W zakopiańskim Atelier Teatru Witkacego zaprezentowano spektakl "Eingeweide - Trzewia", który poruszył publiczność do głębi. Artyści spleceni w jeden organizm zamienili własne ciała w instrumenty, a dzięki nowoczesnym sensorom każdy skurcz mięśnia czy uderzenie serca stawało się dźwiękiem.
Widownia wypełniła się pulsującym brzmieniem generowanym bezpośrednio z ciał performerów. Intensywność doznań była tak duża, że widzowie zostali poproszeni o założenie stoperów do uszu. - Dźwięk pochodził z ciała. Chciałem, aby instrument współgrał z organizmem i stał się odrębnym życiem na scenie - tłumaczył włoski artysta Marco Donnarumma, pomysłodawca spektaklu.Partnerująca mu Margherita Pevere wystąpiła w niezwykłej masce "wyhodowanej" z kultur bakterii.
- To element, który towarzyszy mi już od sześciu lat. Nie widzę przez nią wyraźnie, ale przepuszcza światło. Chciałam w ten sposób przypomnieć, że sztuka i natura są nierozerwalnie ze sobą związane, a nasza technologia często rani środowisko - podkreślała.
Dyrektor teatru Andrzej Dziuk zwrócił uwagę, że tegoroczny cykl "Pępek Świata" konfrontuje myśl Witkacego z wyzwaniami ery sztucznej inteligencji. - Chodzi o to, by widzowie nie tylko oglądali, ale także wychodzili ze spektaklu z pytaniami i refleksją - mówił po pokazie.
Spektakl spotkał się z ogromnym zainteresowaniem publiczności i potwierdził, że teatr może być nie tylko przestrzenią artystyczną, ale i laboratorium, w którym badane są relacje między człowiekiem, naturą i maszyną.
em/r


























