Im bliżej końca sezonu i decydujących rozstrzygnięć w piłkarskiej tabeli, tym więcej kontrowersji, po których pięści same się zaciskają. Nie inaczej było w sobotnie popołudnie na stadionie im. Piłsudskiego w Nowym Targu.
Już samo wydelegowanie na ten jakże ważny dla układu barażowego mecz trójki arbitrów z Bielska Białej na wstępie wywoływało wątpliwości, wszakże bezpośrednim rywalem w walce o 1 ligę jest zespół Podbeskidzia. Przypadkiem nazwiska całej palestry zaczynały się na "Sz", ale trudno być tu cicho sza zwłaszcza wobec osoby głównego sędziego zawodów, niejakiego pana Szypuły. Ów osobnik od pierwszego gwizdka przybrał pozę mentora i nauczyciela, jednak przy okazji reprezentowana przezeń Temida była ślepa, choć nie głucha. Sędziunio nie widział ewidentnej ręki Poznaniaka w polu karnym, ale słyszał wszystko to, co na krańcach boiska wykrzykiwali na temat boiskowych sytuacji Nowotarżanie, także ci zza linii. A najbardziej reagował na teatralne wrzaski przyjezdnych, zepchniętych do rozpaczliwej obrony, padających na murawę przy byle okazji. Szypuła ochoczo sięgał po żółte kartki dla naszych, nie widząc, co wyprawia skrzydłowy konus w zielonym stroju, kopiący nawet leżącego. Gdy po godzinie nadal na zegarze było 1:0 dla gladiatorów Tomasza Kuźmy, lekkomyślnie sięgnął po najwyższy wymiar kary w kolorze czerwonym, po którym Gielu powędrował pod prysznic, choć mógł jeszcze z powodzeniem trochę pograć. Frustracja na ławce Podhala sięgnęła szczytu, żeby nie wspomnieć, co przeżywali kibice, zdzierający gardła na trybunach. Nie krył jej nawet delegat PZPN...
Mecz skończył się kompromisowym remisem, który utrzymuje piłkarzy Szarotek przy nadziei, jednak trudno pogodzić się z tym, że całoroczny wysiłek, który podziwia cała Polska ma iść na marne przez jednego pajaca z gwizdkiem.
Spędziłem prawie dwie dekady na piłkarskich salonach kraju, będąc rzecznikiem prasowym futbolowego Mazowsza i centrali PZPN, widziałem różne cuda, starając się powstrzymywać emocje, wywoływane pracą ludzi, którzy powinni dawać wzór profesjonalizmu i obiektywizmu, za co zresztą dostają pieniądze. Ale piłkarski poker w wykonaniu Szypuły z Bielska to już nie filmowy Laguna, to co najmniej Paduranu ze Starej Zagory.
Jacek Sowa



