FELIETON. Lotem błyskawicy obiegła środowisko sportowe informacja, że już tylko dwa tygodnie zostały burmistrzowi do złożenia wniosku, procedującego budowę nowotarskiej hali widowiskowej. Większość ludzi, mających coś do powiedzenia w tych kręgach jest jednak sceptyczna.
Zostawiając na boku utopijne mrzonki propagatorów dawnej hokejowej potęgi i perypetie kierownictwa klubu z Parkowej, który na zaciągniętym hamulcu niechybnie zmierza do rowu, pragnę wyrazić stanowisko osób, które mają w podhalańskim sporcie coś do powiedzenia. Jest ono prawie jednoznaczne w odniesieniu do aktualnych potrzeb i zarazem możliwości Stolicy Podhala.Arena Podhale jest sztandarowym hasłem wyborczym Grzegorza Watychy i należy mu się pokłon za ambitny pomysł, który niewątpliwie przyczynił się do usadowienia go na fotelu burmistrza. Ale jak to w życiu bywa: tempora mutantum et - czasy się zmieniają i my zmieniamy się wraz z nimi. Projekt, który zaowocował w latach, kiedy zachłysnęliśmy się boomem inwestycji sportowo-widowiskowych, nie wytrzymał próby czasu, spychany był na koniec kolejki i zwinięty w kłębek w czasie pandemii. Czas też pokazuje losy niektórych budowli, jak choćby tonący w długach Stadion Narodowy w Warszawie, którego historia dziwnie splata się z nazwiskiem jednego z autorów analitycznego raportu, zamówionego przez nowotarski Ratusz za niemałe pieniądze. 60-stronicowy elaborat sprzed czterech lat, dziś już wiele stracił na aktualności i stanowi wątpliwe raczej alibi dla Podhalańskiego Centrum Sportów Zimowych, bo czasy się zmieniły, a wraz z nimi miejscowe sporty zimowe. O tym już kiedyś pisałem...
Zdaniem fachowców, koszt tej przecenionej użytkowo jak na miejscowe warunki budowli jest mocno niedoszacowany i trudno byłoby mu się zamknąć w 200 milionach złotych. Moi rozmówcy twierdzą, że za ćwierć tej kwoty, w stosunkowo krótkim czasie i na bazie istniejącej już infrastruktury, można oprzeć strategiczny plan dla podhalańskiego sportu w szerokim nie tylko "zimowym" pojęciu. Ponad dwa miesiące temu do władz miasta, powiatu i województwa wpłynął wniosek NKP "Podhale" o zainicjowanie prac studyjnych i projektowych, które otworzyłyby drogę do budowy kompleksu sportowego na terenach przylegających do obecnej miejskiej hali lodowej.
Warunki ku temu są sprzyjające, zwłaszcza pod względem położenia w centrum miasta i istniejącej już bazy technicznej. Nie trzeba aż tak wiele, aby wyprowadzić stamtąd miejski Zakład Zieleni (sic!) i dokonać modernizacji obiektu, w ramach której można wygospodarować miejsce na lodowisko treningowe, zaplecze odnowy biologicznej i mały hotel, jakże dziś potrzebny przy każdej arenie sportowej.
A obok, na tzw. "Kole", stałym miejscu psich pokazów i umęczonego ratrakiem owalu dla narciarskich biegówek, stosunkowo niewielkim nakładem powstałby stadion piłkarski, spełniający wymagania licencyjne rozgrywek centralnych, w jakich ku zdumieniu całej Polski znaleźli się piłkarze NKP "Podhale". Trybuna wystarczająca na parę tysięcy widzów, obok pełnowymiarowa płyta treningowa i boisko dla niepełnosprawnych. Może być jeszcze całoroczny balon i starczy miejsca dla świątecznego lodowiska w bajkowe atmosferze nowotarskiego parku. Tam nie ma tyle smogu, ile w Rynku, jest woda, są media, jest zaplecze techniczne, jest dużo miejsca do parkowania, a dawne skrzyżowania ze starą zakopianką niebawem staną otworem dla kierowców.
Bo strategia sportu na Podhalu to gra o przyszłe pokolenie, wobec której dwudziesty tytuł w hokeja czy awans piłkarzy do ekstraklasy ma znaczenie podrzędne, choć ważne dla nie tylko sportowego prestiżu miasta i regionu. I dlatego, Panie Burmistrzu, Radni i wszyscy święci w okolicy, weźcie to pod uwagę. Kochająca sport społeczność na pewno udzieli Wam politycznej abolicji wobec wyborczych zobowiązań, które zmienił czas. Tempora mutantum et!
Jacek Sowa




