TATRY. Około 40 ratowników TOPR brał udział w akcji ratunkowej pod Kondracką Przełęczą, która zasypała 28-latka. Mężczyzna w wyniku odniesionych obrażeń zmarł w krakowskim szpitalu. Ratownicy TOPR podzielili się swoimi wnioskami, w których słowa oburzenia skierowani m.in. do turystów, którzy przyglądali się akcji ratunkowej.
Lawina, która zeszła koło południa, potrwała 7 osób. Ratownicy TOPR zwracają uwagę na fakt, że turyści, którzy tego dnia podchodzili w rejonie Przełęczy Kondrackiej zlekceważyli elementarne zasady związane z planowaniem i wyborem trasy podejścia. Nawet pomimo zwracania uwagi niektórym z nich, przez ratownika, który akurat przebywał w rejonie schroniska na Polanie KondratowejRatownicy są też "absolutnie oburzeni" faktem, że przypadkowi świadkowie zdarzenia przeszkadzali ratownikom w poszukiwaniach nagrywając telefonami oraz stwarzali realne zagrożenie zejścia lawiny wtórnej na pracujących ratowników schodząc z Przełęczy Kondrackiej w momencie prowadzenia działań ratunkowych. - Niektóre z tych osób podzieliły się nagraniami w mediach społecznościowych, stwarzając u potencjalnych odbiorców złudne wrażenie doświadczenia górskiego! Prosimy nie naśladować tych zachowań - apelują toprowcy.oprac. r/





Sytuacja druga.
Starszy ratownik GOPR zostaje poderwany do akcji. Ma wziąć samochód i wywieźć na Turbacz dwóch funkcjonariuszy policji, bo turysta zadzwonił na Policję, że ratownik jest pijany. Dyżur na Turbaczu trwa do 21,00. Jest bodajże 2-ga w nocy Ratownik nie ma obowiązku być do dyspozycji, ale jest. Policjanci wyjeżdżają na Turbacz, badaj alkomatem jego trzeźwość. Jest trzeźwy. Turysta zadzwonił na policję, bo rozbił namiot na lądowisku helikopterów i ratownik kazał mu namiot zwinąć. Policjanci nawet nie spisali turysty, który posądził funkcjonariusza publicznego (taki status ustawowo przysługuje ratownikom) o to że jest pijany.
Sytuacja trzecia.
Państwo "turyści" jadą do Morskiego Oka. Siadają w schronisku i zaczynają biesiadować. Przychodzi wieczór. Furmani zjeżdżają na Palenicę. Państwo, dziadostwo "turyści" nie mają czym zjechać z Morskiego Oka. Co robią?Dzwonią do TOPR. Nie wiem jak to się skończyło. Wiem , że akcje służb górskich powinny być płatne tak jak jest np. na Słowacji. Turysta musiałby się ubezpieczyć, a jak nie to pokrywałby koszty akcji, którą w większości przypadków przeprowadzają ochotnicy.
Pinki