Fiakrzy nie wyjechali w sobotę na trasę do Morskiego Oka, jednak protest na Palenicy Białczańskiej nie zakończył sporu o przyszłość transportu konnego. DIOZ poinformował o zniszczeniu plakatu i zażądał dymisji dyrektora TPN, a przewoźnicy zarzucili aktywistom manipulację.
Sobotnia pikieta odbyła się na Palenicy Białczańskiej. Jej uczestnicy domagali się zakończenia przewozów konnych na trasie do Morskiego Oka. Tego dnia fiakrzy nie rozpoczęli pracy i nie wozili turystów. Jak wyjaśnili, zawiesili kursy ze względu na bezpieczeństwo turystów i koni oraz chęć uniknięcia eskalacji konfliktu.Po proteście Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt poinformował, że jego przedstawiciele zostali obrażeni przez mężczyznę ubranego po góralsku, który miał również zniszczyć ciupagą jeden z plakatów. Aktywiści określili zgromadzenie jako pokojowe i zapowiedzieli, że będą wracać na Podhale aż do zakończenia transportu konnego.Do zarzutów odniosło się Stowarzyszenie Przewoźników do Morskiego Oka. Zapewniło, że mężczyzna widoczny podczas incydentu nie jest członkiem organizacji, nie pracuje i nigdy nie pracował jako fiakier na trasie, a także nie mieszka w gminie Bukowina Tatrzańska. Przewoźnicy zarzucili protestującym manipulację, brak znajomości warunków pracy koni oraz próbę wywołania emocjonalnych reakcji na potrzeby nagrań publikowanych w internecie.
Stowarzyszenie podkreśliło, że każda para koni wykonuje najwyżej dwa kursy dziennie, a pomiędzy nimi ma co najmniej dwugodzinną przerwę. Według przewoźników jeden kurs obejmuje około 60 minut jazdy pod górę, godzinę odpoczynku na Włosienicy oraz około 30 minut zjazdu.
r/




