FELIETON. "W trakcie robienia porządków w rodzinnym domu odnalazłem pamiętnik z moich nastoletnich lat. Prawie jedna trzecia zapisków dotyczy sportu, a zwłaszcza hokeja, z dokładnym rejestrowaniem rezultatów rozgrywek "Szarotek" i tabel wyników" - pisze Jan Gil, emerytowany nauczyciel, były radny Nowego Targu
Jako nastolatek zaledwie umiałem ślizgać się na lodzie, za co byłem karcony przez mojego nauczyciela wychowania fizycznego, w liceum przy ulicy Krasińskiego. Wówczas zimą ślizgawki były wszędzie, oczywiście naturalne - takie mieliśmy wtedy zimy. Był to przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, era złotych lat nowotarskiego hokeja, czas gigantycznej popularności tej dyscypliny w mieście i na całym Podhalu. Zawodnicy byli prawdziwymi bożyszczami, wybrańcami gwiazd. Modnie ubrani, wyjeżdżający za granicę (jeśli byli w kadrze narodowej). Wokół nich snuły się najatrakcyjniejsze dziewczyny, a to już był najważniejszy powód do zazdrości dla wielu młodych kibiców.Nostalgią za tamtymi latami żyje jeszcze wielu Nowotarżan, zwłaszcza w okresie postępującego kryzysu tej dyscypliny w Nowym Targu. Informacje, które docierają do na dziś o rezultatach gier na lodzie częściej wypierane są komunikatami o złej kondycji finansowej klubu. Kilka razy w tygodniu przechodzę koło hali lodowej i patrzę na efektowny mural ilustrujący symbolicznie kolejny jubileusz istnienia klubu. Przyznam się, że w późniejszych latach nigdy nie byłem już takim fanem hokeja, co nie znaczy, że obojętna mi jest jego mitologia i legenda w mieście i regionie, zwłaszcza, że dziś tak niewielu się o nią już troszczy. Mity i legendy kształtują bowiem społeczeństwa i integrują je.Osobiście poznałem tylko dwóch bohaterów tamtej legendy - Józefa Siękę i Józefa Batkiewicza. Z tym pierwszym ucinamy sobie od czasu do czasu pogawędkę i wtedy zawsze jestem skrępowany jego spokojem, wiedzą i doświadczeniem życiowym (wiele lat spędził we Włoszech jako trener). Józek Batkiewicz to z kolei efektowny gawędziarz i kopalnia anegdot o tamtych latach. Nie chciałbym wyliczać ich osiągnięć sportowych, gdyż moją intencją jest w tej chwili przede wszystkim zwrócenie uwagi na problem historii nowotarskiego hokeja i Klubu, której nie ma w lokalnej historiografii. Nie ma jej też w lokalnej kulturze popularnej (poza wspomnianym muralem). Legendy nie zapisane, nie utrwalone w kulturze umierają i giną z pamięci ludzkiej. Diagnoza zatem może być tylko jedna - czas na dokumentowanie zdarzeń z przeszłości, zwłaszcza, że żyją jeszcze jej uczestnicy.
W Redakcji Podhale24 jest osoba, która pierwsza powinna powinna odpowiedzieć na to na moje wezwanie. To redaktor Jacek Sowa, który w latach siedemdziesiątych XX wieku był młodym, prężnym dziennikarzem sportowym. Jego wiedza o wydarzeniach i realiach hokeja w tamtym czasie byłaby bezcenna. Warto byłoby bowiem przybliżyć współczesnym kibicom warunki, w jakich musieli wówczas sportowcy funkcjonować, nie mówiąc już o całej otoczce społeczno-politycznej i obyczajowej, która determinowała wówczas ich status sportowy. Wiedza i warsztat dziennikarski Jacka Sowy byłaby gwarancją ciekawych opowieści o "złotym wieku" nowotarskiego hokeja.
Na koniec czas na powtórkę z "polskiego"!
Prawdziwą popularność z kolei, sławę i podziw na Podhalu w tamtym czasie osiągnąć można było nie dzięki byciu artystą, tylko będąc gwiazdą hokeja. Stąd moja parafraza słów poetki: Nie być hokeistą ( w Nowym Targu), to znaczy nie być wcale.
Jan Gil





