni, bo jest zbyt długa i bardzo stroma. Powinny być tu wprowadzone limity jak na Kasprowym Wierchu w przypadku kolejki linowej - zaznacza Anna Plaszczyk. - W 2014 roku fundacja VIVA zaapelowała, że w przypadku likwidacji transportu konnego do Morskiego Oka przyjmiemy pod opiekę wszystkie konie, które w wyniku utraty pracy miałyby trafić do rzeźni. Dzisiaj z całą odpowiedzialnością te obietnice podtrzymuję. Przyjmiemy te konie i zapewnimy im spokojną emeryturę do naturalnej śmierci. W ciągu 10 lat w rzeźni zginęły 433 konie, czyli 61 proc. wszystkich wycofanych z tej trasy - dodaje.
Fiakrzy opisują, jak wygląda dzień pracy koni. - Konie każdego dnia wyjeżdżają raz, czasem dwa razy. Po wyjeździe do góry mają odpoczynek min. 20 minut. Później zjeżdżają na dół i są wymieniane na drugą parę koni. Wtedy jedzie druga para, a te pierwsze czekają dwie godziny aż tamte obejdą. Drugi raz wyjeżdżamy zazwyczaj pustym fasiągiem, żeby zwieść turystów, bo popołudniu gości już nie ma. Jedziemy, żeby zwieść ich z góry. Potem samochodami odwozimy je do domów. Ponad 300 koni codziennie tu pracuje. Każdy woźnica ma po 5-6 koni - mówi fiakier Andrzej Mąka.
Akcja VIVY z kapliczkami odbyła się w sobotę 14 października.
ms/


















