07.11.2021, 13:25 | czytano: 3862

Jacek Sowa: Podhalańskich kółek czar… Stacja na rozstajach

arch. Autora
"Motoryzacja nie miałaby swej historii, gdyby zabrakło w niej …paliwa. Nie można zatem pominąć tego tematu, snując podhalańskie dzieje motoryzacyjne" - pisze pochodzący z Nowego Targu dziennikarz, pisarz i podróżnik - Jacek Sowa. Dziś odcinek 13.
Na starych fotografiach Nowego Targu z początku XX wieku widzimy tu i ówdzie stojące automobile. Oprócz motoru i szofera wymagały także napędu; rozwijała się nowa branża: paliwowa. Jeszcze podczas zaborowych czasów na terenach Galicji, w Drohobyczu, powstała fabryka olejów mineralnych, produkowanych na bazie ropy borysławskiej.
Już w Polsce jej wyroby dystrybuowane były także do Nowego Targu, gdzie zajmował się tym skład żydowskiego kupca, Szymona Degena, usytuowany w Rynku po numerem 14.


Tuż obok mieściła się okazała kamienica, zakupiona przez Adama Zapiórkowskiego (zjęcie poniżej) - od początku Niepodległej prezesa niezwykle silnej tutejszej Kongregacji Kupieckiej. Zapiórkowski (nb. ożeniony z Franciszką Dworską, bratanicą nowotarskiego burmistrza) był człowiekiem niezwykle pracowitym i kreatywnym, toteż idąc z duchem czasu, uruchomił w centrum miasta pierwszą w regionie stację benzynową.


Stacja po wojnie pod szyldem CPN przetrwała aż do lat sześćdziesiątych, a korzystali z niej także zmotoryzowani, przejeżdżający przez skrzyżowaniu szlaków drogowych, jakim był wówczas nowotarski Rynek. Z niewielkiej budki kierował stacją Ignacy Nowak; ojciec Antoniego, założyciela Euroregionu Tatry, który z piętra siedziby tej placówki z nostalgią spoglądał na miejsce, gdzie kiedyś wajchowali przy pompie panowie Korczak i Kril. Przelewanie się czerwonej benzyny z jednego szklanego pojemnika do drugiego było atrakcją dla małolatów, dla nas starszych zaś lekcją poglądową działania pompy ssąco-tłoczącej. Potem dopiero nastały dystrybutory napędzane elektrycznie…

/Przedwojenna stacja benzynowa na nowotarskim Rynku/

Jako dorastający nastolatkowie straciliśmy zainteresowanie fizycznymi zjawiskami na stacji CPN-u w Rynku, pojawiła się bowiem chemia w postaci relacji towarzyskich z licealnymi koleżankami. Kryjąc się przed lotnymi patrolami Bambra, czy Mamuta, szukaliśmy popołudniami schronienia w zaciszu i półmroku „Stylowej” na rogu Harcerskiej, do południa okupowanej przez członków palestry z pobliskiego sądu. Zapytasz Czytelniku, co ma wspólnego retro-kawiarnia z historią motoryzacji na Podhalu? Ano, bardzo wiele! Jej właścicielka, pani Teresa, oprócz dwóch urodziwie dorastających córek, miała męża, który zapoczątkował w mieście „cepeenomanię”!

Powstała fabryka olejów mineralnych, produkowanych na bazie ropy borysławskiej, a dyrektorem kopalni był inż. Tadeusz Porembalski.


Pan Stanisław (zdj. powyżej) wywodził się z szacownej, pochodzącej z kresów rodziny Porembalskich (tak, tak, był synem dyrektora wspomnianej kopalni w Borysławiu!) i po wojnie zabrał się za interesy. Wydzierżawił część cudem ocalałego pałacu hr. Rostworowskich k/Zabierzowa, gdzie uruchomił własną produkcję rzemieślniczą. Prywatna inicjatywa nie spodobała się lokalnym kacykom, którzy dowalili mu domiar, bagatela, około miliona złotych (sic!) i mgr Porembalski musiał wynosić się z Niegoszowic. Jego rówieśnikiem (obaj urodzeni w 1922 roku) i kolegą z czasów studiów prawniczych na UJ był Jacek Sożyński (zdj. poniżej), pasjonat motoryzacji, który dzięki swym kwalifikacjom i tzw. postalinowskiej odwilży, zajmował wysokie stanowisko w dyrekcji CPN.

Decyzja FIS w sprawie przeprowadzenia narciarskich mistrzostw świata w Zakopanem w 1962 roku spowodowała boom inwestycyjny, czego Nowy Targ był także beneficjentem. Naprawiano drogi, żołnierze z OTK modernizowali lotnisko, zbudowano halę widowiskową i sztuczne lodowisko, zapadła tez decyzja o powstaniu nowoczesnej stacji benzynowej i autoserwisu. Dyrektor Sożyński wsparł przyjaciela w trudnych chwilach i powierzył mu kierownictwo budowy na rozstaju dróg za miastem . Stacja nowotarska była kopią projektu, który jako pierwszy w kraju powstał w podwarszawskich Jankach. Budowa pod ręką Stanisława Porembalskiego przebiegła sprawnie, a obiekt na końcu ulicy Szaflarskiej prezentował się okazale i nowocześnie. Pod wspólnym dachem sprzedawano paliwo i smary, na nowoczesnych jak na tamte czasy stanowiskach funkcjonował serwis samochodów osobowych, a klienci w salce z widokiem na Tatry mogli napić się dobrej kawy z ekspresu i przegryźć ciasteczkiem. Urodziwa pani Tosia za ladą była dodatkową atrakcją…

Energiczny kierownik stacji skompletował załogę, a jednym z pierwszych pracowników został młodziutki Adam Worwa. Pan Stanisław szybko dostrzegł w początkującym mechaniku potencjał, ucząc go od podstaw wszystkiego: organizacji pracy, obsługi urządzeń, także podejścia do klienta. Otwarty nie tylko z benzynową pompą obiekt wzbudził powszechny zachwyt, wskutek czego Stanisław Porembalski został oddelegowany do budowy następnego, podobnego obiektu w Zakopanem nieopodal Ronda Kuźnickiego.

Ale już wtedy zaczęła się „cepeenomania”. Prawnicy z powiatowego sądu, którzy na góralskich miedzach, podobnie jak kuśnierze na kożuchach, dorobili się samochodów, ochoczo pędzili do nowego miejsca, aby przy okazji zatankować, umyć auto, wymienić olej czy przesmarować kalamitki, patrząc przy kawce w oczy pani Tosi. Chętnie też słuchali automobilowych opowieści brodatego, nowego kierownika, Andrzeja Kostrzewy, który przejął schedę po Stanisławie Porembalskim. My zaś, licealiści, zabieraliśmy ze „Stylowej” szkolne koleżanki, których jeszcze nie zdążyli porwać autami swych majętnych ojców Wiktor Polak, Wojtek Jung czy Józek Rajski i szliśmy „na kawę do CPN-u”. Jakże urocza była te długa przechadzka całą Szaflarską i potem, jeszcze dłuższy powrót nieoświetloną Krakowską; ale to było tylko na piechotę…

W 1962 roku w historii motoryzacyjnego Podhala otworzył się nowy rozdział, ale o tym po tym…

Jacek Sowa

Po pół wieku pamięć może zawodzić, toteż proszę o wyrozumiałość i ew. uwagi i pomoc w snuciu wspomnień z historii podhalańskiej motoryzacji. Korespondencję można kierować na adres mailowy: jacek.sowa@mzpn.pl lub lukasz.worwa@worwa.pl
Może Cię zainteresować
zobacz także
komentarze
Łukasz Worwa08.11.2021, 09:27
Panie Jacku, szacunek. Myślałem, że wiem dużo o początkach tego miejsca, dopóki nie poznałem Pana. Nie ma lepszej opcji, niż wspomnienia dziennikarza z tamtych czasów, który ma jeszcze tak jasny umysł jak Pan. Mam nadzieję na kolejne co najmniej 10 felietonów.
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl