Nie wiedziałam, że będę płakać. Przyszłam na spektakl w sobotni wieczór - ot, Noc Kupały w Poroninie, z klimatem, z ogniem, z wiankiem w dłoni. Tymczasem dostałam coś więcej: cios w serce, w pamięć, w sumienie. Spektakl poruszył najczarniejsze historie skrywane w rodzinach.
Na scenie plenerowej - zielonej, otoczonej drzewami - pojawiły się one: dziewuchy. Prosto z XIX-wiecznej wsi. Śpiewające, płaczące, milczące. Opowiadające o bólu, który znały nasze babki, o niesprawiedliwości, która wsiąkała w ziemię razem z krwią i łzami."Zbędna" - jedno słowo, cała historia. Tak odtwórczyni głównej roli - Julia Pawlak opisała wiejską dziewczynę, kobietę z XIX w.Spektakl "Opowieści wiejskich Dziewuch" to nie przedstawienie. To rytuał - autorski, kobiecy, prawdziwy. Wydobyty z literatury, z rodzinnych wspomnień, z rozmów z babciami. Julia Pawlak - aktorka i jedna z autorek - mówiła po spektaklu, że wszystko zaczęło się od jednego zdania z książki. Że XIX-wieczna chłopka była "zbędna".
Tak powstała sztuka o tym, co znaczyło być kobietą wtedy - i co z tego zostało w nas dzisiaj.
Są historie
Nie było tu dekoracji odcinających nas od sceny. Dziewuchy były wśród nas - śpiewały, opowiadały, patrzyły prosto w oczy. Mówiły o tym, że kiedy kobieta traciła dziecko, nie miała prawa płakać, że jeśli nie była "czysta" przed ślubem - tylko ona ponosiła winę, że milczenie było cnotą, a opór - grzechem.
Niektóre z tych opowieści są prawdziwe. Usłyszane w domach, zanotowane w głowie, wyśpiewane na głosy. Julia mówiła, że nie wszystko jest dosłownym zapisem, ale wszystko - jest prawdą. W tej formie, w tym duchu, w tej duszy.
Kultura nie po to, żeby było miło
I dobrze, że to właśnie tu - w gminie, w miejscu, gdzie wiele z tych historii mogło się wydarzyć - wybrzmiała prawda o życiu kobiet, które niosły wszystko, choć nikt ich nie pytał, czy dadzą radę.
Poruszające. Prawdziwe. Potrzebne
Pod koniec spektaklu dziewczyny puszczały wianki na wodę. Symbolicznie, szeptem, jakby w imieniu tych wszystkich, które nie miały głosu. Patrzyliśmy w milczeniu. Były łzy. I coś jeszcze: poczucie, że ten spektakl zostanie z nami długo.
Nie da się już "odzobaczyć" tej historii. I może dobrze. Może właśnie o to chodziło.
e/r/
























































