Po niemal godzinnej, momentami emocjonalnej dyskusji, radni Zakopanego zdecydowali o pozostawieniu w porządku obrad punktu dotyczącego podjęcia rezolucji w sprawie tzw. "prawa śniegu". Projekt nowych przepisów, mający w założeniu uregulować kwestie korzystania z prywatnych gruntów na potrzeby sportów zimowych i infrastruktury narciarskiej, wywołał głęboki podział w radzie miasta. Podczas obrad starły się ze sobą argumenty o konieczności ratowania polskiego narciarstwa z obawami o konstytucyjność rozwiązań i naruszenie prawa własności.
Początek dyskusji o porządku obrad zdominował punkt przyjęcia rezolucji o tzw. "prawie śniegu", o którego zdjęcie zaapelował radny Wojciech Tatar. - Dajmy parlamentarzystom czasu, bo jest wiele wątpliwości o niekonstytucyjność - argumentował wniosek o zdjęcie punktu z porządku obrad radny Tata.Przeciwnego zdania był Tymoteusz Mróz, relacjonujący swój udział w pracach senackiej komisji.
- To duży błąd, który koledzy ściągając chcą zrobić. Wczoraj uczestniczyłem w senackiej komisji, która dotyczyła projektu ustawy. Proces legislacyjny ma to uregulować. Oni potrzebują naszego wsparcia. U nas te problemy widać na co dzień, do czego doprowadza brak regulacji - mówił radny Mróz wskazując na specyfikę regionu. - Czy ktoś w Zakopanem ma wątpliwość, że sporty zimowe to cel publiczny? Nasze miasto jest zbudowane na narciarstwie i sportach zimowych - mówił.
Wspomniał także o problemie, gdy 50-ciu właścicieli gruntów chce inwestycji, a tylko jeden się nie zgadza i blokuje nie tylko inwestycję, ale sprawia, że pozostałych 49 mimo nie mogą zarabiać.
Mocne zastrzeżenia co do natury prawnej projektu wyraził Zbigniew Szczerba. - W toku początku prac zostały zgłoszone wnioski. One nie rozwiązują podstawowych rzeczy, czyli problemu z konstytucyjnością. To powoduje, że ustawa budzi emocje. Tu nie chodzi o rozwój narciarstwa terenów górskich. Problemem jest określenie celu publicznego. To jest konkretnie określone w polskim ustawodawstwie. Cel publiczny służy wszystkim, nie może służyć interesowi prywatnemu.
Radny punktował również brak czerpania z wzorców zagranicznych. - Ustawodawcy nie poszli wzorcami alpejskimi czy austriackim. Wyciągnęli tylko siłowe rozwiązania. Bez przerwy powołuje się na Gubałówkę, a dlaczego nie Kasprowy? Żeby w Zakopanem narciarstwo mogło się rozwijać, to powinien być rozwój Kasprowego Wierchu i Nosalu. Zróbcie tak ustawę, żeby można było zrealizować inwestycję na Kasprowym Wierchu - mówił wiceprzewodniczący rady Zbigniew Szczerba.
Na luki i niebezpieczeństwa w zapisach zwracał uwagę także Mateusz Łękawski. - Nie zostawiono suchej nitki na projekcie, jeśli chodzi o konstytucyjność i zgodność z prawem. Infrastruktura towarzysząca nie jest katalogiem zamkniętym, a jest to furtka zostawiona na przyszłość. Rekultywacja terenu nie dotyczy inwestora, który przed upływem 30 lat złoży kolejny wniosek o kolejne 30 lat. Nie musi wtedy rekultywować terenu i usuwać infrastruktury usytuowanej na działce - wskazywał na błędy prawne. Tymoteusz Mróz ripostował jednak, że - to nie my mamy oceniać konstytucyjność prawa, od tego są odpowiednie organy.
- To nie jest inicjatywa Senatu, a właścicieli stacji narciarskich - ripostował wiceprzewodniczący rady Zbigniew Szczerba. - Wstrzymajmy się do czasu, aż zajmie się tym Parlament. Wszystkie siły polityczne od tego się odcinają.
Z kolei radny Marek Donatowicz starał się znaleźć kompromisowe podejście do podjęcia samej rezolucji. - Rezolucja nie jest żadnym prawem, a sygnałem wysyłanym przez miasto. O dziwo zgadzam się z jedną i drugą stroną. Może głośne mówienie o tym, co jest dobre, a co złe, pozwoli wyeliminować te błędy? My jako miasto powinniśmy zabrać głos. Powiedzmy, jakie są błędy, jak to widzimy na Podhalu, mimo iż prawo będzie dla całej Polski.
- Sprawa dotyczy tego, żeby godnie zapłacić za wynajem i żeby po 30 latach nie wywłaszczono nas z ziemi. Z rozmów na Gubałówce na samym końcu wycofał się PKL. Szkoda było góralom zapłacić złotówkę drożej. Nie chcemy wracać do komuny, to nic innego jak specustawa. To inwestor ma się z góralem dogadać, a może góral ma inny pomysł na ten kawałek ziemi - powiedział głośno o obawach radny Wojciech Tatar. Wystąpienie radnego wywołało gromkie brawa wśród licznie zgromadzonych na sali mieszkańców.
Ostatecznie w głosowaniu radni opowiedzieli się za pozostawieniem projektu rezolucji w porządku obrad.
em/r







