FELIETON. Nigdy nie "tykajmy" w odniesieniu do obcych nam rozmówców, pozostańmy przy formie pan/pani lub "dwojeniu" - zachęca w swoim kolejnym felietonie Jan Gil, emerytowany nauczyciel, były radny Nowego Targu.
Bywam czasem na nowotarskim targowisku i wsłuchuję się z ciekawością w dialogi kupców z klientami. Tych z Polski traktują grzecznościowo per pan/pani, ale już do tych ze Słowacji zwracają się w drugiej osobie - ty. Jest to ewidentny przejaw okazywania wyższości wobec naszych południowych sąsiadów przez miejscowych handlarzy." Tykanie"( 2 osoba liczby pojedynczej) jest dość powszechne w kulturze Zachodu, tak w językach Słowian formą grzecznościową było zawsze "dwojenie" (w 2 osoba liczby mnogiej). Ale i ta forma jest w zaniku, przynajmniej w języku polskim, bo już w rosyjskim trzyma się jeszcze mocno. "Dwojenie" na Podhalu jest elementem codziennej kultury, przede wszystkim na wsi, gdzie jeszcze dominuje gwara. Dwojenie słychać też w mieście, w urzędach i instytucjach publicznych, zwłaszcza w szpitalu, czego osobiście doświadczyłem przebywając na oddziale jako pacjent. Pielęgniarki przygotowując chorych do zabiegów wydają polecenia w formie:" wstańcie", umyjcie się" - ale tylko w odniesieniu do starszych pacjentów. Ma to swoje uzasadnienie, bo forma ta daje poczucie lepszego zaopiekowania, zwłaszcza w odniesieniu, do tych, dla których jest ona częścią ich językowej codzienności. Przekonał się o tym jeden z lekarzy, który zapytał starszą pacjentkę w czasie wizyty na oddziale - Jak się pani czuje? Boli panią co? Speszona takim sposobem zwrócenia się do niej przez lekarza odpowiedziała:" Panie doktorze, jako jo tam pani. Jo z Cichego."Bywają jednak sytuacje odwrotne. Do gabinetu ginekologicznego w Nowym Targu przychodzi starsza osoba z inteligencko-wielkomiejskim rodowodem. Lekarz spojrzał na nią i rzucił standardowe : Co wam dolega? Odpowiedź pacjentki była błyskawiczna - Ja nie jestem pluralis, ja jestem singularis! Lekarz aż wyprostował się z wrażenia i natychmiast zmienił stylistykę językową rozmowy z pacjentką.
Jaka zatem dobra rada wynika z tych przykładów? Nigdy nie "tykajmy" w odniesieniu do obcych nam rozmówców, pozostańmy przy formie pan/pani lub "dwojeniu."
Tradycyjna kultura grzeczności na co dzień degraduje się najbardziej w środowisku młodzieżowym, w tym w szkole. Winni jesteśmy temu wszyscy - mas media, dom rodzinny i...nauczyciele. Do mnie jako nauczyciela licealnego zwracano się w szkole w zwyczajowej formie profesor (taka była zawsze, od wieków, tradycja zwracania się do nauczyciela szkoły średniej). Tytułowanie zawsze pełniło funkcje wychowawczą - stwarzało niezbędny dystans między uczniem a nauczycielem. Profesor w dawnej szkole nie mógł się spoufalać z uczniami, skracać dystansu - stąd często forma 3 osoby liczby pojedynczej w odnoszeniu się do uczniów: niech :\"Gałkiewicz" podejdzie do tablicy. Dzisiaj w szkołach panuje powszechne "upupianie". Nauczyciele nadużywają zdrobnień imion uczniów, zamiast zwracać się do nich pełnymi imionami. Tytułowanie zanika, zostaje jakaś pani Krysia od angielskiego, czy pan Grześ od historii.
A może to tylko takie moje lamenty pedagogiczne. Wielu procesów kulturowych w tym obszarze i tak się nie da zatrzymać.
A może by tak tej dawnej tradycji gwarowej trochę w mowie zachować, choćby z dbałości o powagę i szacunek w naszych codziennych relacjach.
Jan Gil



