Red Bull Erzbergrodeo to wydarzenie, które od trzydziestu lat przyciąga dziesiątki tysięcy fanów i ponad 1500 zawodników z całego świata, którzy próbują ukończyć legendarny wyścig hard enduro, rozgrywany w kopalni rudy żelaza w Styrii w południowo-wschodniej Austrii.
Wyścig został wymyślony przez założyciela Red Bull Erzbergrodeo - Karla Katocha, który również projektuje trasy. W głównym wyścigu startuje 500 najszybszych zawodników wyłonionych z 1500 uczestników podczas dwudniowych kwalifikacji, jednak liczba zawodników, którym udaje się dotrzeć do mety stanowi zawsze niewielki procent. Erzberg ma w trzydziestoletniej historii swoich bohaterów. W różnych latach dominował tam Niemiec Christin Pfeiffer, na początku tego wieku był Francuz Cyril Despres i Anglik David Knight, aż w maju 2007 roku pojawił się tam Tadeusz Błażusiak. 24-letni Polak rodem z Nowego Targu, od trzech lat mistrzem Europy w trialu i zawodnik z czołówki mistrzostw świata, postanowił spróbować swoich sił w największym wyzwaniu hard enduro.
Po eliminacyjnych fajerwerkach Tadeusza na kombinowanym motocyklu, zafascynowani jego jazdą inżynierowie z czołowej firmy motocyklowej KTM zaproponowali mu start w zawodach, ale na ich maszynie, na której "Taddy" wykosił wszystkich 1300 konkurentów!
Imponująca jazda Polaka oraz styl, w jakim pokonał morderczą trasę, zrobiła wrażenie w motocyklowym świecie. Zwycięstwo Błażusiaka było sensacją w konkurencji, gdzie murowanym faworytem był Francuz Cyril Despres, który w tym samym roku wygrał Rajd Dakar.
Kilkuminutowa przewaga nad nielicznymi zresztą pozostałymi zdobywcami Żelaznej Góry przyczyniła się zapewne do błyskawicznej decyzji KTM, z którym za kilka dni w Mattighofen podpisał kontrakt kierowcy fabrycznego.
Mistrzostwo na piekielnej ścianie Erzbergu Tadeusz Błażusiak zdobywał nieprzerwanie jeszcze przez pięć lat; tego wyczynu nikt chyba nie jest w stanie powtórzyć! Bliski tego osiągnięcia był 50-letni już dziś Anglik, Graham Jarvis, który po nieprzerwanej pięcioletniej hegemonii "Taddy?ego", także pięciokrotnie wspiął się jako pierwszy na szczyt Diabelskiej Ściany, jednakże sukces ten miał także elementy pozasportowego show.
W 2015 roku udziwniono nieco trasę, dodając jej trudnych, acz widowiskowych elementów, co miało jeszcze bardziej uatrakcyjnić imprezę. Finałowy Wyścig Zająca przybrał niecodzienny obrót wraz z dodaniem kilku nowych trudnych obszarów trasy. Odcinek znany jako Obiad Karla został przebudowany na dłuższy i trudniejszy, a dodano nowy, praktycznie nieprzejezdny tzw. Downtown, na którym zawodnicy zostali zmuszeni po zjeździe do wąwozu do wspinaczki na bardzo strome, błotniste wzgórze.
Z tej czwórki w tegorocznym finale pojawi się Jonny Walker, który wygrał tu w 2014 roku, oraz Manuel Lettenbichler, triumfator ostatnich trzech lat. Jednak faworytem jest Amerykanin Carson Brown, który po prologu był na czele listy startowej.
W kwalifikacjach w Iron Road Proloque brała udział liczna grupa polskich motocyklistów, z których 17 zakwalifikowało się do finałowej 500-tki, wśród nich nowotarżanin, Oskar Kaczmarczyk. Największe wrażenie zrobił młodziutki bielszczanin, Szymon Zajączkowski, który w prologu wykręcił ósmy czas, a do konkursu stanie na czwartej pozycji. Poza konkursem wystartował Dominik Olszowy, plasując się na wysokiej, czwartej lokacie; 35-kilometrową trasę przejechał także testowo Tadeusz Błażusiak, honorowy uczestnik Erzberg Rodeo, który jako ambasador firmy KTM i wizerunkowa postać Red Bulla dodaje tej imprezie należytej rangi.
Jacek Sowa


