Idea sportowej rywalizacji, piękno sportu, szacunek dla przeciwnika itd. itd. - te wspaniałe hasła można sobie dziś wyrzucić na śmietnik historii wobec etycznej deprecjacji tego wszystkiego, co dzieje się na stadionach piłkarskich.
Kibolskie zadymy na trybunach, brutalne zachowania zawodników na murawie, koszmarne wpadki sędziowskie, prymitywni sprawozdawcy, szowinizm działaczy i kasa, która tym wszystkim rządzi.Mamona włada piłką od dawna, ale dzisiejszy futbol przekracza wszelkie granice. Niektórym kopaczom przewraca się w głowach od nadmiaru pieniędzy, ale bez wahania postawiłbym za wzór "Lewego", naszego piłkarza wszechczasów, który trzyma klasę w przeciwieństwie do swoich kolegów z La Ligi. 18-letni jeszcze smarkacz Yamal odrywa na razie kupony od losu, który wyciągnął go z marokańskich slumsów i trudno nie lubić tego chłopaka, jednak o siedem lat od niego starszy gwiazdor Realu Vinicius Jr. powoli przekracza już granice przyzwoitości. Trudno wytłumaczyć fochy Brazylijczyka, zarabiającego 100 baniek rocznie na nasze pieniądze, gdyż to nie upoważnia go do robienia bydła w świątyni El Clasico. Ale przekaz idzie w świat i w ślad za tym co pomniejsze meteory, bo gwiazdami trudno ich nazwać, uzurpują sobie przywileje rządzenia na boisku.Wróćmy jednak na nasze krajowe, wydeptane przez piłkarzy poletka, a najbardziej obchodzi mnie to najbliższe, choć sztuczne, koło nowotarskiej stacji kolejowej i drużyna z rozwianą przez drugoligowy wiatr szarotką na piersi.
Co rusz z różnych stron docierają skandaliczne informacje na temat meczowych kontrowersji z udziałem sędziów, zawodników, działaczy, a nawet rodziców piłkarzy; kiboli zostawię sobie na deser. Nie będę się rozczulał nad problemami drugoligowców z Chojnic, Kleczewa czy Szczecina, powody do niepokoju mamy o godzinę drogi stąd.
W mediach społecznościowych pojawiła się szokująca wypowiedź 30-letniego już aktualnie piłkarza Sandecji Nowy Sącz, który postanowił dosłownie wziąć sprawy w swoje ręce. Widocznie przyśniła mu się boska ręka Diego Maradony, Rafał Wolsztyński, bo o nim mowa, świadomie skierował piłkę za pomocą kończyny górnej do bramki poznańskiej Warty, jako ekwiwalent za nieuznanego gola w meczu z Podhalem. Nawet było mu trochę żal poznaniaków, ale sprawiedliwość musi być po jego stronie... Nic dziwnego, że piłkarz, mający w swoim CV dziesięć klubów, a przez dwa lata nawet próbował się (bez skutku) uczyć języka fińskiego, na razie liczy ligowy dorobek bramkowy na palcach jednej ręki. Może pod koniec kariery zainteresują się nim w Szaflarach, w klubie od piłki ręcznej...
js



