RABKA-ZDRÓJ. Dla niewtajemniczonych - to kiedyś była, a raczej miała być tężnia. Jedna z pięciu. A ponieważ pomysł nie wypalił, bo mgiełkę ze skapującej po gałązkach solanki rozwiewał wiatr - tężnie rozebrano, pozostawiając tę jedną.
W miejscu, gdzie stały pozostałe tężnie, miasto zamontowało dwa stoły do ping-ponga oraz stoliki do szachów i chińczyka. Rabczanie długo zastanawiali się, co władza planuje z budowlą, z której usunęła zbiornik na solnakę, gałązki tarniny, a potem wszystko szczelnie obiła deskami i polakierowała. Do tego dokleiła tabliczkę "obiekt monitorowany". Pytany przez nas burmistrz Leszek Świder zapowiadał, że będzie to miejsce do serwisowania rowerów, ale wciąż nie wiadomo było na czym to serwisowanie w zabitej deskami budzie miałoby polegać.W końcu adaptacja tężni na szopę majsterkowicza dobiegła końca, a spacerowicze na rabczańskich bulwarach mogą podziwiać pomysłowość zdrojowych urzędników. Na jednej ze ścian zawisły w rządku, przytwierdzone na stalowych linkach, klucze rowerowe, śrubokręty, pompka, a nawet klucz francuski. Są też dwa wieszaki na rowery.
W sam raz na naprawę rowerów zdezelowanych po przejechaniu blisko kilometra jedynej rabczańskiej ścieżki rowerowej.
Złośliwi już podpowiadają pomysły na wykorzystanie także drugiej ściany dawnej tężni. Od strony stołów pingpongowych można by powiesić rakietki na sprężynach czy piłkę do piłkarzyków na stalowej lince, by znów jej ktoś nie ukradł.
fi/



