22.09.2014, 21:43 | czytano: 4246

To były piękne dni

Nie da się przejść obojętnie obok tego, co wydarzyło się późnym niedzielnym wieczorem. Rzadko się zdarza, by nasz kraj gościł największą imprezę świata. Rzadko się zdarza, by na niej biało –czerwoni, w grach zespołowych, stawali na najwyższym stopniu podium. Tego dokonali polscy siatkarze!
Słabość infrastruktury sportowej, brak środków, sprawiały, iż poważne turnieje omijały nasz kraj. Dlatego też nigdy nie udało się nam wywalczyć mistrzostwa świata na własnej ziemi. Przez blisko sto lat istnienia takich imprez zorganizowaliśmy ich bardzo mało. O tytuły mistrza globu rywalizowano zaledwie trzykrotnie, z czego dwa razy hokeiści (1931 i 1976) i teraz siatkarski Mundial.
W grach zespołowych tylko dwa razy byliśmy mistrzami świata. W obu przypadkach dokonali tego siatkarze. W katowickim „Spodku” powtórzyli wyczyn chłopców Huberta Wagnera z 1974 roku. To wtedy niżej podpisany zaraził się siatkówką, przepięknym sportem. Pamiętam te zarwane noce, gdy biało -czerwoni walczyli w Meksyku, a dwa lata później sięgali po olimpijskie złoto w Montrealu. Ślęczało się przed czarno- białym telewizorem i ściskało kciuki za wybrańców Wagnera. Pamiętam bardzo dobrze jego złotą drużynę, bo przecież do najważniejszej imprezy przygotowywała się w Nowym Targu, w hali Gorców. Oglądałem te katorżnicze treningi. Teraz, po 40 latach czekania nasi siatkarze ponownie zostali mistrzami świata! Cała czternastka wybrańców Stephana Antigi zdobyła to samo miejsce w historii polskiego sportu, co Hubert Wagner, Stanisław Gościniak, Wiesław Gawłowski, Tomasz Wójtowicz czy Ryszard Bosek – i oczywiście cudowna reszta.

- Nie wiem, czy jestem dobrym, czy złym trenerem, ale wiem, że mam pomysł na prowadzenie drużyny – mówi selekcjoner biało –czerwonych Stephane Antiga, który podobnie jak Wagner dostał kadrę we władanie zaraz po zejściu z boiska. Stephane wpisał się do Księgi Rekordów, bo jest pierwszym trenerem, który w tym samym roku został mistrzem Polski jako zawodnik i mistrzem świata jako trener.

Zbudował nową drużynę. Wielu zarzucało mu, że nie zabrał na mistrzostwa wielkie gwiazdy siatkówki, ale on miał koncepcję i ścisłe się jej trzymał. Francuz zaimponował wszystkim swoim spokojem i poczuciem pewności w tym, co robi. Z daleka wyczuwa się chemię, która jest między nim i siatkarzami, czyli wzajemne zrozumienie, szacunek, posłuch. Antiga sprawia wrażenie, że jest jednym z zawodników, ale w trudnych chwilach jego podopieczni zerkają na niego i szukają pomocy, chcą mieć poczucie, że jest ich wodzem. Trener językiem ciała dawał do zrozumienia, że panuje nad wszystkim. Nie widziałem żadnych nerwowych reakcji, nawet, gdy byliśmy pod ścianą. Panował nad wszystkim. Żadnych nerwowych ruchów, tylko spokój i opanowanie. To się udziela sportowcom, którzy potrzebują mentalnego wsparcia, bo przecież od nich wymaga się zwycięstw. Podziwiam Antigę także za to, że potrafił otoczyć się odpowiednimi ludźmi, że zna swoje słabości, które uzupełnił dobierając odpowiednich współpracowników. Myślę tu głównie o Phillipe Blainie, który był kiedyś trenerem Antigi i który ma ogromne doświadczenie. A doświadczenie to największa słabość rodzimych trenerów. Nie wstydził się podeprzeć starszym rodakiem. Ilu młodych trenerów w piłce nożnej czy hokeju potrafi się przyznać do swoich braków i zaufać doświadczonym współpracownikom? Czy któryś z naszych trenerów odważyłby się sięgnąć po dojrzałych asystentów, mądrzejszych w obszarach, w których oni mają braki?

Mundial to także organizacyjny sukces Polaków. To także sukces wspaniałych kibiców, których mają polscy siatkarze. Gołym okiem widać różnicę w zachowaniu publiczności siatkarskiej w porównaniu do tego co mamy do czynienia na piłkarskich stadionach. Byłem pod wrażeniem zachowania widzów już podczas otwarcia Kraków Arena, podczas meczu z Brazylia, a potem w Memoriale Wagnera z Rosją. Trzeba być w hali, by przeżyć coś niesamowitego, co pozostaje w pamięci na całe życie. To jest także lekcja historii, wychowania obywatelskiego dla młodych. A młodych coraz więcej w siatkarskich halach, bo całe rodziny kibicują siatkarzom. Kibic z Brazylii czy Rosji może siedzieć obok kibica z Polski i nikt nie pali flag, nikt nie bije w mordę.

Naszych kibiców chwalili zagraniczne media. Nawet rosyjskie. Sport Ekspress napisał po meczu z Rosją: „ Nie ma wątpliwości, że ogromny wkład w zwycięstwo Polski mieli kibice. Wielkie brawa dla nich. Bez ironii, bez podtekstów. To oni czynią te mistrzostwa takimi, jakie są. Choć część zaczęła gwizdać podczas rosyjskiego hymnu, cała reszta – czyli zdecydowana większość – biła brawo. Należy się za to szczery szacunek”. Nic dodać, nic ująć.
Nieprawdopodobny maraton (trzy tygodnie, 103 mecze) dobiegł końca. Dla nas z happy endem. Wydaje się, że Mundial już zyskał status najlepszego turnieju w historii. – Polska jest jednym z najlepszych, jak nie najlepszym krajem dla siatkówki – powiedział trzykrotnym mistrz świata Andera Gardini. – Brazylijczyk (szef FIVB –przyp. aut.) zapytany o to, kto będzie gospodarzem następnych mistrzostw, wzruszył tylko ramionami. Podobnie zachował się, gdy zapytano go, czy w Polsce wkrótce będą rozgrywane kolejne turnieje. Usłyszałam nawet, że ktoś zaczął się zastanawiać, że skoro tu jest tak świetnie, to może nie ma sensu szukać na siłę jakiegoś innego kraju. Na szczęście takiego pomysłu nie ma, bo być nie może.

Polscy kibice pobili rekord oglądalności. Ponad 600 tysięcy widzów oglądało Mundial, hala w Krakowie wypełniona była po brzegi, a przecież w grodzie pod Wawelem nie grali biało - czerwoni. Mundial przed czterema laty oglądało ciut ponad 300 tysięcy widzów. Mecz otwarcia był hitem, chyba nie do pobicia. Na meczu siatkówki zgromadziło się blisko 70 tysięcy kibiców. Mecz finałowy w Spodku śledziło 12 tysięcy, a wokół niego w strefie kibica 20 tysięcy! Takich stref było mnóstwo, niemal w każdym mieście.

To były cudowne chwile polskiego sportu, to już nie tylko Mexico City, nie tylko Montreal, ale także Katowice. W pamięci zostanie sukces, ogromny sukces i oszalały z emocji Spodek, Atlas Arena… I my wszyscy. Można tylko żałować, że wiele jest dyscyplin zespołowych w naszym kraju, którym nie było i pewnie nie będzie dane doświadczyć tego, co przeżyli siatkarze i ich fani. Należy żałować, że to tylko siatkarze potrafią kibicom dostarczać tyle radości. Na usta ciśnie się pytanie: Dlaczego w siatkówce się da, a w innych grach zespołowych się nie da?

Stefan Leśniowski

Zobacz więcej na

Może Cię zainteresować
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl