FELIETON. Jeżeli cokolwiek mogłoby zaskoczyć przy pierwszej porażce piłkarzy NKP Podhale, to tylko to, że stało się dopiero teraz i w takim rozmiarze.
Kiedyś stać się to musiało, a że tak późno, no cóż, chwała im za to, bo nowotarżanie w międzyczasie stali się sławni na całą Polskę. Że kiedyś passa musi się skończyć nie jest żadnym odkryciem, lepsi od nas oberwali po piszczelach i nie robią z tego tragedii w Krakowie, Rzeszowie, Nowym Sączu. Takie chwile zdarzają się na najwyższych szczeblach rozgrywek i nie ma co rozdzierać szat; taki jest futbol! Padała Legia, Raków, Wisła, o reprezentacji wolę nawet nie wspominać..."Kafar" przed meczem z Góralami odrobił pracę domową, podczas gdy jego imiennik po drugiej stronie ławki musiał za karę siedzieć w kozie za pyskówkę z sędziami z Wielkopolski. Nie chcę się czepiać "pyrów" z gwizdkiem, bo puszczenie faulu na naszym zawodniku, w efekcie którego padła trzecia bramka w Szczecinie, może niczego nie zmieniło, ale faktem jest, że po koszmarnych trzech kwadransach nasi chłopcy po przerwie wzięli się do roboty. Wyszło jak wyszło i po ptokach; miały być bitki po zbójnicku, wyszedł paprykarz szczeciński...
Nasza drużyna jest nadal w czołówce i na pewno nie myśli o jej opuszczeniu. W tym miejscu nie czas na rozwijanie tematu strategii sportu w Mieście, ale Nowotarski Klub Piłkarski "Podhale" jest wizytówką regionu w szerokim pojęciu tego słowa, czyli Małopolski także! I dobrze byłoby, aby dostrzegano to w gronie ludzi tym regionem zarządzających, którzy jakby łaskawszym okiem spoglądają na upadający żużel w Tarnowie, niż coraz mocniejszy futbol w Nowym Targu. A jeszcze mamy hokej...
Jacek Sowa


