Protest zorganizowała na białodunajeckim cmentarzu rodzina Pawła Ziętkowicza, który rok temu zmarł po imprezie w remizie w wyniku odniesionych obrażeń.
Przed protestem odprawiona została msza święta w intencji zmarłego strażaka. Po niej, kilkadziesiąt osób, z transparentami ruszyło ulicami miejscowości, aby wyrazić swój sprzeciw wobec opieszałości organów ścigania. Okrzykami domagali się sprawiedliwości. Towarzyszyła im policja, która zabezpieczała przemarsz. Od tragicznej śmierci Pawła Ziętkowicza minął już blisko rok, a nadal nikomu nie postawiono zarzutów. Jego pobicie zarejestrowała kamera z monitoringu. Zmowa milczenia?
Protestujących mijało wiele osób, jednak niewielu przechodniów zdecydowało się na przyłączenie do pochodu. Część mieszkańców przyglądała się zza okien, inni odwracali wzrok. Protestujący, swoimi działaniami, chcą zakończyć zmowę milczenia w miejscowości.
- Ludzie obudźcie się! Co wy robicie? Każdy ma dziecko lub kogoś bliskiego, postawcie się w naszej sytuacji - krzyczała jedna z protestujących.
Wydarzenia tamtej nocy
Przypomnijmy, 25 - letni Paweł Ziętkowicz należał do Ochotniczej Straży Pożarnej w Białym Dunajcu. Jak mówi jego mama, bardzo chętnie angażował się w działania i akcje strażackie. W nocy z 1 na 2 sierpnia został pobity w czasie imprezy w remizie strażackiej. Zmarł zaledwie kilka dni po pobiciu. Sprawę od roku bada prokuratura.
ip/




















