Po paru godzinach transmisji z miejskiej sali obrad, obraz na ekranie zaczął migotać i na pewno nie była to wina światłowodu. To radni opuścili zasłonę milczenia na temat Muzeum Podhalańskiego...
Idea utworzenia samodzielnego muzeum od dłuższego czasu przewija się w licznych dyskusjach w różnych gremiach Królewskiego Grodu w widłach Dunajców. Sam zaś temat znalazł się w kleszczach kowali społeczności naszego miasta, w którym spuścizna przodków stanowi ważny element historii 680-letniego już niebawem Novum Forum.Animatorzy kultury w mieście z wielkimi nadziejami oczekiwali na uchwałę, istotną dla przyszłości instytucji, którą wymyślił i tworzył kiedyś przez wiele lat Czesław Pajerski. Od chwili otwarcia Muzeum Podhalańskiego w Nowym Targu, w przyszłym roku stuknie 60 lat; wiele się w tym czasie zdarzyło, a bezcenne relikty naszej historii i twórczości wielu twórców tułały się po strychach i piwnicach.Antoni Nowak, nieprzejednany zwolennik tradycji i orędownik muzealnej idei, z właściwą sobie swadą zagrzmiał z miejskiej mównicy. Zaraz po tym, solidnie dopracowana prezentacja żeńskiego trio promocyjnego, wydawała się dopełnić formalności przed wnioskiem o podjęcie stosownej uchwały.
Jednak ze sporządzaniem dokumentów w naszym magistracie jest jak z gotowaniem jajek, czasem za miękkie, czasem za twarde, często też pękają skorupki jeszcze przed wyjęciem z garnka; czasem też okazują się niezbyt świeże. Przykro to mówić, ale przyczyna leży najczęściej po stronie organizacyjnej i prawnej kucharzy urzędu, którym daleko do miana administracyjnych Makłowiczów.
Nic też dziwnego, że w tej naszej miejskiej Smerfolandii, ambitne skrzaty znowu wykiwały złego Gargamela. Papa Smerf za prezydium tylko kiwał głową, patrząc jak Ważniak z Pracusiem grillują Klakiera, a Smerfetka uśmiechała się pod nosem. Całe szczęście, że Maruda akurat gdzieś biegał z kijaszkami, bo byłoby jeszcze ciekawiej, choć niekoniecznie przyjemniej...
Jednak skoro wniosek do uchwały był nieco kulawy, należało go wyprostować, a była ku temu okazja podczas chyba zbyt długiej przerwy, podczas której próbowano ratować zakalcowaty produkt, zamiast objawić swoją dobrą wolę stosowną uchwałą, która otwierałaby drogę do procedowania dalszych, zgodnych z prawem kroków; a tak tylko mrówczej pracy pani Kasi szkoda...
Tak się nie stało i chciałbym być daleki od teorii spiskowych, pod kątem czyjego interesu leży blokowanie idei samodzielnego Muzeum Podhalańskiego i wyprowadzenia go ze struktur Miejskiego Centrum Kultury, w których zabytkowe budynki drzemią sobie od dziesięciu lat pod skrzydłami Pegaza. A już w sprawie Wieży Wodnej trudno nabrać wody w usta...
A skoro mowa o zespole, jest już także zespół ludzi, tam zatrudnionych, a których może należałoby ukierunkować do przyszłych potrzeb i ambicji tej placówki. Rzecz jasna, Muzeum potrzebuje wymaganego ustawowo profesjonalnego zarządzania, ale wymaga to zwiększenia funduszu płac tylko dla jednej osoby, którą wybierze się w konkursie; oby tylko nie tak jak w gmachu "pod rozmazanym pegazem".
Jeśli już dotykamy kwestii budżetowych, nowa formuła stwarza daleko więcej możliwości, niż dotychczasowa, więc z tym problemu nie będzie. Do kultury zawsze trzeba dokładać, ale dziedzina ta ma w sobie ogromny potencjał promocyjny, o czym można się przekonać przemierzając nasz kraj wzdłuż i wszerz.
Miejska sala obrad potrafi przemawiać jednym głosem, dobrze więc byłoby zakopać ciupagi przed przyszłą sesją Rady Miasta, do czego namawiam szczerze moich znajomych po obu stronach ław.
Spotkajmy się za kilka miesięcy w starym Ratuszu na Rynku (patrz moja publikacja i zdjęcie sprzed wielu lat na łamach "Dziennika Polskiego") na otwarciu, może nawet podczas "Nocy w Muzeum". Film Shawna Levy?ego o tym tytule kosztował 110 mln dolarów, my ją możemy mieć za jedną bańkę polskich złotych. I może nie zjawi się tam żaden upiór z Luwru...
Jacek Sowa




