Od 1 kwietnia turyści przebywali w schronisku w DOlinie Pięciu Stawów Polskich po tym jak TOPR ogłosił czwarty (najwyższy w polskich Tatrach) stopień zagrożenia lawinowego. W schronisku zostało pięć osób, które dzisiaj (3 kwietnia) zostały przetransportowane śmigłowcem do Zakopanego.
Po godz. 13. śmigłowiec TOPR wylądował na lądowisku pod szpitalem w Zakopanem zwożąc na pokładzie pięcioro turystów, którzy utknęli w schronisku po ogłoszeniu czwartego stopnia zagrożenia lawinowego i zamknięciu Tatr przez Tatrzański Park Narodowy z powodu łamiących się pod naporem śniegu drzew. Zwieziona do Zakopanego piątka czas, który spędzili w schronisku podsumowuje jako bardzo udany.- Było bardzo, bardzo wesoło. Paradoksalnie wszyscy byliśmy tym zaskoczeni. Tak że było fajnie. Z obsługą razem siedzieliśmy i zżyliśmy się. Były różne gry, rozmowy, czytanie książek. Trochę byliśmy sami. Każdy też czasami potrzebował jakiejś tam przestrzeni dla siebie - mówi Artur Grygorowicz spod Łodzi.Podczas gdy w schronisku było ciepło, bezpiecznie i pod dostatkiem jedzenia, na zewnątrz robiło się coraz bardziej niebezpiecznie.
- Do tej pory mogliśmy tylko czuć, jak chodziliśmy zakładając się po pas. Natomiast dzisiaj można było, zobaczyć ogromne nawisy śnieżne, lawiny mogą zejść w każdej chwili. Także słusznie jest czwórka lawinowa i jeszcze przez kilka dni na pewno będzie - mówi Grygorowicz.
Samo doświadczenie uwięzienia przez przyrodę w schronisku turyści uznają jako coś niezwykłego.
em/s














razie czego przyleci.