FELIETON. "Może więc byłoby lepiej, żeby zamiast słownych przepychanek na Krzywej Sali, wiodący uczestnicy tego czasem żałosnego spektaklu udali się najpierw do karczmy i tam obgadali sporne kwestie, bez udziału kamer i mikrofonów" - pisze publicysta Jacek Sowa
Ponad dwieście lat temu, mój pra....pradziadek Mateusz Rapacki był w tym mieście burmistrzem przez 22 lata (!). Jak wynika z annałów, problemów miał sporo, ale często zachodził do kościoła Św. Katarzyny, żeby odprężyć się grą na organach, bo był organistą z zawodu. A potem szedł do karczmy...Staram się więc zrozumieć Grzegorza Watychę, dlaczego jest częstym gościem w kościele (na temat karczmy nic nie wiem), bo rządzić tym miastem nie jest łatwo.Spędziłem w tym mieście dwie trzecie swego burzliwego życia, lecz wielu rzeczy do dziś pojąć nie mogę. Za parę dni ostatnia tego roku sesja miejskiej rady i obawiam się, że najdłuższa; kto wie, czym się skończy i czy w ogóle się skończy.
O ile tematy porządkowe są jakoś do przebrnięcia, sportowe raczej też, o tyle głosy z ulicy mogą zapalić światła ostrzegawcze, zanim zapalą się sprawne uliczne lampy. A kiedy dyskusja już sięgnie bruku, to na bank zawinie na starą "zakopiankę", zwaną ulicą Krakowską.
No i tu się zacznie słowna bijatyka, gdyż przy skomplikowanej przeplatance prywatnych interesów, tego tematu w Novum Forum nie udźwigną żadne koalicje. A szkoda, gdyż zademonstrowane nie tak dawno rozwiązania emanują profesjonalizmem i autentycznym szukaniem kompromisu dla szeroko rozumianego interesu społecznego. Bo przyszłością powinni zajmować się fachowcy, a nie krzykacze...
Niestety, mentalność Kalego jest u nas zjawiskiem powszechnym, nagminny społeczny egoizm zasłania się płytkim populizmem, na kilometr rażący prywatą. Co gorsze, nie jest to dialog na argumenty, lecz bezpardonowy atak personalny, mniej lub więcej zawoalowany. A przecież wszyscy chcemy, żeby żyło nam się lepiej, wygodniej, spokojniej, aby nie tracić czasu w ulicznych korkach.
Jacek Sowa



