13.12.2016, 10:07 | czytano: 3854

Kaczmarczyk po MŚ SuperEnduro w Krakowie: „To był dla mnie dobry trening”

Z decydowanie jeden z najbardziej emocjonujących wieczorów w tym roku już za nami. W sobotę w krakowskiej Tauron Arenie byliśmy świadkami inauguracji sezonu Mistrzostw Świata FIM SuperEnduro FIM 2016/17, wspaniałego zwycięstwa Tadka Błażusiaka (Prestige), będącego ukoronowaniem jego sportowej kariery, a także… powrotu do gry po ciężkich kontuzjach ridera klasy Junior - Oskara Kaczmarczyka.
Mimo iż jego start był pierwszym od czasów majowego Erzberg Rodeo, to ambitny góral zdołał przyprawić momentami o szybsze bicie serca zgromadzoną w Tauron Arenie publiczność!


Zanim jednak do tego doszło Kaczmarczyk musiał rozegrać zaciętą walkę przy pustych trybunach podczas kwalifikacji. Na liście startowej klasy Junior nigdy wcześniej nie było takiego przepychu. 28 nazwisk i tylko 14 z nich mogło zapewnić sobie awans do finałów. W walce o przepustkę Kaczmarczyk wykręcił 6 czas w swojej grupie, co finalnie zapewniło mu miejsce w głównych wyścigach wieczoru.



Pierwszy wyścig nie okazał się dla dosiadającego motocykla KTM 250 EXC Kaczmarczyka zbyt udany. Podczas zderzenia z Blakem Gutzeitem w sprzęcie Oskara poważnemu uszkodzeniu uległ dyfuzor, co skutkowało ogromną utratą mocy, a tym samym utrudnionym pokonywaniem przeszkód. Dzięki szybkiej interwencji zespołu Kaczmarczyka, do drugiego wyścigu mógł on już jednak przystąpić z nowym elementem wydechu.

W biegu drugim zawodników czekał start w odwróconej kolejności, co dla Oskara oznaczało start z pierwszej linii. Bieg ten okazał się najlepszym dla Nowotarżanina, który pewną jazdą i mocnym tempem przez połowę wyścigu utrzymywał się w ścisłej czołówce, nawiązując przy tym bezpośrednią walkę z prowadzącym. Po wykręceniu 6 okrążeń Kaczmarczyk wyraźnie osłabł i ostatecznie po 8 pętlach linię mety przekroczył na 10 miejscu. Wyścig trzeci potwierdził tylko pokontuzyjne ubytki w kondycji Oskara, który do padoku zjechał z 14 czasem.

Mimo to Nowotarżanin nie kryje swojego zadowolenia:
Przede wszystkim w Krakowie cieszę się z faktu, że w liczącej 28 zawodników stawce, udało mi się zakwalifikować do finałów. Biorąc pod uwagę fakt, że po kontuzji odbyłem tylko kilka treningów, by oswoić się z nowym motocyklem, to naprawdę wyczyn. W pierwszym wyścigu zabrakło trochę szczęścia, jednak z drugiego jestem bardzo zadowolony. Mimo wszystko przez pewną część wyścigu byłem w stanie ścigać się ze ścisłą czołówką. Później zabrakło sił, co w biegu trzecim jeszcze bardziej dało mi się we znaki. Po martwym okresie spowodowanym kontuzją, w dwa tygodnie niestety nie da się wszystkiego nadrobić. Miałem jednak dużo zabawy, uważam te zawody za dobry trening i myślę, że w Niemczech będzie już lepiej – powiedział Kaczmarczyk.

Do kolejnej potyczki w mistrzostwach dojdzie za niecały miesiąc w niemieckim Riesa (7 stycznia 2017)
Może Cię zainteresować
zobacz także
komentarze
Kokoszkowianin14.12.2016, 17:24
Gratulacje sasiad
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl