NOWY TARG. - Czy Miasto wystosowało już swoje stanowisko i wniosek o odrzucenie analizy po-realizacyjnej GDDKiA w sprawie hałasu z zakopianki? - pyta po raz kolejny radna Ewa Pawlikowska tłumacząc, że mieszkańcy wciąż skarżą się na zbyt głośny ruch pojazdów. - Musimy mieć twarde dowody, by podważyć analizy GDDKiA - odpowiada kierownik referatu ochrony środowiska, zaprzeczając, że Miasto nie działa i próbuje oszczędzać na zdrowiu mieszkańców.
Temat nadmiernego hałasu dobiegającego z oddanego do użytku w sierpniu 2024 roku nowego odcinka dwujezdniowej zakopianki niemal od początku połączony jest z protestami m. in. mieszkańców Nowego Targu, którzy domagają się zainstalowania ekranów akustycznych. Krótka historiaW listopadzie 2024. r. w odpowiedzi na apele mieszkańców, GDDKiA odpowiedziała, że stosowne pomiary wykonane zostaną za kilka miesięcy i wtedy zapadnie decyzja. Wtedy też radni uznali, że trzeba zrobić własne pomiary - w kontrze do badań, na które powołuje się inwestor. Pisaliśmy o tym w artykule Będą pomiary natężenia hałasu generowanego przez pojazdy na nowej zakopiance. Możliwe, że Miasto samo za nie zapłaci. Tak też się stało - pomiary wykonano i wyniki zderzono z opiniami GDDKiA. Nie pomogło. Badania zlecone przez Miasto pokazały wyniki tuż "pod progiem" dopuszczalności hałasu.
Pół roku później, po kolejnej serii wymiany dokumentów do ministerstwa, Urzędu Marszałkowskiego i GDDKiA - Urząd Miasta otrzymał odpowiedź, że "wszystko jest w porządku" (tekst: Urząd marszałkowski o montażu ekranów przy nowej zakopiance: "Nie można nakładać obowiązków nierealnych do wykonania".
W 2026 roku znów wrócił temat. Tym razem skupiono się na tym, że Pomiary hałasu wykonano błędnie.
- Po otrzymaniu wyników analizy, zwróciliśmy uwagę na niedoszacowanie natężenia ruchu, bo pierwotny szacunek jeśli chodzi o natężenie ruchu był o 300 procent mniejszy, niż w rzeczywistości jaki obecnie odbywa się na zakopiance. Poza tym w punkcie pomiarowym na osiedlu na Borze - wartości były w granicach dopuszczalności, a biorąc pod uwagę błąd pomiarowy - może się okazać, że są one nawet delikatnie przekroczone - tłumaczył Sylwester Magiera z nowotarskiego UM dodając, iż nieprawdziwy był też termin wykonywania pomiarów.
Dlatego radni nalegali na wykonanie kolejnych pomiarów hałasu z zakopianki.
Badania kosztują
Radna Ewa Pawlikowska, która od kilkunastu miesięcy zajmuje się tematem montażu ekranów akustycznych - nie odpuszcza. Powołuje się na zorganizowane w czerwcu br. spotkanie z ekspertem z zakresu akustyki.
- Czy Miasto wystosowało już stanowisko i wniosek o odrzucenie analizy po-realizacyjnej GDDKiA w sprawie hałasu z zakopianki? Czy wykonamy ponowne badania? Teraz jest na to czas, bo jest duży ruch, mieszkańcy skarżą się, że jest głośno. My nie zgadzamy się z analizą Generalnej Dyrekcji. Czy zdecydujemy się na wykonanie ponownych badań? - dopytywała podczas lipcowej sesji Rady Miasta.
- Musimy mieć podstawy, by podjąć dalsze działania mające na celu zmuszenie GDDKiA, by wykonała zabezpieczenia akustyczne. Pokazywaliśmy, że są nieścisłości w analizie po-realizacyjnej drogi, a w odpowiedzi dyrekcja twierdzi, że wszystko jest w porządku. Jeszcze raz spotkaliśmy się z biegłym sądowym, by oszacować ile by nas kosztowało dodatkowe badanie natężenia hałasu - odpowiada Sylwester Magiera.
Kierownik Referatu ochrony środowiska nowotarskiego Urzędu Miasta mówi, że to "spore koszty". Opieka ekspercka - ok 20 tysięcy, zlecenie badań akredytowanej firmie (analiza obejmująca 7 dni) - ok. 35 tysięcy zł, samo badanie natężenia ruchu ponad 22 tysiące - i to w wersji "optymistycznej" - oznacza kosz to 100 tys. zł.
"Oszczędzanie na mieszkańcach?"
Zdaniem radnej Pawlikowskiej wspomniany biegły z zakresu akustyki nie wykluczał działań dwutorowych: złożenia wniosku o odrzucenie analizy po-realizacyjnej i jednocześnie złożenia przez UM protestu.
- Uważam, że samorząd musi podjąć natychmiastowe kroki administracyjne zanim jakiś urząd wyda oficjalną decyzję. Miasto ma zrobić wszystko, by ochronić mieszkańców przed hałasem i to powinno być dla nas priorytetem. Skupiacie się nad utworzeniem spółki hokejowej, która będzie nas kosztowała dużo więcej. Nie rozumiem, że chcecie oszczędzać na zdrowiu mieszkańców. Mieszkańcy mają dosyć tego hałasu. Proszę o rzetelne potraktowanie tej sprawy. Nie wiem czemu jest opór, by stanowisko Miasta wyrazić - upierała się radna.
- Dokładamy wszelkich starań, by to rozwiązać ten temat. Inne samorządy "z góry" się poddają w walce z tak dużym państwowym podmiotem, a my działamy wzorowo. Przeprowadziliśmy własne badania, nakłoniliśmy GIOŚ do zrobienia badań, prowadzimy korespondencję z GDDKiA i innymi instytucjami, ale nasze możliwości też są ograniczone. Mówię o kosztach, ale tu nie chodzi o oszczędzanie, tylko żeby uzmysłowić iż taka kwota będzie wydana, ale nie wiadomo to coś nam da. My już na samym początku, po otrzymaniu wyników analizy mówiliśmy, że jest wadliwie wykonana. Musimy mieć twarde dane, że są przekroczenia. Bez nich nie jesteśmy w stanie nic zdziałać - powtarzał urzędnik.
Do zarzutu "oszczędzania na mieszkańcach" odniósł się też burmistrz. - Nie oszczędzamy na zdrowiu, ale urząd ma działać w granicach prawa - co sama pani zgłasza do różnych organów. Jak mamy wydać środki publiczne, to musimy wiedzieć czy wydatek ma sens. Tym bardziej, że nie jest to nasze zadanie - tylko Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Uważam, że robimy bardzo dużo, by GDDKiA doprojektowała i wykonała ekrany akustyczne. Nie możemy zlecać badań, bo "bo biegły tak powiedział". Co my potem z taką opinią zrobimy? Położymy ją na półce? Wyślemy do GDDKiA, która powie, że "to ją nie obchodzi"? - mówił Grzegorz Watycha.
Radnej nie przekonał. Ewa Pawlikowska uznała, że "nadal nic się w temacie nie dzieje". - Czekacie na ewentualne badania, których nie zamierzacie zrobić, bo nie będziecie wydawać pieniędzy - powtarzała.
- Zgłosiliśmy zastrzeżenia i pani tę korespondencję z GDDKiA dostała. Więc proszę nie mówić, że nic się nie dzieje w tej sprawie - bronił się burmistrz Nowego Targu.
s/





