19.01.2023, 13:02 | czytano: 3590

Jacek Sowa: Podhalańskich kółek czar. Królowie SAAB-a

Aleksander Topa
"Królestwo Saby kojarzone jest z krainą mlekiem i miodem obfitą na Półwyspie Arabskim. Ponad trzy i pół tysiąca kilometrów na północ, na Półwyspie Skandynawskim, 24 wieki później powstała legendarna marka, która przetrwała niestety niespełna 70 lat" - pisze w kolejnym odcinki "Podhalańskich kółek czar" - Jacek Sowa.
Svenska Aeroplan Aktie Bolaget (w skrócie SAAB) powstała w 1937 roku, a jej głównym produktem były samoloty wojskowe.
Bombowiec B17A

Po wojnie branża lotnictwa wojskowego nieco podupadła, lecz na bazie wysokokwalifikowanej technologii lotniczej wdrożono produkcję samochodów, które cieszyły się innowacyjnymi rozwiązaniami i niesłychanie wysoką jakością. Niestety, ta prestiżowa marka przegrała z konkurencją na rynku, lecz do dziś, niemal dekadę już po wycofaniu logo SAAB z rynku - cieszy się wielką renomą, mając swych gorących entuzjastów. Napotkaliśmy ich także w stolicy Podhala.

Pan Aleksander Topa, rocznik 1938, był najstarszym z czteroosobowego rodzeństwa. Miał 12 lat, gdy ojciec zginął pod kołami samochodu i rodzinie bieda zajrzała w oczy. Olek poszedł po naukę do nowotarskiej „metalówki”, którą skończył jako jeden z najlepszych uczniów i w wieku 16 lat rozpoczął pracę w oddziale PKS w Nowym Targu. Przepracował tam dwadzieścia lat jako mechanik i kierowca, jeżdżąc m.in. autobusami, podobnie jak Karol Rudolphi, bohater jednego z poprzednich felietonów.

W 1974 roku wyjechał do USA, gdzie jako mechanik w specjalistycznym warsztacie marki SAAB znalazł zatrudnienie i swoją życiową pasję; sentyment do tego szwedzkiego auta pozostał mu do dziś, podobnie jak upodobanie do majstrowania przy motoryzacyjnych konstrukcjach.

SAAB – pasja Aleksandra Topy

Motoryzacja była także pasją jego młodszych braci, którzy jednak preferowali motocykle. Paweł jeździł po rajdach i naprawiał motory, Kazek z kolei stał się wkrótce w mieście wziętym elektrykiem samochodowym. Obaj niestety już nie żyją…

Gdy w roku 1977 za zarobione w Ameryce dolary postawił na taksówce Fiata 125p, aby przyoszczędzić na paliwie wsadził pod maskę silnik diesla Perkins 2103, stosowany głównie w …ciągnikach rolniczych. Ciche i szybkie to nie było, ale na „gablotę” się nadawało!

Doświadczenia z traktorami pan Olek już miał wcześniej, kiedy do chałupniczo zmontowanych ciągników wsadzał np. silnik Syreny lub robił eksperymenty z motorami od starego fiata 500 Toppolino.

Do Stanów Topa pojechał jeszcze raz na kilkanaście miesięcy, aby po powrocie kupić nowiutkiego Stara 1142 z przyczepą, który miał stać się podstawą jego bytu materialnego. Wożąc towary w nowej rzeczywistości gospodarczej przejechał starachowicką ciężarówką bez naprawy głównej blisko 650 tysięcy kilometrów!
STAR 1142 przejechał 650 tys. kilometrów

Ale stara miłość do SAAB-a nie mogła zardzewieć, toteż tęsknie rozglądał się za takim autem dla siebie. Jego dorośli już synowie, Bartek i Wojtek, znali słabość ojca do tej marki, toteż sprawili mu kiedyś nie lada prezent urodzinowy na „75-tkę” w postaci auta tej marki, dwulitrowego stukonnego modelu 99L z 1973 roku w kolorze oliwkowym.

SAAB 99L – prezent urodzinowy od synów

Znany z ekranu filmowego i teatralnej sceny Bartłomiej Topa także kontynuuje ojcowską pasję, samemu jeżdżąc kultowym „krokodylem” – SAAB-em 900 z 1982 roku.

Bartłomiej Topa znany aktor z Nowego Targu

Bartek jeździ „krokodylem”

Brat Wojciech z zawodu lutnik i muzyk grupy Zakopower, choć ma mało czasu na motoryzacyjne sentymenty, do niedawna jeszcze przemierzał koncertowe trasy ostatnim z produkowanych modeli tej marki, turbodoładowanym SAAB 9-5. Teraz jeździ nim tata…

SAABem 9-5 jeździ tata…

Aleksander Topa nadal czynnie pasjonuje się motoryzacją, będąc ważną postacią w Tatrzańskim Klubie Motoryzacyjnym. Dumnie prezentuje legitymację klubową Tatra Veteran Car Club, na której widnieje humorystyczna adnotacja, iż dokument ten upoważnia do 50% zniżki na mandaty. Ale pan Olek nie pamięta już, kiedy wszedł w konflikt z prawem o ruchu drogowym; dla niego motoryzacja jest jak zdrowie, które należy szanować. Dla króla SAAB-a ten samochód zawsze będzie boski…

SAAB zawsze będzie boski


Jacek Sowa
Może Cię zainteresować
komentarze
Chlopaki z Wasch and Go20.01.2023, 06:22
Wspaniały człowiek P.Topa pasjonat sercem
Autor19.01.2023, 21:06
No i się wyjaśniło!
Barbara - córka19.01.2023, 20:51
Faktycznie najpierw silnik diesla był w naszym niebieskim Fiacie, a potem w Polonezie.
Przedstawiciel Okupanta19.01.2023, 18:15
Jedna taka pisała tu jak to trudno było dostać paszport na wyjazd do USA a tu czytam całkiem co innego.
sąsiad z b .3619.01.2023, 17:00
Panie Zbyszku ma Pan Rację pamiętam tego poloneza kolor żółty nr taxi 150 chyba trochę zazdrościliśmy P. Olkowi,bo wtedy były kartki na benzynę oprócz oleju napędowego , ale długo nim nie jeździł bo sprzedał.
Autor19.01.2023, 15:31
do Zbigniew Sięka: masz rację co do Stara; jest to zdjęcie ilustracyjne. Co do Perkinsa: opieram się na relacji p. Aleksandra, więc sorry. A poza tym cieszę się, że ktoś to czyta. Pozdrawiam!
somsiad Maniek19.01.2023, 14:41
Panie Zbyszku, pisać czy "śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej, ale nie o to chodzi..."
Zbigniew Sięka19.01.2023, 14:14
Szanowny Jacku!
Silnik Perkins Pan Topa włożył pod maskę Poloneza, a nie Fiata. Przedstawiony na zdjęciu Star na pewno nie jest "tym" Starem, bo tamten był kryty plandeką, dłuższy i miał nowotarskie numery rejestracyjne, a ten ma krakowskie.
Rozumiem "licencja poetica", ale bez przesady.
Zbyszek S.
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl