Przenosimy się do Nowego Targu, miasta, którego już nie ma, a które ze strzępków dokumentów i opowieści świadków wskrzesiła w swojej książce Karolina Panz. Miasta, które kwitło różnorodnością i zgodnym współistnieniem. Miasta, które przeobrażało się, stając się niemym świadkiem straszliwego końca.
Okazją jest wydana właśnie książka Karoliny Panz "Chciałabym opowiedzieć jak zginęło miasto... Zagłada żydowskich mieszkańców Nowego Targu" oraz jej promocja w nowotarskim Ratuszu.Dwie fotografie
- Jeszcze kilkadziesiąt lat temu Nowy Targ był miastem wielu kultur. Mieszkali przedstawiciele różnych grup regionalnych, społecznych, etnicznych, mieszczanie, górale, nowotarscy gospodarze, góralscy Romowie ze szczepu Bergitka Roma i nowotarscy Żydzi. Razem tworzyli niepowtarzalny klimat miasta. Dziś nie słychać już wieloetnicznego gwaru, zniknął wielokulturowy krajobraz, został okaleczony, w pewnym momencie zabrakło w nim głosu żydowskich mieszkańców, którzy w dniu zagłady zostali całkowicie unicestwieni - zapowiedziała spotkanie Stanisława Trebunia - Staszel, prowadząca promocję.
Ku zaskoczeniu organizatorów - sala Ratusza wypełniła się po brzegi, dla wielu osób zabrakło krzeseł, a książki rozeszły się jeszcze zanim spotkanie się rozpoczęło. A było ono niezwykłe. Pełne historii ludzi, Miasta, ale i tematów tabu, które i dziś budzą kontrowersje.
Podobnie jak sama książka także i spotkanie ujęte było w ramy dwóch historycznych fotografii. Pierwszej z pełnego ludzi przyjęcia weselnego w roku 1936 Salomei Zollman i Józefa Singera. Drugiej wykonanej dokładnie dekadę później w lutym 1946 roku podczas pogrzebu Dawida Grassgruna zamordowanego na terenie Nowego Targu. Człowiek, który jako jedyny ocalał z masowej egzekucji, ginie już po wojnie... Na zdjęciu ponure twarze siedmiu mężczyzn. Bez kobiet, bez dzieci jak na poprzedniej ilustracji. Zginęło Miasto.
Miasto żywe, ale tylko po części
Pamięć o tym Mieście trwa dziś między innymi dzięki pracy takich osób jak Karolina Panz.
Tytuł jest nieco prowokujący - przecież Miasto żyje i trwa. Ale to słowa, które Karolina Panz odnalazła w jednej z relacji w izraelskim instytucie Yad Vashem. To fragment wywiadu z Haną Grassgrun, nowotarżanką, która spędziła w Nowym Targu młodość. Właśnie od tych słów rozpoczęła swą relacje. Protokolantka zapisała na marginesie, że Hana wspominając cierpiała, płakała, traciła wątek, była wstrząśnięta. I na koniec dopowiedziała: tak zginęło Miasto.
- Te słowa uświadomiły mi, że dla Żydów zagłada oznaczała kres. To miasto dla nich przestało istnieć. To miasto było żywe, ale tylko po części - tłumaczy autorka.
Karolina Panz, socjolożka, zamieszkała w Nowym Targu przed dwudziestu laty. Jej książka to efekt pisania doktoratu i jej trzonem są rozmowy z nielicznymi już Ocalałymi, które przeprowadzała także w Izraelu czy Stanach Zjednoczonych.
- To było olbrzymie wyzwanie. Oni chcieli opowiedzieć o Mieście. Jako osoba z zewnątrz, poznawałam je poprzez jego żydowskie historie. Ci ludzie wielokrotnie cierpieli, to było dla mnie bardzo trudne, ale oni chcieli opowiadać. I dla nich było niesamowite, że Polka, katoliczka jest zainteresowana ich historią. Nie tą przez wielkie "H", ale historią kuśnierza, zwykłych ludzi, ich rodziców. Oni to nazywali świętą pracą.
Łzy kolegi Mosze Szaulewicza
Dla niej to także były trudne momenty. Tak jak rozmowa z Julkiem Sznajderem, który umarł rok temu w wieku 99 lat. Gdy w jego domu w Izraelu pokazywała mu znalezione dokumenty była wśród nich lista szkolna. Warto podkreślić, że w Nowym Targu nigdy nie powstała oddzielna żydowska szkoła, a uczniowie chodzili do jednej klasy.
- Julek był strasznym łobuzem. I czytając nazwiska swoich kolegów i koleżanek, wspominał każdego, aż zatrzymał się przy nazwisku Mosze Szaulewicza. I na moich oczach ten człowiek, który radził sobie z bardzo trudnymi opowieściami o swoim życiu "rozsypał się" w jednej sekundzie. Wróciło do niego jak jego wówczas 16-letni kolega był zabierany na śmierć. Bardzo długo dochodził do siebie. Chciałam przerwać rozmowę, ale on powiedział: nie, ja muszę to powiedzieć. Tamta sytuacja sprawiła, że postanowiłam zrobić wszystko, żeby Mosze Szaulewicz został upamiętniony na cmentarzu w Czarnym Dunajcu. I jego nazwisko pozostało wyryte w kamieniu w ramach projektu Ludzie, nie Liczby - wspomina Karolina Panz.
I tłumaczy, że głównym celem jej książki było przeciwstawienie się planowi morderców, którzy chcieli doprowadzić do całkowitego wyniszczenia narodu, by nikt nie był w stanie odmówić Kadisz nad grobami ofiar. I to obecne upamiętnianie zmarłych jest przeciwstawieniem się temu do czego zabójcy zmierzali.
Pamięć bez imion
Sama mieszkała pod Warszawą w Raszynie. Pisała pracę magisterską o pamięci o Zagładzie w Grójcu. Podczas studiów prowadziła badania na Sandomierszczyźnie na ile ludzie wierzą w to, że Żydzi dodają krew chrześcijańskich dzieci do macy. I to było dla niej straszne doświadczenie, gdy okazało się, że przekonanie to nadal trwa.
- Powiedziałam promotorce, że zmieniam temat, nie jestem w stanie pytać żadnego Polaka o pamięć o Żydach, bo to pamięć bez imion, konkretnych losów. I tak przeszłam do badań historii.
W swojej książce Karolina Panz pisze nie tylko o Zagładzie, ale także przedstawia przedwojenny obraz ich życia.
- To byli zwykli ludzie, tacy jak my, pełni swoich charakterystycznych cech, słabości, animozji, konfliktów, przyjaźni, miłości. Bardzo mi zależało, by zobaczyć jak ta społeczność funkcjonowała. Cała książka opiera się na dwóch historiach - rodziny Singerów i historii społeczności Nowego Targu i one się ze sobą przeplatają - tłumaczy.
Bogaty Żyd - biedny Żyd
Próbowała odtworzyć, co znaczyło być bogatym Żydem w Nowym Targu. I te wyobrażenia o zamożności w przypadku Nowego Targu okazywały się bardzo przesadzone. Tu bycie bogatym oznaczało mieć hurtownię jak Singerowie. Ale było mnóstwo wyrobników, rodzin, które wynajmowały pokój w chacie dla letników. Historia nowotarskich Żydów to często także historia biedy i ubóstwa wraz z ogromną ich skalą.
Oni sami byli zróżnicowani pod względem religijnym - spory pomiędzy Żydami ortodoksyjnymi i postępowymi prowadziły nawet do sądowych procesów. Byli zróżnicowani także politycznie - liczba partii była wówczas ogromna, podobnie zresztą jak po stronie ludności polskiej w tym okresie.
Ale w relacji z Polakami nie było żadnej separacji. Obie nacje żyły między sobą bez wyznaczania żadnej dzielnicy czy getta. Często dzielili ze sobą klatkę schodową. Żydzi czuli się nowotarżanami, góralami. Czynnikiem łączącym był sport. Co znaczące - ostatnia wspólna lista, na której obok siebie były nazwiska Polaków i Żydów dotyczyła rekwizycji nart przez Niemców - dokument komu i ile nart zabrano.
Nawet budynek Sokoła, organizacji, która w przedwojennej Polsce była utożsamiana z nacjonalistycznymi zapędami i wybrykami antysemickimi w Nowym Targu służył obu nacjom. Żydzi mieli tu swoje treningi, a boksu uczył ich słynny Stanisław Piłat.
Co się stało z sąsiadami?
Także w jednej z sal ówczesnego gimnazjum Goszczyńskiego widniał symboliczny napis: "Wiary twych Ojców strzeż jak źrenicy w oku, ale pamiętaj, że treścią wiary jest miłość Boga i bliźnich a nie pogarda ku innowiercom".
To - jak podkreśla Stanisława Trebunia-Staszel - są te piękne epizody i karty, które mówią o tym, że mimo różnic możemy żyć w jednym mieście, możemy współdziałać i tworzyć jedną wspólnotę.
Nowy Targ jest miastem, w którym nigdy nie doszło do pogromu. Ani w 1898 roku, kiedy trwały one w niemal całej zachodniej Galicji, ani w latach 1918-19 roku, gdzie u progu niepodległości są pogromy w całej Polsce, także w pobliskiej Jabłonce.
Niestety były momenty, gdy po śmierci Piłsudskiego wraz z rosnącą falą antysemityzmu, pojawił się on także w małej społeczności Nowego Targu. Proboszcz z naczelnym lekarzem stają na czele struktur Endecji.
- Z jednej strony Nowy Targ jest miastem bez pogromów, ale także miastem, gdzie żaden miejscowy Żyd nie dotrwał końca wojny. Co do tego doprowadziło, że w mieście, gdzie są dobre relacje społeczne, coś złego się dzieje? Co się dzieje, że Heniu Feller ginie w styczniu 1945 roku nad Dunajcem? To nie są łatwe pytania. A droga jest bardzo długa od tego niesamowitego cytatu w sali Goszczyńskiego do tych zdarzeń - zastanawia się Stanisława Trebunia - Staszel.
- Tematem tabu wciąż pozostają egzekucje Żydów konwertytów i członków mieszanych małżeństw. Według wytycznych Niemców - za Żyda nadal jest uznawany ktoś, kto przeszedł na Chrześcijaństwo, ale także jego dzieci i wnuki. O pochodzeniu wielu z nich wiedzieli tylko sąsiedzi, urzędnicy i granatowi policjanci - zauważa Karolina Panz i natychmiast dodaje, że jest także wiele przypadków ratowania żydowskich sąsiadów z narażeniem własnego życia.
Milczenie
- Kiedy przybyłam do Nowego Targu miałam wrażenie, że o tym się nie mówi. Tymczasem w archiwach Okręgowej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu jest kilkadziesiąt tomów akt przede wszystkim świadectw mieszkańców składanych na przestrzeni czterdziestu lat. Może było łatwiej, bo to były zeznania przeciwko gestapowcom i służbom niemieckim na terenie Podhala. Zupełnym milczeniem została objęta faza, gdy Żydzi zostali wysiedleni do Bełżca, gdzie zginęli. I w tym momencie zapada cisza. Padają słowa "słyszało się", "mówiło się" ale tak naprawdę wokół osób, które giną po sierpniu 1942 zapada zbiorowe milczenie... - zauważa Karolina Panz.
Józef Figura
"Chciałabym opowiedzieć jak zginęło miasto. Zagłada żydowskich mieszkańców Nowego Targu"
Autor: Panz Karolina
Wydawnictwo: Centrum Badań nad Zagładą Żydów
Liczba stron: 654



