FELIETON. "Od kiedy przeszedłem na emeryturę, spotykając czasem dawnych znajomych, słyszę za każdym razem jedno i to samo pytanie: robisz coś jeszcze?, jak zdrowie? Wewnętrznie mam wtedy ochotę odpowiedzieć nieco bezczelnie: nic nie robię!" - pisze Jan Gil, emerytowany nauczyciel języka polskiego w I LO, były radny Nowego Targu.
By jednak nie zlekceważyć rozmówcy, odpowiadam czasem na to pytanie taką oto zasłyszaną anegdotą:W Groniu " po niedzielnej mszy" spotykają się dwie kumoszki, które już dawno nie widziały się ze sobą - starsza w wieku 90 lat , młodsza 75-letnia.
- Robicie co jeszcze? - pyta młodsza
- E jesce , jesce... kurkom cisnę , grulek uskrobię, jesce, jesce...
- A co tam słychać u Wasych - pyta dalej o jej żyjącego 96-letniego męża.
- E tyn bujok! Jemu sie juz nic nie chce robić, on by ino całymi dniami siedzioł!Inna moja odpowiedź na to zadawane mi pytanie ma już wymiar stricte polonistyczny: nic nie robię , ale za to "leżę i myślę" ( to z mojego ulubionego poety Mirona), bo "... leżenie dobroć wygrzewa, a wstawanie ją zawiewa"( M. Białoszewski -"Leżenia").
To samo pytanie miałbym ochotę zadać licznym młodym (w wieku produkcyjnym) przechodniom, których codziennie spotykam w środku dnia na ulicy, czy w sklepie. Dziwi mnie to, że oni nie są o tej porze w pracy, czy w szkole. Refleksja ta nasuwa mi się po moich pewnych niemieckich doświadczeniach. Ostatnimi laty bywamy bowiem często z żoną w Lampertheim (Hesja), u naszych dorastających polsko - niemieckich wnuków, by zadbać o ich polszczyznę. Miasto wielkości Nowego Targu (32 ty. mieszkańców), senne, spokojne - na obrzeżach dużego Mannheim. W zwykłym dniu zamiera - w centrum i sklepach przeważnie ludzie starsi - mieszkańcy mają swoje zajęcia. Dzieci, młodzieży jak na lekarstwo. Te dwa różne obrazki miast mają swoje wytłumaczenie. W Niemczech, od czasów M. Lutra, ukształtował się religijny, protestancki etos pracy. Praca to służba Boża, bowiem przynosi korzyści innym. Człowiek powinien nieustannie dążyć do powiększania majątku, prowadzić ascetyczny tryb życia, wydatki ograniczyć do niezbędnego minimum.
Nie chciałbym, żeby ta refleksja miała być tylko negatywną ocena naszego, polskiego podejścia do pracy, dlatego porównam te dwa miasta, by wykazać, że nasza pracowitość ma jednak swój materialny i religijny wymiar.
W Lampertheim są dwa kościoły - katolicki i protestancki, w Nowym Targu sześć. Duży szpital w naszym mieście - niewielki (przychodnia) w Lampertheim. Nowoczesny stadion letni (Nowy Targ), dwa boiska sportowe (lekkoatletyczny i piłkarski) w ich mieście. Pod względem zaplecza rekreacyjno -sportowego bijemy na głowę(bez wyliczania). Maleńki Stadtpark i dwa razy większy , z zapleczem sportowym, nasz nowotarski. Dbamy o kulturę i tradycję - imponujący dom kultury, muzea, biblioteki (Nowy Targ) - Lampertheim bez domu kultury, kina, muzeum miejskiego, czy izb pamięci. Bawialnie dla matek z małymi dziećmi (Nowy Targ) - tam o takim czymś nikt nie słyszał.
Nasze miasto to handlowy tygiel, tam tylko niezbędne zakupy w centrum handlowym - po artykuły przemysłowe trzeba jechać do Mannheim (7 km).
Za każdym razem, kiedy powracam z Lampertheim do Nowego Targu, przypominają mi się słowa Buchmana z "Pana Tadeusza":
"Ilekroć z Prus powracam, by zmyć się z niemczyzny,
Wracam do Soplicowa, jak centrum polszczyzny"
Jan Gil




