NOWY TARG. Jak na mikroprojekt interregionalny, ten zaprezentowany w Związku Euroregion "Tatry" był całkiem okazały; spotkanie "Pogranicze wczoraj i dziś" rozgrzało widownię...
W zabytkowym gmachu przy ul. Sobieskiego 2, rzecz dotąd niebywała, pojawili się wykonawcy z ościennych miast, aby przybliżyć klimat pogranicza sprzed stu lat.Na wybiegu prezentowali się pasjonaci dawnych lat, członkowie Stowarzyszenia "Dawnej Rabki Czar", którzy zaprezentowali modę i zwyczaje z okresu międzywojennego minionego wieku. Narracja trafnie celowała w warunki, jakie dyktowało życie codzienne w dawnej Galicji i okolicach, umęczonych wojną i biedą. Ludzie potrzebowali normalności, którą dyktowały jednak kobiety, których po przejściu frontów pozostało znacznie więcej. Emancypacja odbywała się powoli, acz nieuchronnie; kobiety zaczęły "bywać", grać w brydża i tenisa, palić tytoń i odsłaniać swe kształty. To właśnie były te klimatyczne lata dwudzieste i trzydzieste, które zostały przepięknie pokazane przez rabczańskich pasjonatów płci obojga.Dodać do tego należy muzyczną oprawę zakopiańskiego zespołu "Holeviaters", który po dwunastu latach istnienia dotarł wreszcie do stolicy Podhala; jak ktoś celnie zauważył, szło się im dwa kilometry na rok!
Ale ten nasz rodzimy zespół folkowy, oparty na utworach tradycyjnej muzyki z obszaru Łuku Karpat, a także na folklorze romskim (a wszystko zaaranżowane na styl swingowo jazzowy) wspaniale wkomponował się w klimat wieczoru, głównie za zasługą brawurowo prowadzącej wokalistki Anny Malaciny-Karpiel, której estradowymi ofiarami stali się Michał Stawarski, dyrektor biura Euroregionu i Marek Teper, szef nowotarskiej Izby Gospodarczej.
Jednak wszystko zakończyło się szczęśliwie i bohaterów tego wieczoru pożegnano owacją na stojąco. Jeśli jednak miałbym się do czegoś przyczepić, to do zbyt skromnego audytorium w kameralnej sali przy ulicy Sobieskiego, bowiem tak sympatyczna impreza powinna odbywać się przy większej, paruset osobowej widowni. Rodzi się pytanie, czemu nie MCK lub "Sokół" chociażby; to pytanie do gospodarzy. Ale w sumie i tak się podobało...
Jacek Sowa










