FELIETON. "Z punktu widzenia sportowego wycieczek na Wisłę nie polecam. Poziom taki sobie, a oglądać ciężko. Ale z punktu widzenia socjologicznego, a może i więcej, a, to już co innego. Niezwykłe zjawisko. Jakaś metafora obecnej Polski" - przekonuje Maciej Jachymiak, lekarz i nowotarżanin, były wicestarosta nowotarski i polityk.
Drodzy Czytelnicy!Skierowano mnie na parking za starą halą. Obskurne budy, zapuszczone trawniki. W centrum Krakówka. Że tam jeszcze nie wlazła żadna patodeveloperka? Sam stadion piękny inaczej, ale duży. Wisła contra Ruch. Kiedyś klasyk. Dziś kiepsko, ale ma być lepiej. Kibiców Ruchu sporo. Miałem tam znajomych, bo kiedyś jak Ruch grał z Arką to daliśmy po piwku na plaży w Gdyni. Potem polazłem brzegiem do Sopotu, a oni z nudów naprali jakichś meksykańskich żeglarzy. Była sprawa karna. Dziś dostaliby pewnie medal od prezydęta.
Na początek hymny. Grafomańskie koszmarki, ale to chyba norma. Potem sędzia zaczął i za chwilę przerwał. Obie kibolki robiły taką piro nawałnicę, że się nie dało grać. Kolorowa mgła i koszmarny smród. Gorzej jak zimą na nowotarskim rynku. Tych przerw było w sumie trzy, na jakie pół godziny. Ale jak żyleta Wisły pokryła się folią i sobie pod nią skakała, to dało się oglądać.
Owe pokazy wywoływały aplauz reszty widowni. Tysiące petard, fajerwerków, ładunków dymnych i hukowych. Wszystko wprowadzone za zgodą klubu. Zorganizowane. Z nagłośnieniem, przez które liderzy żylety zapodawali okrzyki i pieśni. Także do muzy religijnej. To pewnie wynik kibolskich pielgrzymek na Jasną Górę. A jakie do nich słowa! Np. żeby spalić stadion na Łazienkowskiej. I inne o miłości bliźniego.
Dzielnie wytrzymałem, choć moje płuca odmawiały współpracy. Mam więc jakąś syntezę, którą się podzielę. Kolega rzucił hasło, że to spektakl przestępczości zorganizowanej. Zgoda. Przestępczości, bo pirotechnika na stadionach jest zakazana. Podobnie jak inne rzeczy, które w Krakówku serwują. A zorganizowanej, bo biorą w niej udział zgodnie: klub, twarda kibolka, związek kopanki, no i pospólstwo, dla którego ów spektakl jest przeznaczony. Wszystko pod czujnym okiem nieprzebranych zastępów policji, które pilnują, by łamanie prawa przebiegało zgodnie z prawem.
Posunę się dalej i porównam toto do zdarzenia z czasów, gdy Wisła rodziła się. Krakoskie wesele. Jeden z gości opisał je, alegoryzując do sytuacji Polski, którą uznał za nieciekawą. Bo miała złoty róg, a ostał się jej ino sznur. Co prawda kilkanaście lat później poszło nam lepiej niż autor przypuszczał, ale sztuka przeszła do kanonu a obecnie znów wydaje się aktualna. Jej remake można oglądać na Wiśle. Nie zalecam jednak cierpiącym na astmę.
Kończąc, przepraszam red. Miśkowca, co marszczy brew, jak nadaję spoza WK Miasta. Dodam, że dzień wcześniej byłem na meczu Podhala. W całkiem odmiennej niż krakoska atmosferze i z innymi problemami. Razem z obserwatorem związku kopanki usiłowaliśmy dojść, co wskazuje zegar boiskowy. Bo właściciel obiektu uparcie twierdził, że działa. Nie doszliśmy. Ale może ktoś z czytelników? A może i to jakaś przenośnia, np. do Naszej Watahy? Zegar ów zamieszczam zamiast mojej, opatrzonej już, gęby.
Maciej Jachymiak




Co ty pier.... nigdy nie reprezentowałeś Krakowskiej Wisły
Marna imitacjo koszykarza
Przekręcasz fakty Wisła była w tamtych czasach klubem milicyjnym a nie policyjnym.
Bazgroły te przekazane do Pupila