NOWY TARG. Czwartkowe Nadzwyczajne Walne Zebranie MMKS rozpoczęło się w oprawie zapewnionej przez firmę ochroniarską. Po kilkudziesięciu minutach to się zmieniło - w nieco zabawnych okolicznościach. Chociaż samo zebranie było raczej poważne i nie zabrakło emocji. Do obecnego 3-osobowego zarządu wybrano jeszcze dwie osoby: młodego zawodnika Jakuba Worwę i zasłużonego trenera - Tadeusza Kalatę.
Walne zorganizowano w Sali Tradycji. Przed drzwiami stali dwaj rośli panowie, którzy uprzejmie informowali, że wejdą do środka tylko osoby, których nazwiska znalazły się na liście. Na marginesie - mnie na liście nie było - ale członkowie zarządu zgodzili się, by Podhale24 przysłuchiwało się obradom. Jak się potem okazało zamknięcie tych akurat drzwi - nie było zasadne. - Na podsumowania przejdzie czas po sezonie. Wtedy zrobimy to w szczegółach, udokumentujemy pewne działania i historie - rozpoczął posiedzenie Leszek Tokarz. - Nie ukrywam, że w 2024 roku, godząc się na wejście do zarządu i przyjęcie funkcji prezesa MMKS miałem inne oczekiwania i inną wizję tego, co się wydarzyło. Przez parę miesięcy byłem też chory, nie byłem w stanie uczestniczyć w posiedzeniach zarządu. Sprawy potoczyły się tak - jak nie powinny. Część decyzji rozumiem, a części nie - przyznał.
Prezes Tokarz nawiązując do odejścia z zarządu we wrześniu ub. r. kilku osób - nazwał to "nieprzyjemną sytuacją, która miała wpływ na to, co się dalej działo". - Rezygnacja i odejście części kolegów z zarządu - bez uprzedzenia, z dnia na dzień - była skrajnie nieodpowiedzialna ze względu na to, co mogło się wydarzyć z młodzieżą w MMKS Podhale Nowy Targ. Mogło to spowodować paromiesięczne przerwy w szkoleniu młodzieży. Podjęliśmy wyzwanie i poprosiliśmy Andrzeja Słowakiewicza o wejście do zarządu - i mogliśmy dalej działać. A zarzuty były bardzo poważne i nie wszystkie były prawdziwe. Daliśmy sobie i z tym radę. Zostaliśmy opisani jako "zarząd nielegalny", mówiono, że są różne nielegalne rzeczy w stowarzyszeniu. Zastaliśmy to, co zastaliśmy. Żałuję, że zarząd nie prosił się o to, by czyścić te rzeczy. Ale mieliśmy mało czasu: październik, listopad, grudzień - wielkie wyzwania, wprowadziliśmy I ligę. Ten zarzut sprzed sezonu o "założeniu drużyny" do 1 ligi, że pieniądze z MMKS płynęły na 1ligę - się nie potwierdziły. A co najważniejsze - dzięki pieniądzom, które załatwiliśmy w październiku - utrzymaliśmy MMKS do połowy grudnia. Wcześniej żadnych pieniędzy nie otrzymaliśmy - od sierpnia do połowy grudnia. Udało się nam zebrać ponad 100 tysięcy od sponsorów i na 1 ligę dzieliliśmy, i na młodzież, i z tego jesteśmy dumni - mówił Leszek Tokarz.
"Ciekawe historie opowiem po sezonie"
Taką obietnicę złożył zebranym Leszek Tokarz.
Wcześniej mówił, że na zarząd - a tworzyli go jeszcze w czwartek przed południem: Leszek Tokarz, Jacek Pudzisz i Andrzej Słowakiewicz - były silne naciski i ponaglenia, by zwołać walne zebranie.
- Wiedzieliśmy, że to walne ma rozpocząć "nową erę Podhala Nowy Targ". Z nami, czy bez nas. Każdy, kto tu usiądzie powie wam: jest wszystko wyczyszczone. Dlatego odbywa się to walne nie w grudniu, nie w styczny, ale teraz. Pokazujemy dokumenty, które znaleźliśmy, uporządkowaliśmy, zweryfikowaliśmy - będą zalążkiem czegoś nowego. /?/ Rozpoczęliśmy różne rozmowy. To sprawa klas sportowych, Szkoły Mistrzostwa Sportowego na bazie w Zakopanem. Dziś największym problemem jest ilość dzieci. Jak znajdziemy tyle dzieci to utworzymy klasę Szkołę Mistrzostwa Sportowego. Co do szkolenia, czy funkcjonowania klubu sportowego - rozpoczęto rozmowy z szefem szkolenia młodzieży z Popradu - chcemy odnowić współpracę. Możemy wystartować w Lidze Karpackiej. Te rzeczy jesteśmy w stanie dopiąć- zapewniał.
Pojawił się też watek "medialnych zarzutów wypływających od Stowarzyszenia Dalej Podhale".
- We wrześniu 2025 roku nastąpił desant na MMKS Podhale. Wpłynęło 20 wniosków o przyjęcie w poczet członków osób z tego stowarzyszenia. Jest zarzut, że nie rozmawiamy - co jest nieprawdą, ale te fakty upublicznimy po sezonie. Ciekawe historie opowiem po sezonie - zapowiedział Leszek Tokarz.
"Proszę otworzyć drzwi"
W pewnej chwili na salę, gdzie trwało zebranie wszedł Jędrzej Furca.
- Nie mogą państwo mieć ochrony na obiekcie MCSiR. Sala tradycji nie jest wynajęta dla MMKS. Chcecie robić zamknięte spotkanie - to proszę się przenieść do sali, które wynajmujecie. Nie możecie decydować - kto wchodzi do miejskiego obiektu - powiedział do członków zarządu administrator obiektu.
- Co pan chce przez to powiedzieć? Proszę skontaktować się z Miejskim Centrum Sporty i Rekreacji - próbował opanować sytuację pełnomocnik MMKS - Krzysztof Jakobiszyn.
- Ja jestem dyrektorem MSCiR. Informuję pana, że to spotkanie nie może być prowadzone za zamkniętymi drzwiami. Chcecie się zamykać- proszę to robić w pomieszczeniach wynajmowanych dla MMKS: w VIP, biurze MMKS, czy szatni. Mam skargę od mieszkańców Nowego Targu, że nie mogą korzystać z sali, nie mogą wejść do miejskiego obiektu. Możecie tu państwo zostać, ale proszę otworzyć drzwi. Decyzja należy do was. Jak się potrzebujecie zamknąć - proszę bardzo, macie swoje wynajmowane pomieszczenia. Ta sala - nie jest. Nie chcę, żeby te drzwi były zamykane przed mieszkańcami. Proszę albo wpuścić osoby, które stoją przed drzwiami, albo się przenieść do wynajmowanych przez siebie pomieszczeń - oświadczył dyr. Furca.
W pierwszym momencie zapadła decyzja "przenosimy się". Ale w końcu wszyscy zostali na miejscu. Było to jednak poprzedzone uwagami pod adresem Jędrzeja Furcy: "możemy się przenieść, chyba, że pan nam zagwarantuje, że osoby które wejdą będą się zachowywać poprawnie", "czy weźmie pan odpowiedzialność za to, co się stanie", "panu też się może coś stać".
- Ale skąd w ogóle założenie, że coś się stanie? - nie krył zdziwienia Gabriel Wolski prezes stowarzyszenia Dalej Podhale.
W odpowiedzi usłyszał, że "poprzednie walne prowadzone było przez nieuprawnioną osobę, a samo spotkanie było nie tyle zebraniem, co jarmarkiem", a to obecne walne miało służyć spokojnej rozmowie i stąd obecność ochroniarzy.
Interwencja poskutkowała - drzwi zostały otwarte, a rodzice zawodników weszli spokojnie na salę.
Rodzice przeciwko Andrzejowi Słowakiewiczowi
W ich imieniu odczytany został list - podpisany przez ponad 20 rodziców.
50 członków klubu, a gdzie reszta?
Kolejną część zebrania poprowadził prawnik, Krzysztof Jakobiszyn będący pełnomocnikiem zarządu MMKS. Podjął się on uporządkowania prawnych kwestii funkcjonowania stowarzyszenia. - Nie róbmy przewrotu, bo to się może źle skończyć - przestrzegał. Mówił, że rozumie, iż problemy są, że istnieje spór, pretensje, że trzeba brać pod uwagę zasady etyczne - szczególnie w kontekście zasad dotyczących szkolenia i wychowania młodzieży, że jego zadaniem jest zminimalizowanie konfliktu.
Swoje zadanie zaczął od wyjaśnienia konieczności zalegalizowania w fiskusie sposobu i terminu składania rozliczeń finansowych. Tu spotkał się ze zrozumieniem. Potem zaczęły się schody.
Odrzucono proponowane zmiany w statucie. Mimo ostrzeżeń, że może to oznaczać "zmniejszenie szans na finansowanie treningów młodzieży", że trzeba ogarnąć statut, który uchwalony został w 2015 roku i pomimo poprawek w kolejnych latach, które nie mają jednak mocy prawnej - nadal zarząd może np. bez uzasadnienia odrzucać wnioski o członkostwo w MMKS - tych zmian nie udało się wprowadzić i nie uchwalono nowego statutu.
Na wczorajszym zebraniu - zgodnie z listą mogło się spotkać 50 członków. Było 35. Wśród nich - były prezes MMKS co wywołało u niektórych obecnych - widoczne niezadowolenie.
Z danych z 2022 i 2023 roku wynika, że wtedy członków MMKS było ok. 330. Jak zauważono - część z nich zmarło, część - to zawodnicy, którzy odeszli do innych klubów. A co z pozostałymi? Padły pytania - dlaczego ich nie poszukano. Bez odpowiedzi.
Co się tyczy "nieobecnych" - to właśnie zrezygnowali z pracy wszyscy członkowie komisji rewizyjnej. - Nie ma tego organu, nie ma się jak rozliczać, nie ma jak wyjaśnić statusu tego w jakiej sytuacji znajduje się klub - zauważył Krzysztof Jakobiszyn.
Nowi członkowie zarządu
Podczas walnego wybrano dwóch kolejnych członków zarządu. Obowiązujący statut zakłada, że we władzach MMKS ma zasiadać od 5 do 11 osób.
Wybrano - Jakuba Worwę i Tadeusza Kalatę - pierwszy to młody zawodnik, drugi - zasłużony trener. Tym samym osiągnięto minimum statutowe jeśli chodzi o skład zarządu. Jednak i to nie jest takie do końca pewne, bo usłyszałam, że jeden z obecnych członków zarządu powołany został ponoć nielegalnie.
Padły jeszcze trzy kandydatury do zarządu: Sebastiana Marszałka, Rafała Maciaszka oraz Iwony Stołowskiej. Cała trójka zgodnie stwierdziła, że "chętnie, ale nie w obecnym składzie zarządu" i że "pozostają otwarci na przyszłość, nie w tym składzie osobowym".
Doszło też do spięcia. Słowa Andrzeja Słowakiewicza skierowane do niewiadomo kogo: "popatrzcie tym chłopakom w oczy i powiedzcie im, że nie będzie stypendiów, że może nie będzie sobotniego meczu, że nie było wsparcie w mediach, że musi być pierwsza drużyna i co z seniorami, juniorami" - wywołały oburzenia obecnych na sali.
- To jakiś szantaż moralny? O co panu chodzi? Kto niby jest przeciwko drużynie? - pytali głośno uczestnicy zebrania.
"Nie atakujcie nas"
- Musiałem skorzystać dziś z prawa pełnomocnictwa, bo nie dostałem prawa członkostwa - mówił Rafał Maciaszek ze stowarzyszenia Dalej Podhale. - We wrześniu ub. roku złożyliśmy 20 deklaracji członkowskich, bo uznaliśmy to za jeden ze sposobów wsparcia MMKS i przyniesienia wam 5 tysięcy zł w formie składek z góry. Dzisiaj jesteśmy odbierani jako ci, którzy chcieli przejąć klub. My mamy swoje stowarzyszenie. Jakakolwiek inicjatywa z naszej strony jest tylko i wyłącznie na wniosek rodziców. Jako stowarzyszenie upamiętniamy historie zawodników, działaczy, trenerów. My nie potrzebujemy wchodzić do klubu. Jeśli klub będzie sobie radzić bez naszej pomocy - nie ma problemu. Ale publicznie nas się wyzywa. Jak możemy dotrzeć do panów w zarządzie, żeby przestali pokątnie nas obgadywać, że "przejęliśmy Salę Tradycji, VIP, że chcemy handlować biletami i że ja się pcham do zarządu, bo mój syn przestał grać w piłkę i zaczął w hokej". Ja się nie pcham do zarządu . Tych problemów w MMKS jest tyle, że - chapeau bas - że panowie chcecie się z tym zmierzyć - przyznał.
Z kolei Gabriel Wolski zaapelował, by "z Parkowej nie wychodziły złe rzeczy na Dalej Podhale".- Jesteśmy sojusznikami. Jeśli będziecie na nas źle mówić - to ludzi na trybunach będzie jeszcze mniej. Zostanie 60 osób. Ci ludzie chodzą na mecze dla tych chłopaków, bo reprezentują nasz ukochany klub. Jesteśmy ostatnimi osobami, które chcą zaszkodzić klubowi. Ale ludzie "na mieście" zaczynają mówić - i to nawet niektórzy radni - że my przyjdziemy z pałkami i szalikami. Ja nigdy pałki w rękach nie miałem, ja pracuję w kulturze, a moi koledzy też są poważnymi ludźmi. Nie rzucajcie w nas obelg. Prosimy. Na poprzednim walnym zebraniu zostaliśmy nazwali "ludźmi z ulicy", "blokusiami". To kompletnie niepotrzebne było. Proszę, żebyśmy te rzeczy wyciszali. Każdy z nas ma swoją wrażliwość i te słowa były niefajne. Chcę, żeby to się skończyło. Nagle staliśmy się wrogami? My nie jesteśmy i nigdy nie byliśmy przeciwko drużynie. Takie słowa są niedopuszczalne - mówił Gabriel Wolski.
- Jesteśmy przede wszystkim kibicami. Nie chcemy zarządowi przeszkadzać. Zarządy się zmieniają, burmistrzowie się zmieniają, a kibice są zawsze. Na dobre i na złe. /... /Jak trzeba będzie zrobić zbiórkę, zrobimy - bo robimy ich wiele. Zrobimy i na seniorska drużynę, i pieniądze będą. Pieniądze przyjdą, jak naprawimy całe środowisko - podsumował inny członek Dalej Podhale, Rafał Maciaszek.
Sabina Palka













