NOWY TARG. Wreszcie można było zobaczyć uśmiech na twarzach kibiców Podhala. Ich ulubieńcy wygrali i to przekonyjąco. Zdobyli sporo bramek (najwięcej w tym sezonie), żadnej nie stracili (też po raz pierwszy), a kilka akcji było przedniej urody.
- Dawno w takim stylu nie wygraliśmy. To cieszy. Powiało starym dobrym halnym. Odnieśliśmy bezdyskusyjne zwycięstwo, zdominowaliśmy drużynę z Katowic. W meczach z Cracovią i Unią brakowało nam szczęścia, ale dzisiaj posypały się bramki – powiedział Marek Ziętara.Jego vis a vis również wystąpił w głównej roli. Ryan Malinowski miał sporo pracy, bo „szarotki” od pierwszego gwizdka sędziego ruszyli z kopyta na jego świątynię. Pod katowicką bramką bez przerwy dochodziło do gorących spięć, ale w pierwszej tercji góralom brakowało precyzji. Strzały były albo zbyt sygnalizowane, albo niecelne, bądź zbyt lekkie, by zaskoczyć Malinowskiego. Pierwszy sposób na niego znalazł M. Michalski, po ładnej indywidualnej akcji i oszukaniu obrońcy. Strzelił w krótki róg i za bramką Malinowskiego po raz pierwszy zapaliło się czerwone światełko.
Worek z bramkami rozwiązał się w kolejnych tercjach. Zdobyli górale tylko sześć goli. Trzeba położyć nacisk na „tylko”, bo okazji mieli w multum. Powód? Malinowski i rozregulowane celownik gospodarzy. Za to bramki, które padły – palce lizać! Po wspaniałych akcjach.
MMKS Podhale Nowy Targ – GKS Katowice 7:0 (1:0, 3:0, 3:0)
1:0 – M. Michalski – D. Kapica -
Łabuz (10:56)
2:0 – Zarotyński – Bryniczka – M. Michalski (24:03 w przewadze)
3:0 – Wielkiewicz – K. Kapica – Gruszka (29:12 w przewadze)
5:0 – Gruszka – Wielkiewicz - Dziubiński (40:17)
6:0 – Barajew – Zarotyński - Bryniczka (48:06 w przewadze)
7:0 – K. Kapica – Wronka – P. Kmiecik (56:13)
Tekst Stefan Leśniowski
Zdj. Michał Adamowski, film - Filip Pałgan























