15.12.2025, 12:57 | czytano: 657

Majeranki i bożonarodzeniowa tradycja w Willi "Pod Aniołem"

Majeranki najlepiej pilnują świątecznej tradycji. Zdj. Piotr Kuczaj
Stowarzyszenie Miłośników Kultury Ludowej wspólnie z dziecięcym zespołem regionalnym Majeranki zaprosiło mieszkańców Rabki-Zdroju na świąteczne "posiady" - wieczór opowieści, muzyki i wspólnego kolędowania, poświęcony dawnym zwyczajom, wierzeniom i obrzędom związanym z okresem Bożego Narodzenia.
Wydarzeniu towarzyszyła promocja nowego "Śpiewnika z kolędami i pastorałkami" zespołu Majeranki.
Centralnym punktem spotkania była prelekcja Doroty Majerczyk, która już na wstępie podkreśliła, że "posiady" są okazją do rozmowy o tym, "jak dawniej przeżywano godne święta". Jak zaznaczyła, promowany tego wieczoru "Majerankowy zeszycik" zawiera teksty tradycyjnych i współczesnych kolęd oraz pastorałek, w większości tworzonych przez członków zespołu.

Stowarzyszenie Miłośników Kultury Ludowej działa w gminie Rabka-Zdrój od blisko dwudziestu lat. W swojej opowieści Dorota Majerczyk cofnęła słuchaczy do dawnego Podhala, gdzie Boże Narodzenie określano mianem "godnego casu". Był to - jak podkreślała - czas dobry, ale wymagający odpowiedniego przygotowania. Rozpoczynało się ono już w Adwencie, a poranne wędrówki na Roraty, często z lampką w ręce i z odległych przysiółków, były codziennością.

Dużo miejsca poświęciła dawnym wierzeniom. Wspominała św. Mikołaja jako patrona pasterzy, którzy w jego wigilię prosili o ochronę stad przed wilkami. Barwnie opisała także dzień św. Łucji - pełen obaw przed czarami i złymi mocami. Wierzono wówczas, że czarownice mogą odebrać krowom mleko, dlatego do obór nie wpuszczano kobiet, a drzwi zabezpieczano czosnkiem, solą i dymem z kadzidła. Z uwagą obserwowano również pogodę, wierząc, że zapowiada ona styczeń.

Opowiadając o Wigilii, dr Majerczyk przypominała ludowe powiedzenie: "jako wilijo, tako calusieńki rok". Dzieci musiały być tego dnia szczególnie grzeczne, by zapewnić sobie pomyślność na cały nadchodzący rok. Wspominała o porannym myciu w potoku - czasem z monetami na szczęście - o wnoszeniu snopka zboża do izby i o licznych wróżbach. Na wigilijnym stole nie było karpia, lecz potrawy "co rosły": ziemniaki, kapusta i groch.
Po Pasterce wracano szybko do domów, a panny czekały na podłaźników - kawalerów przychodzących z życzeniami i śliwowicą. Kolędnicy byli zawsze mile widziani, bo - jak podkreślała prelegentka - "słowo mo moc sprawczą i co wyśpiewali, to się mioło spełnić". Kolędowanie trwało od św. Szczepana do Trzech Króli, a ważną postacią obrzędów był Turoń - symbol siły, witalności i płodności, który musiał umrzeć wraz ze starym rokiem i odrodzić się na nowo.

Spotkanie zakończyło się wspólnym śpiewem kolęd i pastorałek ze "Śpiewnika" Majeranek.
opr. fi/
Może Cię zainteresować
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl