12.05.2024, 08:04 | czytano: 2912

Szerpowie nadziei przyjechali się szkolić i wyszli ze skarbami w Tatry (zdjęcia)

fot. Marcin Szkodziński
Bohaterowie - tak o wolontariuszach, którzy pomagają wejść, a często nawet wnoszą na własnych plecach osoby z niepełnosprawnością w Tatry mówią ci, którzy bez ich pomocy w góry nigdy sami nie daliby rady wejść.
W Bukowinie Tatrzańskiej rozpoczęło się szkolenie kilkuset wolontariuszy, którzy staną się "szerpami nadziei" dla osób z niepełnosprawnością. - Kryteria są bardzo szerokie. Szukamy ludzi, którzy nie tylko kochają góry i mają doświadczenie w poruszaniu się po nich, ale są zarazem otwarci na drugiego człowieka. Muszą to być ludzie, którzy mają potrzebę robienia czegoś dobrego dla drugiego człowieka - zaznacza Marta Mazur-Sokołowska, wiceprezes Fundacji Szerpowie Nadziei.
Nowi szerpowie przeszli szkolenia teoretyczne, aby w sobotę 11 maja wyruszyć w Tatry ze skarbami. Tak określane są osoby z niepełnosprawnością, które nie są w stanie samodzielnie iść na górski szlak. Ruszyli z parkingu z Wierch Porońca i udali się na Rusinową Polanę. Część poszła dalej na Gęsią Szyję. Tych kilka godzin wspólnej wędrówki sprawia, że zawiązuje się przyjaźń, a szerpowie mówią, że stają się wszyscy wielką rodziną. Nawet po zakończonych wyprawach utrzymują ze sobą kontakt, spotykają się i umawiają na wycieczki indywidualnie. - Łzy są po obu stronach. Nawet panowie zakładają ciemne okulary. W zeszłym roku wchodziłam też na Gęsią Szyję. Miałam tę przyjemność mieć ostatnią zmianę i wnosić 5-letnią Alę. Na szczycie przytuliła się do mnie jej 12-letnia siostra Tosia i powiedziała: dziękuję za to co robicie dla mojej siostry. Nie było takiego twardziela, który by się nie wzruszył po tych słowach - wspomina Daria Czarnecka.

- Każdy z nas chce być ważny, coś ważnego zrobić. Być takim superbohaterem. Nie trzeba w tym celu zakładać specjalnie peleryny, czy maski. Wystarczy wziąć nosidełko na plecy, pchać wózek, wspomóc ramieniem - mówi Krzysztof Sobczyk, jeden z "szerpów nadziei". Za takich bohaterów uchodzą wśród skarbów. - Wreszcie mam inny dzień niż to, co mam na co dzień. Wyrywam się z tych swoich czterech ścian. To jest coś wspaniałego. Ci ludzie ratują życie. Gdybym mógł, to ja bym ich nosił - mówił przed wyjściem na Gęsią Szyję Jarosław Dąbrowski z Nowego Targu.

O tym jak potrzebna jest taka akcja pomocy świadczyć może ilość zgłoszeń od skarbów. W godzinę po otwarciu zapisów - było dwa razy więcej chętnych, niż miejsc.

e/s
Może Cię zainteresować
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl