Z urodzenia nowotarżanin, od 30 lat zakopiańczyk. Na Podhale24.pl zakończyliśmy publikację powieści Andrzeja Finkelstina pt. "Melina Lenina, czyli o tym jak Wacek odrabiał wojsko w Poroninie". Wraz z autorem, zachęceni reakcją czytelników, publikujemy kolejne utwory Andrzeja Finkelstina - wybrane opowiadania z tomów pt. "Nokaut" i "Moje podróże autobusikiem". Są to swobodne opowieści i spostrzeżenia na różne tematy społeczne i psychologiczne w formie opowiadań, często czarno-humorystycznych, zazwyczaj mające drugie dno i morał. Kolejne opowiadania publikujemy co wtorek na Podhale24.pl. Dziś "Ponura dziewica".
Nokaut _ Ponura dziewica/Fantástico Chico Blanco/Anżel usadowiła się wygodnie w fotelu. Gładko wydepilowane i całkiem jeszcze zgrabne nogi podkuliła pod siebie. Wyjętym z cedrowej skrzyneczki kubańskim cygarem zaczęła przeciągać delikatnie po udzie. W ten sposób testowała tytoniowy rarytas. Sprawdzała twardość zwiniętych liści, ich wilgotność oraz stan rolowania. Dobrze zwinięte i lekko szorstkie liście zapadały się niewinnie w zakamarkach niedawno zawiązanego i jeszcze niezbyt dużego cellulitu, przyprawiając ją o dreszcze zadowolenia. Zapach miały wytworny. Egzamin wstępny cygaro zaliczyło, przeszła więc do kolejnego etapu.
Inkrustowaną kolorowym egzotycznym drewnem gilotynką otworzyła cygaro, a następnie zacisnęła je lekko zębami. Jej usta zuchwale ułożyły się na cygarze, a układ nerwowy wyłapał smak tytoniu. Poczuła lekko słodkawy, gorący i jednocześnie gorzki aromat. I o to chodziło. Jej ulubione cygara, obowiązkowo z dobrej półki, posiadają kilka wspólnych cech. Korzenny, słodki, ziemisty i jednocześnie orzechowy smak. Każda z tych nut posiada dodatkowo różnorodne odcienie, które ten aromat oddają. Najbardziej ceniła sobie te z charakterem gorzkiej czekolady, czarnego pieprzu i orzecha włoskiego.
Anżel ponad wszystko uwielbiała dobry tytoń. Nie mężczyzn, nie kwiaty, nie pocałunki, tylko tytoń. Kochała jego zapach, smak, gorący żar i to, jak spadający popiół w postaci drobnych płatków rozpraszał się na jej ciele, niczym konfetti na jarmarcznej zabawie. Wreszcie zapaliła. Szaro-błękitny dym niemal natychmiast wypełnił całe pomieszczenie. Nastąpiło odprężenie. Nic nie mogło zakłócić takiej chwili.
Siedziała w fotelu, nieruchoma jak gipsowa figura jakiejś latynoskiej świętej, różniąc się od niej tylko tym, że z ust, zamiast modlitwy, wypuszczała gęste chmury dymu. Dym układał się w dziwaczne cherubinki, które chwilę po narodzinach spadały na podłogę jak martwe gołębie. Anżel patrzyła na nie jak na własne dzieci, niechciane, ale uparte w swoim istnieniu.
W wyniku działania nikotyny, zaoranej alkaloidami i emocjonalnej aberracji, pod jej powiekami zaczęły przemykać różnorodne obrazy. Płynna miarowość sekcji rytmicznej bluesowego bandu z zapuszczonego analogu, pulsowała w jej skroniach. Obrazy, które sunęły na ekranach powiek, taktowane były "na dwa". Grała też muzyka jej duszy. Smakowity ekwiwalent erotycznej igraszki panny Lewiński paliła delikatnie, pieszcząc go wargami. Celebrowała dzieło, a jego cudowny smak wybrzmiewał w ustach, nie w pucach.
Cygaro, ma się ono tak doskonale i mocno, że swego czasu uchroniło od impeachmentu prezydenta mocarstwa odkrytego przez Amerigo Vespucciego. Potrafi ono uratować niejedno imperium i upokorzyć niejednego władcę.
Anżel wciągała dym krótkimi, płytkimi pociągnięciami i doświadczała pełnego smaku tytoniu. Pod zmrużone powieki powoli wdzierał się sen. Sen złożony z ogniw i odprysków rzeczywistości. Zdarzenia sprzed kilkunastu lat mieszały się z teraźniejszością. Nie było w tym żadnej chronologii. Ale czy w tym momencie miało to jakieś znaczenie? Być może tak, ale nie dla niej. Moc sennych obrazów potrafi być niezwykle tajemnicza. Ale po co się w nią zagłębiać i ją czytać? Dopadł ją wreszcie jej ulubiony niepokój, kolejny element nasycenia. Uwielbiała go. Normalna kobieta, choć posiada nieliczoną ilość kompleksów i fobii, na ogół potrafi się zmierzyć z takimi dziwacznymi obrazami, ale nie ona. Może by nawet potrafiła, ale nie próbowała. Lubiła te masochistyczne i dręczące wyobrażenia, i nie walczyła z nimi.
Płomień z gazowego kominka był równie gorący jak żar skwierczącego bukowego drewna. Dawał ciepło i ładnie wyglądał, ale to nie było to samo. Różnica była równie wielka jak w przypadku aktu miłosnego z prawdziwym mężczyzną a wibratorem. Niby to dobre i tamto dobre, a jednak nie identyczne, choć efekt końcowy można porównywać.
Teraz jednak brakowało woni palonej żywicy, wyciekającej z kurczącego się drewna, dźwięku trzaskających w ogniu iskier i tego specyficznego zapachu okraszonego dymem. Dla Anżel nie było to jednak istotne. Dla niej, osoby, która nigdy nie pogodziła się z realiami rzeczywistości, takie szczegóły straciły już dawno znaczenie. Ponad wszystko pragnęła jedynie ciepła. Dosłownie i w przenośni. To pierwsze było dostępne zawsze, kiedy tylko chciała. To drugie zaś utraciła tak dawno, że sama już nie pamiętała, kiedy. Sądziła, że stos już dawno dla niej zgasł. Zagubiła się gdzieś w kieracie codzienności, zaś szacunek do siebie i starych idei kolidował z nowymi niepewnymi wartościami.
Mężczyźni jej unikali, pewnie dlatego, że zaczęła przypominać trupa osmolonego dymem. Wieść niesie, że trafił się kiedyś jeden śmiałek, który po krótkiej znajomości próbował ją pocałować, ale podobno od tamtej pory straszy wypalonymi ustami a zamiast wnętrzności, ma teraz kawałek węgla. Żar był jej jedynym kochankiem. Pieścił jej usta cierpliwie i żmudnie, zostawiając ślady jak po brutalnym romansie.
Popiół mieszał się z potem, a lepka warstwa tworzyła nalot przypominający kieckę wyjętą z pieca. Gdyby umarła, nikt by tego nie zauważył. Zostałaby po niej tylko kupa popiołu, którą kiedyś ktoś zgarnąłby łyżeczką do popielniczki, uznając, że jest to pozostałość po doskonałym cygarze. Następnie popiół ten zostałby wystawiony na aukcję. Później zaś jakiś przypadkowy profesor lingwistyki stosowanej, nabywszy go za niebotyczną kwotę, zmieszałby go ze swoją ulubioną amforą, zajarałby fajkę i zaciągnął się tak mocno, że zakaszlałby własnymi migdałkami, a z jego nosa wydobyłby się dym czarny jak sadza w kształcie dziewicy dziewiczej aż do mdłości.
I mogłoby się tak stać. Wyobraźmy sobie, że pierwszym kandydatem byłby na przykład jakiś miejscowy adwokat, który zakaszlałby się na śmierć, wypluwając płuca jak dwie różowe gąbki. Następnym mógłby być chirurg z lokalnej lecznicy. Ten wpierw osunąłby się na glebę, a następnie oddałby ducha, dusząc się własnym stetoskopem. Kolejnym byłby biskup z pobliskiej kurii, który upadłszy na kolana, nie zdążyłby się nawet przeżegnać, błyskawicznie oddając swego ducha z powodu braku tlenu.
Wygrałby stary kominiarz, mający doświadczenie z sadzą i dymem. Byłby idealny, milczący, wierny i całkowicie bez grzechu czystości, osmolony do cna. A kiedy ta dymna postać obdarowałaby go pocałunkiem, ten rozpadłby się w kupkę sadzy, którą wciągnęłaby nosem, by móc doznawać szalonego haju. Byłby to jej pierwszy naprawdę udany związek.
Na szczęście to tylko oniryczne hipotezy. Nic takiego nie mogłoby się przecież wydarzyć.
Tymczasem drewno w kominku nie trzaskało, a iskry nie chciały radośnie przeskakiwać z kłody na kłodę. Klasyczny brak życia. Nieprawdziwy ogień z kominka rzucał sztuczne, kruche światło, animując je w glazurze podłogi. Wszystko jakby lekko drżało. Drżało też serce Anżel. Aż dziw, że nie pękło. Ciało niby nie stare, ale dusza jakaś zużyta. Otworzyła oczy i przetarła je dłonią. Postanowiła przestać roztkliwiać się nad sobą. Uznała, że nie jest to dobre. Zapetowała cygaro. Spojrzała w lustro i stwierdziła, że należy się jej solidne cowboy wash. Jednak odłożyła to na później i w ciągu zaledwie kilku chwil pobieżnie odświeżyła swój wygląd.
Wyszła... Nie po to, by zapomnieć, lecz po to, by zacząć nowe, ciekawsze życie. Wyszła na męskie dziwki. Kiedyś wreszcie trzeba przestać być dziewicą.
***




