15.06.2026, 08:18 | czytano: 883

Poznaj Amerykę z Michałem Adamowskim (8) - Oatman na Route 66 (zdjęcia)

Zdj. Michał Adamowski
Wieloletni fotoreporter Podhale24.pl, autor książki "Reporter", kontynuuje swój cykl "Samochodem po Ameryce", który prezentowaliśmy na łamach naszego portalu do 2020 roku, ale tym razem w nowej odsłonie - są to najpiękniejsze, najbardziej ciekawe i niezwykłe miejsca w USA. Dziś Oatman na Route 66.
Na całej Route 66 trudno znaleźć miejsce bardziej niezwykłe niż Oatman. To nie jest zwykłe miasteczko turystyczne. To prawdziwy relikt Dzikiego Zachodu, ukryty w surowych górach Black Mountains w Arizonie. Drewniane chodniki, saloony, pojedynki rewolwerowców, opuszczone kopalnie złota i dzikie osły spacerujące środkiem ulicy sprawiają, że człowiek ma wrażenie podróży w czasie. To moje ulubione miejsce na całej trasie, którą przejechałem do tej pory.
Kiedy jedzie się historycznym odcinkiem Route 66 od strony Barstow, mija się kilka ciekawych miejsc, które lata świetności mają już dawno za sobą. Jadąc w stronę Kingman w zasadzie nie ma po drodze, żadnej większej cywilizacji i praktycznie wszystko wygląda na opuszczone. Podążając jednak historyczną drogą, dojedziemy do Oatman. Już sam wjazd wygląda tak, jakby ktoś przeniósł fragment westernowego planu filmowego prosto na Route 66.

Miasto, które powstało dzięki gorączce złota

Historia Oatman zaczęła się na początku XX wieku, gdy w okolicznych górach odkryto bogate złoża złota. W ciągu kilku lat niewielka osada zamieniła się w prawdziwe górnicze miasto. Powstały hotele, sklepy, saloony, banki i kopalnie. W szczytowym okresie mieszkało tutaj nawet około 10 tysięcy ludzi.

Do transportu sprzętu i urobku górnicy wykorzystywali osły, które świetnie radziły sobie na stromych, kamienistych szlakach Black Mountains. Nikt wtedy nie przypuszczał, że właśnie te zwierzęta staną się kiedyś największą atrakcją miasteczka.

Gdy złoża zaczęły się wyczerpywać, kopalnie stopniowo zamykano. Ostateczny cios przyszedł podczas II wojny światowej, gdy wydobycie złota zostało wstrzymane, a wielu górników opuściło okolicę. Osły wypuszczono na wolność. Ich potomkowie żyją tutaj do dziś.

Osły, które rządzą miastem

Pierwszą rzeczą, którą zauważa się po przyjeździe do Oatman, są nie tylko stare budynki, ale przede wszystkim osiołki, które często stoją na środku drogi i blokują przejazd.

Spacerują środkiem ulicy. Zaglądają do samochodów. Potrafią zatrzymać ruch na całej głównej drodze. Czasem stoją przed wejściem do sklepu, jakby pilnowały interesu. Innym razem spokojnie odpoczywają w cieniu drewnianych werand.

Są potomkami zwierząt wykorzystywanych przez górników ponad sto lat temu. Dziś stanowią symbol miasta i największą atrakcję dla turystów. Wielu podróżników uważa Oatman za jeden z najbardziej charakterystycznych punktów całej Route 66 właśnie dzięki tym zwierzętom.
W internecie można znaleźć setki relacji kierowców, którzy wspominają sytuacje, gdy całe stado osłów zablokowało drogę, zmuszając wszystkich do cierpliwego oczekiwania. Dla mieszkańców to codzienność. Dla turystów - niezapomniane doświadczenie.

W niemalże każdym sklepie z pamiątkami można kupić karmę dla osiołków. Nie wolno karmić ich ludzkim jedzeniem, które mogło by im zaszkodzić. Za to za symbolicznego dolara można dostać specjalną karmę dla zwierząt, które będą ją jadły z ręki.

Route 66 uratowała Oatman
Gdy kończyła się era górnictwa, miasteczko mogło całkowicie zniknąć z mapy. Uratowała je jednak Route 66. W 1926 roku słynna droga została poprowadzona przez Oatman. Samochody jadące między Kalifornią a resztą kraju zaczęły regularnie zatrzymywać się tutaj na paliwo, nocleg i posiłek. Dzięki temu miasto dostało drugie życie. Nie trwało to jednak wiecznie. W latach 50. wybudowano nową, znacznie łatwiejszą trasę omijającą góry oraz niebezpieczne serpentyny Sitgreaves Pass. Ruch zniknął niemal z dnia na dzień. Oatman zaczęło pustoszeć i przez pewien czas przypominało klasyczne miasto duchów.

Paradoksalnie właśnie to uratowało jego wyjątkowy charakter. Ponieważ rozwój zatrzymał się nagle, większość zabudowy zachowała klimat pierwszej połowy XX wieku. Dziś turyści mogą zobaczyć miejsce wyglądające niemal tak samo jak kilkadziesiąt lat temu.

Najbardziej westernowe miejsce na Route 66

Spacer po głównej ulicy Oatman przypomina scenę z filmu. Drewniane fasady budynków, stare szyldy, saloony, sklepy z pamiątkami i kowbojskie dekoracje tworzą atmosferę prawdziwego Dzikiego Zachodu. W sezonie odbywają się tutaj inscenizowane pojedynki rewolwerowców. Aktorzy blokują ulicę, wyciągają colty i odgrywają krótkie westernowe przedstawienia dla turystów.

Niektóre budynki pamiętają jeszcze czasy największej gorączki złota. W wielu miejscach można znaleźć fotografie przedstawiające Oatman sprzed ponad stu lat. Dzięki nim łatwo zauważyć, że współczesne miasteczko niewiele różni się od dawnego.
Legenda Clarka Gable?a i Carole Lombard

Jedna z najbardziej znanych historii związanych z Oatman dotyczy hollywoodzkiej pary - Clark Gable i Carole Lombard. Według lokalnej legendy para spędziła tutaj noc po swoim ślubie w 1939 roku. Dziś dawny hotel Durlin, znany obecnie jako Oatman Hotel, szczyci się pokojem związanym z tą historią i przyciąga fanów starego Hollywood. Choć historycy podważają część opowieści, legenda na stałe wpisała się w tożsamość miasta.

Oatman dzisiaj

Dziś w Oatman mieszka zaledwie kilkadziesiąt osób, ale każdego roku odwiedzają je tysiące turystów z całego świata. Miasto żyje dzięki Route 66, miłośnikom historii oraz wszystkim tym, którzy szukają autentycznych miejsc z duszą.

Nie znajdziemy tutaj wielkich atrakcji, luksusowych hoteli ani nowoczesnych centrów rozrywki. I właśnie dlatego Oatman jest tak wyjątkowe.
To miejsce pachnie kurzem pustyni, drewnem starych budynków i historią amerykańskiego Zachodu. Miejsce, gdzie osły mają pierwszeństwo przed samochodami, a Route 66 nadal wygląda tak, jak w czasach swoich największych lat świetności.

Dla wielu podróżników odwiedzających Arizonę Oatman nie jest jedynie przystankiem na trasie. To jedna z tych lokalizacji, które pozostają w pamięci długo po zakończeniu podróży - trochę śmieszna, trochę dziwna, trochę nostalgiczna, ale całkowicie niepowtarzalna.
Może Cię zainteresować
zobacz także
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl