05.10.2021, 18:35 | czytano: 3861

Jacek Sowa: Podhalańskich kółek czar… Lotne brygady

zdj. ilustracyjne
"Gdy na podhalańskich drogach zaczęło pojawiać się coraz więcej samochodów, zwiększono siły, które nad tym ruchem miały zapanować. Pojawili się panowie w niebieskich mundurach z białymi otokami na czapkach, tzw. lotne brygady" - pisze w kolejnym felietonie z cyklu "Podhalańskich kółek czar" - Jacek Sowa.
Do lat sześćdziesiątych głównym zajęciem milicjantów na drodze było prześladowanie woźniców za brak światełek odblaskowych, które ci zaczęli montować do furmanek, często po uprzednim …wydłubaniu ich z przydrożnych słupków! Trudno też było przekonać gazdę do zawieszenia bujającej się lampy naftowej pod spodem wozu, wyładowanego łatwopalnym sianem… Prawdą jest jednak, że nieoświetlone furmanki stwarzały wówczas poważne zagrożenie dla zmotoryzowanych użytkowników dróg, a popularne „wio, koniku” musiało ustąpić przed tymi, „co w godzinę kilometrów robią sto”, jak śpiewała Maria Koterbska, góralka beskidzka.
Przed gmachem przy nowotarskiej ulicy Świętej Katarzyny, (nb. chrześcijańskiej męczennicy), w którym mieściła się siedziba komendy Milicji Obywatelskiej, zaczęły parkować GAZ-y i Warszawy z charakterystycznymi białymi pasami na drzwiach i granatowym żołędziem obok pokaźnego głośnika na dachu. Ponieważ były zaopatrzone w skrzeczące krótkofalówki, pojazdy te szumnie nazwano radiowozami!

Jako młody korespondent terenowy „Dziennika Polskiego” miałem częsty kontakt z „drogówką”, która dostarczała świeżych newsów do gazety. Zdarzało mi się czasem wyjeżdżać na akcje, które zawsze należy popierać, czyli prewencyjne kontrole trzeźwości na drodze. W takich przypadkach funkcjonariusze raczej nie odpuszczali winowajcom, choć nie zawsze skuteczna interwencja była możliwa. Pamiętam zdarzenie na „zakopiance”, kiedy to lotny patrol zatrzymał jadącą wężykiem syrenę na warszawskich blachach; kierowca okazał się wojskowym kapitanem lotnictwa w mundurze, przez co nie podlegał jurysdykcji cywilnej. Dla pewności kluczyki od auta mu zabrano, auto zamknięto. Delikwent oznajmił, że znajdzie zastępstwo za kierownicą w pobliskiej strażnicy WOP, gdzie skierował swoje chwiejne kroki. Parę godzin później syrenkę znaleziono w Białym Dunajcu w rowie, a kierowcę w zakopiańskim szpitalu…

Milicjanci z nowotarskiej „lotnej”, dowodzonej przez zażywnego porucznika Lebiedzkiego, raczej nie należeli do represyjnej grupy działania i często przymykali oko na lżejsze wykroczenia. Znali tutejszych ludzi i ich zwyczaje, a w swym działaniu byli mniej lub bardziej gorliwi. W środku tej klasyfikacji umieściłbym plutonowego Marka i sierżanta Muszkę, którzy jednak z uporem maniaka polowali na poobijaną simcę pewnego znanego z wybryków obywatela miasta, rzadko z powodzeniem… Nieprzejednanym aż do karykaturalnych rozmiarów służbistą był legendarny sierżant Tutaj, czatujący na auta, zaparkowane w Rynku, głównie na tzw. parkingu końskim przy publicznym WC. „Ślązak”, bo tak nazywali go prześmiewcy z racji pochodzenia z Sosnowca (sic!), dostarczał tony bzdurnych wniosków, które potem pani Ula w miejscowym kolegium ds. wykroczeń zamieniała w grzywny dla wczorajszego woźnicy z Ogrodowej albo rowerzysty „bez uprawnień”. Pan Edzio znikł z horyzontu po jakimś incydencie, ale to już inna historia.

Był w lotnej także inny Edzio, sierżant Szewczyk z Rabki, facet w miarę wykształcony i kulturalny, przynajmniej ja na niego złego słowa nie powiem. Podobnie zapamiętałem dwumetrowego kaprala, zwanego „Długopisem” z racji dwumetrowego wzrostu. Zatrzymany kiedyś na Dolnym Śląsku za przekroczenie prędkości, legitymujący mnie funkcjonariusz na podstawie tablic rejestracyjnych zapytał, czy w Nowym Targu jest w drogówce taki wysoki dryblas, skwapliwie potwierdziłem fakt znajomości „z tym równym facetem”. Milicjant oddał mi papiery ze słowami: - Pan go pozdrowi od kumpli z Karpacza! Przekazałem „Długopisowi”, ucieszył się.

Był w drogówce też wspomniany w innym miejscu Józek Janik, który trafił do milicji z seminarium duchownego! Niezwykłe standardy jego interwencji drogowych stały się niemal legendarne, a pouczenie było najczęstszym środkiem, które stosował tam, gdzie to powinno wystarczyć. Swą „działalność kulturalną” Józek potem kontynuował jako nowotarski taksówkarz nr 16.
To były ciekawe czasy, nie było jeszcze komputerów i radiowozów z grupy speed, kiedy dowodem był zabarwiony na żółto balonik, a miernikiem garnek w przydrożnym rowie. Kiedy seryjna warszawa nie miała szans z simcą, kiedy o winie decydowało raczej szkiełko i oko, a czasem po prostu zdrowy rozsądek, którego dziś obu stronom na drodze często brakuje…

Inne to były czasy, lecz problemy podobne. Inne też było szkolenie przyszłych kierowców, ale o tym następnym razem.
(cdn)

Jacek Sowa

Po pół wieku pamięć może zawodzić, toteż proszę o wyrozumiałość i ew. uwagi i pomoc w snuciu wspomnień z historii podhalańskiej motoryzacji. Korespondencję można kierować na adres mailowy: jacek.sowa@mzpn.pl lub lukasz.worwa@worwa.pl
Może Cię zainteresować
zobacz także
komentarze
Asystent drogówki02.11.2021, 22:16
Popieram , jako ciekawostkę podam zanim nastały nowczesne ,mierniki garnki,, kontrola szybkości odbywała sie przy udziale trzech rozstawionych co 100 m. milicjantów pierwszy,, cywil ,,dawal znak zwiniętą gazetą żę wlasnie mija go namierzony pojazd wtedy drugi P. Lebiedzki mieżył stoperem czas i dawał znak ręką trzeciemu że to pirat .PKS -Y były uprzywiliowane a ja wiernym obserewatorem lata 60-65 hahaha dziekuję pozdrawiam .
Starawiara10.10.2021, 00:54
Żaden z milicjantów z horyzontu nie znikał. "Ślązak" (żaden Pan Edzio) był jedyny na tych jeżdżących na podwójnym gazie i bez uprawnień. Dzisiaj za takie działania policja zbiera pochwały.
Jacek Sowa07.10.2021, 20:40
Do : 2man (fonetycznie: tuman)
Wspominając o kimś, nie naruszam wizerunku, lecz chcę przybliżyć fajne czasy. Jeśli ktoś ma za złe, to znaczy, że nasza wspólna historia mu wisi, albo że ma coś za uszami... Jeśli uraziłem, przepraszam.
2man07.10.2021, 15:10
czytajac ktorys tam kolejny odcinek, zastanawiam sie czy osoby wymienione z imienia i nazwiska /pomijajac niezyjacych/ wyrazili zgode na publikacje ich wizerunku, podobnie zreszta jak opisywani w popelnionej ksiazce / "bajdy ..."
Jacek Sowa06.10.2021, 14:51
Do jajakobyły: Prawda, moja pomyłka. Otoki były niebieskie, a pokrowce na daszkach białe. To samo z kolorem zawartości rurki probierza. Tyle lat, ze człowiek nie pamięta. Zachęcam do współpracy, historia potrzebuje wiele szczegółów! Pozdrawiam!
jajakobyły06.10.2021, 08:32
Bardzo fajne , tylko tak na czapkach to białe pokrowce a nie otoki.Białe otoki to WSW. Probierz barwił się na zielono.Co do zdrowego rozsądku obu stron to popieram w całej rozciągłości.
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl