25.11.2022, 18:40 | czytano: 2370

Szarotki kwitną na lodzie. Dekada Wojasa

Zachęcamy do przeczytania szóstego, ostatniego odcinka wspomnień, nawiązujących do 90-letniej historii KS Podhale.
Po zdobyciu w 1987 roku tytułu mistrza Polski przez zespół Walentego Ziętary i niedotrzymaniu słowa przez ówczesny zarząd klubu w sprawie gratyfikacji rzeczowych, mistrzowska ekipa znalazła się na równi pochyłej.
Transformacja polityczno-gospodarcza sprawiła, że utrzymujący hokej kombinat obuwniczy upadł i klub znalazł się na zakręcie. Próby łatania dziur w ogólnym bałaganie spotkały się z ostrą krytyką nowotarskiej społeczności, nadal zakochanej w hokeju.

Nowotarska społeczność zakochana w hokeju

Z inicjatywy sporej grupy sympatyków „Szarotek”, wśród których znaleźli się przedstawiciele różnych zawodów i grup społecznych miasta, w 1992 roku powstała Fundacja im. Elka Kilanowicza, której zadaniem było ratowanie klubu. Pomysł zaakceptowały władze miasta, dokładając fundacji administrację placu targowego, co było niezwykle ważne dla finansów klubu, gdyż dochody szły na działalność sportową. Sprowadzono Ewalda Grabowskiego, znakomitego szkoleniowca z Łotwy, dwóch niezłych obcokrajowców z kierunku wschodniego i na koncie zdobytych tytułów pojawiła się trzynastka.

Ewald Grabowski

Wtedy jeszcze nie spodziewano się, że może to być feralna liczba. Wszystko dobrze funkcjonowało do czasu, kiedy okazało się, że restrykcyjne wówczas przepisy transformacji gospodarczej ugodziły finanse fundacji, pozbawiając klub środków do życia.

Niebawem na walnym zgromadzeniu klubu „Podhale” w sali obrad nowotarskiego ratusza pojawił się „mąż opatrznościowy”, Wieńczysław Kowalski, właściciel firmy obuwniczej CSZ. Na początek zadeklarował olbrzymie jak na tutejsze warunki sumy, a otaczających go często przypadkowych ludzi obsypywał banknotami, nierzadko fundując nocne rozrywki w stolicy Tatr. Dla pana Wienia nie było wtedy problemu z zaległymi wypłatami dla zawodników, po prostu brał z półki swego gabinetu pudełko po butach i wyjmował z niego plik banknotów. Proceder funkcjonował nieźle, więc nikt nie zwracał uwagi na występki wizjonera; bon vivanta bronił tytuł mistrzowski, tak bardzo upragniony na Podhalu. Aż w pewnym momencie zabrakło pieniędzy, zniknął także gdzieś Kowalski. Bańka mydlana pękła!

Po spektakularnym upadku ojcowie miasta podjęli decyzję o rozwiązaniu tego towarzystwa i jednocześnie o utworzeniu nowego klubu z elementem „Młodzieżowy” w nazwie, aby było zgodnie z literą prawa. Chętnych do objęcia klubowych sterów nie brakowało, ale większość z nich wolała siedzieć w mesie… Nastał czas radosnej twórczości, której skutków należało się spodziewać. Rozliczenia finansowe kulały i robiono wszystko, żeby wiele spraw nie ujrzało światła dziennego, aby zamieść je pod przysłowiowy dywan. Niewiele czasu było potrzeba, aby zadłużenie klubu poszło w setki tysięcy złotych.

W tej sytuacji magistrat ponownie zachęcił do hokejowego castingu możnych tego miasta. Jednym z chętnych był Walenty Ziętara, który z racji swej pracy szkoleniowej miał doskonały ogląd sytuacji w klubie. Jego list otwarty w 1999 roku, przedłożony na sesji Rady Miasta przedstawił wszystkie aktualne bolączki, obnażające indolencję zarządzających „Podhalem” i bierność władz miasta w tej mierze. Ziętara postawił czytelne warunki, ale rajcowie miejscy, znając twardy charakter „Walka” woleli nie wiązać się z nim umowami i postanowili zarządzać lodowiskiem sami. Jednak mierzenie sił na zamiary poczciwej ekipie Marka Fryźlewicza nie wyszło, a największą porażką był zarządzający obiektem inseminator z wykształcenia, traktujący wszystkich użytkowników hali lodowej jako zło konieczne, przeszkadzające mu w braniu niemałej pensji. Po latach hucpa Wojtaszka zakończyła się przegraną sprawą sądową z burmistrzem miasta.

W takim klimacie na progu XXI wieku, podczas ćwiczeń w nowotarskiej siłowni OLIMP Wiesław Wojas, od dekady uznany już na rynku producent obuwia i spadkobierca tradycji NZPS „Podhale”, zapytał utytułowanego w branży rekreacji, odnowy biologicznej i kulturystyki Stanisława Małeckiego – „Stasiu, a może byśmy wzięli to „Podhale”?

Nie była to wtedy taka prosta sprawa, gdyż na przeszkodzie stały określone, nie do końca czytelne przepisy. Autorytet właściciela renomowanej na rynku firmy, a także obawa o zamieszanie w i tak już kulejącej krajowej lidze hokejowej sprawiła, że zarząd PZHL zgodził się na oddzielenie pierwszej drużyny „Szarotek” od MMKS „Podhale”. Niemały udział w tym był sekretarza związku, Zenona Hajdugi, który przekonał do tego pomysłu prezesów najważniejszych hokejowych klubów w Polsce. Ale lodowi baronowie nie bali się wtedy ledwie pełzających w tabeli górali…

Wiesław Wojas przyjął „Szarotki” pod swój dach, choć ratusz nie oddał mu we władanie obiektu, o użytkowanie którego trzeba było wciąż się chandryczyć. Ustanowił trenerem Andrzeja Słowakiewicza, który przyjął trzyletni program wprowadzenia drużyny z piątego miejsca do strefy medalowej, z perspektywą pojawienia się na międzynarodowych arenach.

Andrzej Słowakiewicz i Tadeusz Kalata

Rozpoczęto ściąganie zawodników, także wyautowanych przez poprzednie rządy, uporządkowano funkcjonowanie klubu, wspieranego przez wiarygodnego sponsora.

W 2003 roku nowotarżanie byli jeszcze na czwartym miejscu w lidze, ale z Pucharem Polski na Torwarze, po wygranej 5:2 z Toruńskimi Piernikami.

Puchar Polski na początek

Feta w Warszawie była okazała, przy dekoracji przygrywała góralska kapela, a prezes Małecki z radością wymachiwał ciupagą!



To było preludium do sukcesu, jaki drużyna Wojas-Podhale odniosła w 2004 roku, w rozegranym w Nowym Targu finale Interligi ze słoweńskim Acroni Jesenice wygrywając 6:0 i 4:1! Na posiedzeniu w Budapeszcie padła też propozycja utworzenia stałych rozgrywek Interligi z udziałem 8 drużyn z Austrii, Chorwacji, Polski, Słowenii i Węgier. Były deklaracje finansowe i organizacyjne, ale nasz rodzimy hokej reprezentowali tylko wysłannicy Wojasa; panowie z PZHL-u olali temat, nie po raz pierwszy zresztą. Głównym oponentem byli działacze z Oświęcimia, którym „Szarotki” od dawna stały kością w gardle, zwłaszcza po porażce w Pucharze Polski.
Wygrywaliśmy z Unią Oświęcim

Nowonarodzone hokejowe dziecko wylano wtedy z kąpielą, a szkoda. Dziś funkcjonuje tam Liga Alpejska z korzyścią dla jej uczestników. A gdzie jest dziś hokej Słowenii, Włoch czy nawet Węgier – my widzimy to wyraźnie. Wyraźnie …z tyłu!

„Wojas-Podhale” – zwycięzca Interligi 2004

Jednak finały Pucharu Polski i czwarte miejsca w lidze nie były szczytem marzeń Wiesława Wojasa, któremu marzyły się płonące kapelusze.

Wiktor Pysz

W 2006 roku postawił na zdolnego trenera z reprezentacyjnym dorobkiem, wychowanka nowotarskiego klubu, Wiktora Pysza i już rok później w stolicy Podhala wystrzeliły szampany!

Wreszcie zapłonęły kapelusze!

Kolejne dwa sezony z brązowym medalem i w 2010 roku zespół Milana Jancuśki i Marka Ziętary ponownie pogodził Cracovię i Tychy w wyprawie po złote runo.

Milan Jancuśka z Markiem Zietarą

To był 19-ty, ostatni jak dotąd mistrzowski tytuł, wywalczony przez hokeistów „Podhala”, drugi z wypracowanych w ciągu dziesięciu lat przez ekipę Wiesława Wojasa.

To był 19-ty, ostatni tytuł…

Ale po tych dziesięciu latach użerania się z wszechobecną niekompetencją działaczy i urzędników, właściciel poważnej spółki giełdowej powiedział: - Dość!
Cytuję za „Sportowym Podhalem” - Sprzedaję akcje spółki sportowej – oświadczył na konferencji prasowej. - Efekt reklamowania się przez sport nie spełnia naszych oczekiwań. Za te same pieniądze możemy uzyskać znacznie więcej, poprzez inne nośniki reklamowe.

Wiesław Wojas nie krył, iż jednym z powodów zaprzestania finansowania hokejowej drużyny były działania władz miasta. - Aktywność włodarzy Nowego Targu w wspieraniu podstawowego sportu na naszym terenie jest znikoma. A przecież w ostatnich latach najwięcej sławy miastu przyniósł hokej. Wydaliśmy w ubiegłym roku 136 tysięcy na przygotowania i nikt nie był w stanie nam powiedzieć, kiedy zostanie zamrożony lód. Miasta nie stać było nawet na drobny gest, by zrekompensować nam straty, choćby poprzez kompensatę zapłaty za dzierżawę pomieszczeń biurowych czy szatni. W miastach, gdzie pojawia się sponsor, który wydaje na sport lokalny kwoty rzędu milionów złotych jest przez władze hołubiony. Tymczasem firma Wojas istnieje od 20 lat, zatrudnia 800 ludzi, a jest traktowana jak powietrze.

Hokeiści przeżyli ogromny szok, ale nadal trenowali, czekając na wypłaty, które jak potwierdził mi osobiście kapitan tamtej drużyny Rafał Sroka, otrzymali co do grosza, a Wiesław Wojas urządził dla nich godne zakończenie sezonu.

Wojas urządził godne zakończenie sezonu

Jak się okazało, było to także zakończenie pewnej dekady, która dzięki zaangażowaniu ogromnych środków finansowych tego w końcu prywatnego sponsora i przy wielkim wysiłku osób wokół niego skupionych, dała nadzieję na odbudowanie nowotarskiego hokeja. A była to świetna ekipa młodych zawodników, mających za sobą zagraniczne staże, mogących jeszcze wiele zwojować. I wiele zwojowali, ale już nie w Nowym Targu, bo w ślad za trenerami Milanem Janćuśką i Markiem Ziętarą przeszli do Sanoka, gdzie za chwilę fetowali mistrzowski tytuł.

Kolejna dekada to czas rozpaczliwych wysiłków odosobnionych pasjonatów, wśród których nie należy zapomnieć o ostatnim, brązowym medalu i Agacie Michalskiej, córce Jana Łasia, niezapomnianego super kibica, który zakodował w jej genach miłość do „Szarotek”.


Na Jubileusz wyszykowano piękny mural z bezimiennymi podobiznami hokeistów. Sugerowałem autorom, aby jedne z sylwetek, sugestywnie padającej na taflę, namalować na plecach „19”– tkę, oznaczającą ostatni tytuł mistrzowski hokeistów „Podhala”, symbolizującą sytuację naszego ukochanego Klubu.

Fragment muralu na nowotarskim lodowisku

I teraz na tym koniec; oby ciąg dalszy nastąpił…

Jacek Sowa
Może Cię zainteresować
zobacz także
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl